PDF Archive

Easily share your PDF documents with your contacts, on the Web and Social Networks.

Share a file Manage my documents Convert Recover PDF Search Help Contact



Zbiór creepypastów .pdf



Original filename: Zbiór creepypastów.pdf
Author: Cyryl

This PDF 1.5 document has been generated by Microsoft® Office Word 2007, and has been sent on pdf-archive.com on 24/10/2012 at 14:11, from IP address 176.96.x.x. The current document download page has been viewed 1556 times.
File size: 560 KB (23 pages).
Privacy: public file




Download original PDF file









Document preview


ZBIÓR CREEPYPASTÓW
ZAPRASZAM DO PRZECZYTANIA MOJEJ KOLEJNEJ KSIĄŻKI POD TYTUŁEM „Z BIÓR CREEPYPASTÓW ”.
CREEPYPASTY ZAMIESZCZONE W KSIĄŻCE NIE SĄ NAPISANE PRZEZE MNIE . ZACHĘCAM WSZYSTKICH
KTÓRZY LUBIĄ „ CHORE” OPOWIADANIA , DO PRZECZYTANIA TEJ KSIĄŻKI .

Pacjent 1233216
Dziennik przyjęć pacjentów w Lubiążu:
Dnia 31.12.2006 roku do naszego zakładu został przyjęty nieznany z imienia i nazwiska mężczyzna.
Zgłosił się on dobrowolnie. Wstępne rozpoznanie ujawniło następujące objawy:
-nocne koszmary
-brak umiejętności trzymania moczu i kału
-paranoje (cały czas sprawdza czy okna są zamknięte)
-milczący,
-brak jakikolwiek dokumentów tożsamości
Podanie o przyjęcie napisane na fioletowiej chustce.
Wniosek: Przyjęty
Numer Identyfikacyjny: 12 33 21 6
Przydzielony doktor: doktor Adrianna Jelcz

Osobisty dziennik doktor Adrianny Jelcz odnośnie pacjenta nr 1233216 przebywającego w szpitalu
psychiatrycznym w Lubiążu
[10.02.2007]
Pacjent nr 1233216 był wzorowym pacjentem. Nie sprawiał problemów. Leki przyjmował ze
spokojem.Objawy: conocne koszmary, brak umiejętności utrzymywania kału i moczu, paranoja.
Typowe objawy.
Sam się zgłosił do szpitala
Miczek. Nie odzywa się do nikogo. Ciężko załapać z nim kontakt.
Aż do dzisiaj. Dzisiaj podczas zajęć w świetlicy podszedł do mnie.
Powiedział: "Proszę mi ufać tylko wtedy gdy powiem: Herszt demonów jest we mnie. On teraz śpi.
Czy mogę prosić o długopis i kartkę? Tylko niech pani mi ją zabiera gdy się zacznie"
Pomimo dziwnej prośby dałam mu to o co prosił. Uśmiechnął się i pokiwał na mnie palcem.
Odszedł do stolika przy którym zazwyczaj siedział. Z ciekawości oraz będąc zaskoczona jego
otwartością podeszłam zobaczyć co napisał. Napisał tylko dwie literki zanim się zaczęło.
Zaczął dygotać. Piana leciała mu z ust. Słychać było charczenie
Jakimś impulsem wyrwałam mu kartkę z ręki sekundę przed głównym atakiem.
Pacjent zaczął wrzeszczeć, rzucać się w amoku. Zaczął atakować innych pacjentów w świetlicy.
Mimo że stałam najbliżej nie dotknął mnie. Prawdopodobnie nie zauważył.
Wbiegło trzech opiekunów z kaftanem. Mimo że byli przeszkoleni w takich akcjach spętanie pacjenta
nr 1233216 potrwało pięć minut.
Status:
-Czterech pacjentów ma złamaną jakąś kość
-Jeden wylądował na Oddziale Intensywnej Terapii
-Jeden z opiekunów stracił trzy zęby. Opuchlizna na oku zajmująca trzy czwarte twarzy
Decyzja dyrektora szpitala:
-Dwa tygodnie izolatki
-Wprowadzić silne leki uspokające wobec pacjenta.
-Stała obserwacja pacjenta
Po umieszczeniu w izolatce pacjent nr 1233216 zachowuje się normalnie.
[9.03.2007]
Pacjent nr 1233216 od czasu ostatniego incydentu zachowuje się normalnie jak na swoje standardy.

Dalej nie potrafi utrzymywać moczy i kału, ma paranoje i depresje. Zaczyna wrzeszczeć podczas
koszmarów. Dodatkowy objaw: chodzi przygarbiony.
Dzisiaj znowu podszedł do mnie i powiedział: "Herszt demonów we mnie jest"
Nie dałem mu jego kartki. Natomiast doniosłam o tym dyrekcji. Dałam im kartkę.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Czemu nie zrobiłam tego od razu?
Wracając do pacjenta: Słysząc odmowę pacjent nr 1233216 rozpłakał się. Łkał,szlochał, błagał mnie
bym mu oddała kartkę. Cały dzień chodził za mną po świetlicy płacząc i skomląc o tą kartkę.
Ignorowałam go. Tym bardziej że wiedziałam że Karol idzie za nim. 250kg chłopa na schwał. Na
pewno nie da sobie z nim rady 50 kilogramowy człowieczek. Dość dziwnie wyglądaliśmy. Ale to
psychiatryk tu niewiele jest normalnych rzeczy
[15.03.2007]
Pacjent nr 1233216 od 6 dni nie reaguje na leki uspokajające oraz środki nasenne. Nie chce spać.
Doktor Puszysty próbował go uśpić nawet chloroformem. Nic nie działa. Od 6 dni śpiewa:
"Dajcie mi moją kartkę
I coś do pisania"
Śpiewa to za mało powiedziane. Pacjent nr 1233216 wykrzykuje to na całe gardło. Żaden z lekarzy nie
wie jakim cudem jego krtań wciąż działa. W tych krzykach pobrzmiewa melodia identyczna jaka jest w
piosence: "Wlazł kotek na płotek"
[16.03.2007]
Dyrekcja postanowiła. Pacjent nr 1233216 dostanie z powrotem swoją kartkę i coś do pisania.
Jednak by nie zrobić nikomu krzywdy zostanie on przywiązany do krzesła tak by nie mógł wykonać
najdrobniejszego ruchu. Tylko jego prawa ręka będzie wolna. Dyrektor postanowił że ja też mam być
obecna ze względu na więzi jakie nawiązałam z pacjentem nr 1233216. Co za skurwiel. Akurat dzisiaj
jest moja rocznica ślubu. A tak muszę zostać po godzinach
Pacjent nr 1233216 zareagował entuzjastycznie na wieść że dostanie kartkę i długopis. Zgodził się też
na wszystkie warunki.
Wszystko odbędzie się o 21;15
[17.03.2007]
Pacjent nr 1233216 napisał na kartce trzy litery zanim zaczął się dusić.
Lekarze wysunęli hipotezę...
Nie...lekarze wysunęli kilkadziesiąt hipotez. Żadnej nie mogą udowodnić. Nie wiemy co jest temu
pacjentowi. Dyrekcja uznała że podświadomość pacjenta nr 1233216 chce nam coś przekazać ale
jego druga jaźń nie pozwala na to. Tak. Pacjent nr 1233216 cierpi na rozdwojenie jaźni. Zanim pacjent
zaczął się dusić spojrzał na mnie i powiedział babskim głosem:
"Ty jesteś następna misiaczku"
Pacjent nr 1233216 nic nie pamięta do momentu kończenia pisania ostatniej litery.
Karol jest w szpitalu. Gdy pacjent nr 1233216 zaczął się dusić podbiegł do niego w celu kontroli.
Pacjent nr 1233216 wbił mu trzynastocentymetrowy długopis w udo. Nie wiadomo jak ale długopis
miał wystarczający impet by przebić się przez dwudziestocentymetrową warstwę tłuszczu oraz kość
udową by następnie rozlecieć się w drobne kawałki. Karol ma szczęście. Nie uszkodzone zostały
żadne żyły ani tętnice. Odłamki nie wniknęły do krwiobiegu.
Pacjent nr 1233216 trafił do izolatki na dwa miesiące i pilną obserwacje.
Spostrzeżenie wszystkich: Mimo że stałam obok niego po prawej stronie wolał wbić długopis
mężczyźnie po lewej stronie
Osobiste spostrzeżenie: nie atakuje kobiet.
[26.03.2007]
Pacjent nr 1233216 krzyczy: Herszt demonów we mnie jest. Nie działają żadne środki uspokajające

ani nasenne. NIC NA NIEGO NIE DZIAŁA!
Nie może zasnąć!
Wciąż się drze!
A ja muszę siedzieć w tym obserwatorium i wysłuchiwać jego niekończących się wrzasków
[30.03.2007]
Pacjent nr 1233216 przestaje krzyczeć
[01.04.2007]
Pacjent nr1233216 pogrążył się w wegetacji. Stał się warzywem.
Trafia do lazaretu
[07.07.2007]
Pacjent nr 1233216 obudził się. Od razu powiedział: "Herszt demonów we mnie jest"
Zamknięto mnie razem z nim w izolatce. Uznano że skoro podczas dwóch jego ataków nie ucierpiałam
mimo że stałam najbliżej niego, to tym razem też mi się nic nie stanie.
Skurwiele. Muszę się zgodzić bo mnie wyleją i pokażą kasetę z filmem jako dowód zdrady mężowi.
Stracę wszystko.
Chociaż z drugiej strony chyba lepiej być żywą biedaczką niż martwym doktorem
[08.07.2007]
Napisał pięć znaków zanim wydłubał sobie oczy kredą. Nic nie mogłam zrobić. Ignorował mnie. Ale był
silny. Musiałam patrzeć jak wciera sobie coraz bardziej pył w oczu. Nie mogli otworzyć tej przeklętej
izolatki! Krzyczał. Płakał. Błagał o litość. Ale jego ręce wciąż i wciąż wcierały mu to niebieskie wapno
do oczu!
Biorę urlop rekreacyjny
[09.07.2007]
Uznano że otrzymam urlop dopiero po skończeniu sprawy z pacjentem nr 1233216.
Czuję że zaczynam powoli wariować.
Widziałam nastolatków świadomowie kaleczących swoje genitalia.
Widziałam matki w ciąży które wbijały sobie plastikowe widelce w brzuch. Które tymi widelcami
rozpruwały sobie brzuch i zabijały noworodki. Widziałam ludzi którzy jedli własne odchody
Którzy już dawno odpłynęli poza granice normalności
Ale pacjent nr 1233216 był inny. Gdyby nie jego ataki uznano by go za normalnego człowieka. Do
jasnej kurwy! On był normalny! Tylko ta druga jego jaźń już nie...
Przez cały czas zachowuje się tak jakby to był świadomy czemu tu jest i dlaczego.
Ja tu zwariuje! A co jeśli to dopiero początek tych liter? Co jeśli ich ma być 100? 1000?
[31.07.2007]
Uspokoiło się? Pacjent nr 1233216 nie wykazuje żadnych nowych objawów. Pojawiają się tylko sprzed
10.02.2007. Pacjent nr 1233216 nie rozumie czemu trzymamy go w izolatce w kaftanie i pod ścisłym
rygorem. Nie rozumie czemu jest ślepy. Nic nie pamięta.
[24.12.2009]
Dyrekcja postanowiła w końcu wypuścić pacjenta nr 1233216 z izolatki. Uznano że więcej ataków nie
będzie miał. W miejscu gdzie siedział przez dwa ostatnie lata znaleziono pięć liter.
[25.12.2009]
Pacjent nr 1233216 powiesił się w swoim pokoju. Jako liny użył swoich jelit.
Z zapisu monitoringu widać widocznie jak wsadza sobie rękę do odbytu i wyciąga go razem z flagami

po czym robi z niego pętelkę i się wiesza. Nie wiadomo czemu ochrona tego nie zauważyła. Pewnie
spała.
Jadę na urlop
Odkryłam co oznaczają te litery. Na wszelki wypadek spisałam je na niebieskiej chustce.
[27.12.2009]
Herszt demonów we mnie jest...we mnie jest...Herszt..we mnie...
Co wy wiecie! Nawet nie wiecie co to oznacza!
Odkryłam te litery! Wiem co one tak naprawdę oznaczają!
Boże. Jaka ja byłam głupia! Znam prawdę! Jestem przeklęta! I wy też jesteście przeklęci jeśli czytacie
ten dziennik. I jeśli odkryjecie jakie to były litery
Hahahahaha
Wszyscy skończymy tak samo.
Hahahahaha
Zabawę czas zacząć misiaczki
Dziennik przyjęć pacjentów w Lubiążu:
Dnia 31.12.2009 roku do naszego zakładu została przyjęta była pracowniczka tegoż zakładu pani
Adrianna Jelcz. Zgłosiła się ona dobrowolnie. Wstępne rozpoznanie ujawniło następujące objawy:
-nocne koszmary
-brak umiejętności trzymania moczu i kału
-paranoje - cały czas sprawdza czy okna są zamknięte
-milcząca, nie odzywa się nawet do swoich przyjaciół z pracy
Podanie o przyjęcie napisane na niebieskiej chustce.
Z drugiej strony napis:
No lea creepypast
To z hiszpańskiego:
Nie czytaj creepypast.
Wniosek: Przyjęta
Numer Identyfikacyjny: 33 33 33 0
Przydzielony doktor: doktor Weronika Gór
Notatka z prywatnego pamiętnika denatki Weroniki Gór umieszczona w raporcie dotyczącym
brutalnego zabójstwa i gwałtu wyżej wymienionej na terenie szpitala psychiatrycznego w Lubiążu dnia
16.05.2010:
[10.02.2010]
Drogi pamiętniku. Dzisiaj w pracy było tragicznie. Wszyscy cały dzień zwracali się do mnie "Misiu,
Misiaczku, Misiuńek". Gdy zwracałam im uwagę udawali że nic nie wiedzą. Paskudny żart. Mojego
tatusia rozszarpał niedźwiedź. Dranie.
Zagadała do mnie pacjentka nr 3333330. Poprosiła o kartkę i długopis.
Powiedziała: "Herszt demonów we mnie jest". Odesłałam ją do pielęgniarza, nie utrzymała stolca.
Dzisiaj przeszukałem karton z jej rzeczami. Znalazłam jej dziennik osobisty.
Mam nadzieje że to będzie coś ciekawego. Nic nie mam już do czytania. Kto wie może u niej coś
będzie ciekawego.
Kochany pamiętniczku idę teraz ugotować obiadek dla moich pięciu synków i kochanego mężulka.
Jutro znowu napiszę.
Weronika Gór była sierotą. Wychowała się w domu dziecka. Nigdy nie miała nawet chłopaka.

Autor znany jako: Sacredq

Przyjaciółka
Kocham swoją przyjaciółkę.
Kocham najmocniej na świecie swoją przyjaciółkę
Mogłabym z nią spędzać całe dnie.
Kocham swoją przyjaciółkę
Wciąż ją kocham mimo że odbiła mi mojego chłopaka
Jest ona moją najlepszą przyjaciółką na świecie.
Uwielbiam gdy patrzy na mnie. I gdy patrzę w jej oczy.
Kocham swoją przyjaciółkę
Czas najwyższy zejść do piwnicy i wyłupić jej drugie oko

Sacredq

Pogrzeb
Kurwa ale tu ciasno. Gdzie ja jestem? Nawet ruszyć się nie mogę. Ciemno jak cholera. Cuchnie
sosną. Ale trzęsie.
Zaraz....słyszę jakieś głosy. Cicho. Nie myśl kurwa. NIE MYŚL! Posłuchaj:
"Dobry Jezu a nasz panie, daj mu wieczne spoczywanie"
Co jest kurwa? Przecież to śpiewają na pogrzebach!
Zaraz! Ciemno! Ciasno! Sosna!
Boże! To mój pogrzeb! A ja się ruszyć nie mogę. Wiem zacznę krzyczeć. Kurwa. Nie mogę nic
powiedzieć. Co jest do kurwy nędzy?
Zaraz przypomnijmy sobie:
Było ciemno...on miał nóż...ciął mnie w szyje. Pewnie przeciął mi struny głosowe skurwiel jeden!
Kurwa jebana mać! Nie mogę się ruszać! Nie mogę krzyczeć! Zakopią mnie skurwysyny żywcem! Ja
pierdole! Muszę się wydostać! Ale jak? Nie czuje ciała od szyi w dół. No kurwa nawet głową nie mogę
ruszyć.
Zaraz....spokojnie chłopie, spokojnie...myśl chłodno i logicznie...no kurwa zebrało mi się na logike jak
mnie żywcem chowają...spokojnie...Jak to było w sadze o Ludziach Lodu? A tak. Trzeba bardzo się
skupić na danej czynności to impuls przejdzie przez uszkodzenia...poruszmy ręką...
Skup się stary, skup...
Jest! Kciuk się poruszył!
STUK
???
Super...ksiądz właśnie sypnął na moją trumnę grudę ziemi....trzeba się pospieszyć kurwa..
Ucichło. Kurwa co się dzieje? Co tak cicho?

STUK!!!STUK!!!STUK!!!STUK!!!STUk...
Kurwa cichnie to...ja pierdole..oni mnie zakopują! Kurwa szybciej z tą ręką! Szybciej!
Cisza...super...wszystko kurwa mać ucichło...a ja jestem dwa metry pod ziemią...i mam całą władzę
nad ciałem...kurwa mać cud...ostatnie stuk i ja odzyskałem władzę w całym ciele. Super.
Czuję ucisk w kieszeni. Ciekawe co ze mną pochowali...Sprawdzę. Tlenu mam na góra 5 minut,
Już się robi duszno.
Co mi tam. I tak umrę. Wyciągam tą rzecz z kieszeni!
Kurwa jego mać! Ja pierdole! Dzięki ci Panie! Dzięki! Ja pierdole! Telefon! Dwie kreski! Mam
pierdolony zasięg pod dwoma metrami pod ziemią! Genialny jest ten Plus!
Dzwonię. Najpierw do mamy. Ona najszybciej zadziała.
No kurwa...
On se lubi ze mnie robić jaja. 2 grosze na koncie. Chuja zadzwonię.
Zaraz! Mam pakiet internetowy!
Wiem! Napiszę na facebooku! Ktoś na pewno to odczyta i powiadomi innych! Człowiek może być
podduszony przez 20min!
Uwaga: Zuaktualizuj satus:
"Pogrzeb całkiem spoko. Ale czy mógłby mnie ktoś w końcu odkopać? Zaczyna mi brakować tlenu"
No proszę. Na luzie wiadomość. Nie powiedzą że jestem ciota jak mnie odkopią. Ah...wszystkie dupy
moje będą. Zajekurwaiście.
O już jest uaktualnienie statusu.
No proszę...Sandra...ona zawsze jest na facebooku. Ciekawe co napisała:
"Nie wiem kim jesteś ale Kacper nie żyje od trzech miesięcy

Sacredq

Te i inny creepypasty Sacredq znajdziecie na jego Blogu
http://myillworld.blogspot.com/

Niestety creepypasty ze strony http://creepyzone.pl/ są chronione prawami
autorskimi, i nie mogę ich tu zamieścić.

Znalazłem jeszcze kilka creepypastów
zamieszczonych przez użytkowników strony
http://www.paranormalne.pl/ zamieszczonych na właśnie tej
stronie.

Prześladowca
Jane siedziała na ławce w parku, mimo wieczornego chłodu zwiastującego nadchodzącą
zimę. Rozmyślała o różnych sprawach- o pracy, o nowej diecie cud, która podobno miała
pomóc jej zrzucić zbędne kilogramy, no i wreszcie o tych dziwnych sytuacjach, które
przytrafiły się jej ostatnimi czasy.
Otóż Jane od kilku dni miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją śledzi, obserwuje każdy jej
ruch. Sprawy zaczęły się nasilać, a wokół niej działo się coraz więcej i coraz trudniejszych
do wytłumaczenia sytuacji- a to klucze do samochodu, które położyła minutę wcześniej
na półce zniknęły, aby za chwilę znowu się pojawić, czy też rzeczy na jej firmowym
biurku, które co rusz zmieniały swoje położenie. Oh tak, Jane była pewna, że to nie są
wytwory jej wyobraźni, lecz smutna rzeczywistość. Ostatnio wracając z przyjęcia u
znajomych, ktoś- nie widziała dokładnie- szedł za nią całą drogę podrygując w dziwny
sposób, co wystraszyło ją niesamowicie. Nie mogła zgłosić sprawy na policję- wzięli by ją
za kolejną przewrażliwioną histeryczkę. Tony- jej mąż próbował ją uspokoić i przekonać,
że wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć, ale ona nie słuchała, wiedziała, że czeka ją
niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo, któro miało niedługo nastąpić…
- Jane, naprawdę nie masz się czym martwić, po co zaprzątasz sobie tym głowę? To na
pewno umysł płata Ci figle, ostatnio tak się przepracowujesz… - powiedział Tony
przewracając i wiercąc się na łóżku szukając odpowiedniego ułożenia.
- Nie próbuj mi wmawiać, że jestem jakąś cholerną wariatką, wiem, że to brzmi
niewiarygodnie, ale jestem pewna, że dzieje się coś złego!
- Dobrze kochanie, idź spać jesteś już zmęczona, porozmawiamy o tym jutro.
Zgasił lampkę.
Łatwo Ci mówić – pomyślała – i tak dzisiaj nie zasnę…
Nazajutrz po prawie nieprzespanej nocy Jane wstała z ociąganiem, przykryła śpiącego
jeszcze smacznie Tony’ego po czym poszła do toalety. To co tam ujrzała było tak
szokujące jak i przerażające, na lustrze widniał napis:
„DORWĘ CIĘ SUKO!”
Wykonany jej własną szminką. Pobiegła pospiesznie do Tony’ego wygarniając mu, że nie
traktuje jej poważnie i że takie żarty są po prostu ciosem poniżej pasa. Lecz on się
wszystkiego wyparł, tłumacząc, że przecież rano gdy wstawała on jeszcze spał. Uwierzyła
mu, ale to oznaczało, że jej prześladowca był w nocy w jej domu! Szybko pobiegła po
aparat cyfrowy, aby zrobić zdjęcie i mieć dowód, gdyby z napisem się coś stało, lecz gdy
dotarła do łazienki lustro było czyste jak łza.
- Nie to nie może być prawda! Przecież przed chwilą to tutaj było!- wysyczała z
rozgoryczeniem.
- Kochanie uspokój się! Musiało Ci się coś przewidzieć.
- Wiem co widziałam Tony i nie próbuj mi wmówić, że było inaczej!
- Ja Ci próbuje tylko wytłumaczyć, że takie rzeczy się zdarzają z przemęczenia, znając
Ciebie, nie zmrużyłaś oka dzisiaj w nocy z tych nerwów.
- Mylisz się, spałam jak zabita. – było to wierutne kłamstwo, tak naprawdę, nie spała
prawie wcale tej nocy, zasnęła może na piętnaście minut, ale senne koszmary wybudziły
ją z i tak niespokojnego snu.

Mimo roztrzęsienia i emocji które nią targały Jane pojechała do pracy, miała dzisiaj w
firmie urwanie głowy i jak zwykle musiała zostać do późna w biurze. Swoje biurko zastała
w kompletnym nieładzie, mimo, że dzień wcześniej robiła porządek. Do monitora
umiejscowionego na biurku przyklejona była kartka z kolejną wiadomością, której treść
brzmiała:
„STRZEŻ SIĘ!”
O nie! – pomyślała – jak tylko uwinę się z robotą idę z tym na policję! To się zaczyna
robić chore! Praca szła jej powoli, nie mogła się skupić, jej głowę cały czas zaprzątały
przerażające wiadomości. Z czasem jednak zapomniała o problemach i wpadła w wir
pracy, a nim się obejrzała na zegarku dobiegała już dwudziesta pierwsza, a w biurze
nikogo nie było. Zakończyła wszystkie zadania na dziś i ruszyła szybkim, niespokojnym
krokiem do drzwi. Była już w połowie drogi, jej gabinet znajdował się na parterze, a do
wyjścia dzielił ją długi, wąski korytarz i mały hol. Idąc przez korytarz usłyszała za sobą
kroki, ujrzała ciemną postać zmierzającą w jej kierunku, była pewna, że to ta sama
osoba, która śledziła ją po przyjęciu. Zaczęła uciekać, niestety jej kondycja nie była
najlepsza, mimo to miała lekką przewagę. Wbiegła na parking i stojąc przy samochodzie
nerwowo wykrzyczała:
- Kurwa! Gdzie te cholerne kluczyki?!- Szukając ich w torebce.
Oprawca zbliżał się nieubłagalnie, jednak w ostatniej chwili Jane znalazła klucze i szybkim
ruchem wsiadła do samochodu zamykając się od środka. Odpaliła silnik i odjechała
najszybciej jak się dało, ale mimo to zdążyła zobaczyć twarz swojego prześladowcy. Miał
on śmiertelnie bladą twarz, całą pokrytą bliznami i różnego rodzaju zadrapaniami, a Jego
ciemne oczy miały w sobie coś czego nie dało się opisać, coś przerażającego z czym Jane
jeszcze nigdy się nie spotkała, były to oczy szaleńca...
Po przyjeździe do domu, Jane od razu wtuliła się mężowi w ramiona i z płaczem
opowiedziała mu o wszystkim co się jej dzisiaj przytrafiło.
- Dosyć tego! Jedziemy na policję! On może być niebezpieczny!
- Dobrze.- odparła z wyraźną nutą zadowolenia, że mąż jej w końcu uwierzył.
- Poczekaj, tylko się ubiorę i od razu tam pojedziemy.
Tony poszedł na górę do sypialni, a Jane została na dole czekając na niego. Nagle
usłyszała dziwne odgłosy dobiegające z kuchni, gdzie znajdowało się tylne wejście. Boże!
On tu jest!- pomyślała, po czym pobiegła na górę do męża.
- On tu jest!- wykrzyczała tuląc się w ramiona Tony’ego.
Przez chwilę poczuła się bezpiecznie, stojąc w objęciach ukochanego, lecz ta chwila nie
trwała długo, niespodziewanie poczuła na swojej skórze lekkie ukłucie przypominające
zastrzyk, którego tak bała się w dzieciństwie. Obraz wirował jej przed oczami, zaczęła
tracić przytomność, usłyszała tylko niewyraźne:
- Zginiesz Suko! – wypowiedziane przez jej męża…
Nie wiedziała co się z nią dzieje, obudziła się na podłodze sypialni, czując jak ból głowy
nasila się. Nie mogła się ruszyć. Po chwili zobaczyła Tony’ego i tajemniczego mężczyznę
pochylających się nad jej ciałem. Okazało się, jak się dowiedziała z rozmowy między
nimi, że jej mąż wynajął płatnego mordercę, aby ten ją nastraszył, a na końcu zabił, aby
zainkasować pieniądze z polisy. Nie mogła uwierzyć w to, że jej mąż, człowiek, którego
kochała, z którym spędziła piętnaście najpiękniejszych lat swojego życia mógł zrobić coś
takiego…
- Jak się czujesz "kochanie"?- odrzekł z ironicznym uśmiechem Tony.
Kochanie?! On śmie mówić do mnie kochanie?! Niech się kurwa zadławi z tej miłości! pomyślała rozgoryczona.
Jednak nie odpowiedziała mu na pytanie, splunęła mu w twarz, co dało odwrotny skutek,

opluła samą siebie.
Jakie to żałosne! Leże tutaj sparaliżowana czekając na śmierć z rąk jakiegoś psychopaty,
albo jeszcze gorzej... Swojego męża!
Poczuła, że odzyskuje sprawność. Kopnęła z całej siły Tony'ego w kostkę po czym rzuciła
się do ucieczki. Jednak ten "drugi", ten tajemniczy psychol, który uprzykrzał ostatnie
tygodnie jej życia nie pozwolił jej na to, rzucił się na nią i wyciągnął nóż! Szarpała się z
nim przez chwile, jak na horrorze klasy B, którymi zawsze gardziła. Opadła z sił. To
koniec! - pomyślała. Zbliżył ostrze swojego noża do jej szyi jednak w tym samym
momencie Jane uderzyła go kolanem w krocze! Gdy ten zaczął się zwijać z bólu,
wygramoliła się z pod niego i biegła ile sił w nogach, jednak przeceniła swoje siły… Nogi
uginały się pod nią, jakby były z waty! Wbiegła na schody, które dzisiaj wydawały się
jeszcze bardziej strome niż zawsze, upadła staczając się schodek po schodku, aż na sam
dół. Poczuła przeszywający ból w plecach, jednak nie miała zamiaru się poddać! Mimo
straszliwego bólu, który jej doskwierał, czołgała się do drzwi, do jej ostatniej deski
ratunku! Usłyszała za sobą śmiech, był to śmiech jakiego nigdy jeszcze nie słyszała!
Poczuła dreszcze przechodzące po całym jej ciele. Nie mam już szans! Zginę!- rozpaczała
– widząc mężczyzną zmierzającego w jej kierunku. Usiadł jej na klatce piersiowej,
blokując tym samym jej ręce. Jakie to żałosne! Jakie to żałosne! - powtarzała w kółko w
myślach. Wyciągnął swój nóż i powiedział:
- Przez Ciebie szmato bolą mnie jaja! Nie daruje Ci tego!
Zbliżył ostrze noża do gardła Jane.
- Nie rób tego błagam!! - krzyknęła, jednak jej zdrętwiałe usta wydały tylko stłumiony
bełkot.
Władały nią różne uczucia, lecz właściwie było jej wszystko jedno... Z tyłu zobaczyła
swojego męża oglądającego z zaciekawieniem obraz jej śmierci. Uświadomiła sobie, że
wcale nie znała człowieka, który był miłością jej życia... Umarła, przyglądając się na
szalone oczy swego prześladowcy, widząc jaką przyjemność czerpie on z zabijania…

Arcticmonkey1

Skupienie uwagi
Widziałaś kiedyś jeden z tych filmów, gdzie jesteś proszony o szukanie czegoś lub
skupienie uwagi na konkretnej rzeczy aż do końca wideo? Następnie na koniec ujawniają,
że podczas, gdy my byliśmy skupieni na obserwowaniu jednej rzeczy, coś dużego i
niepożądanego przemieszczało się przed naszymi oczyma, a my nawet tego nie
zauważyliśmy. To przerażające jak często tak się dzieje... jak na przykład teraz, kiedy
przeszedłem od wejścia do twojego pokoju, podczas gdy ty to czytałeś.

Ras

Czarny przyjaciel

Czarna noc za oknami całkowicie przysłoniła me spojrzenie, a jedyne co widziałem to on.
Był dla mnie zupełnie jak brat którego nigdy nie miałem, a chciałbym tego bardzo,
uwierzcie mi. Jedyne co w nim widziałem to ciepło i troska o mnie, ale nie rozumiem
dlaczego moja mama nie potrafi go zobaczyć.
Kim jest ten ktoś, o kim cały czas mówię, i którego uważam za przyjaciela? Właściwie
sam nie wiem, spotkałem go trzy dni temu w sklepie, a on poszedł za mną. Nie wiem jak
ma na imię ani ile ma lat, on po prostu jest moim kumplem lub czymś w stylu anioła
stróża.
Odezwał się do mnie! Zrobił to! Powiedział, że wcale nie muszę sprzątać pokoju jeśli tego
nie chce.
Robi to coraz częściej! Ostatnio podpowiedział mi, że jeśli mama coraz bardziej się na
mnie złości, powinienem ją nastraszyć. Zaoferował także, że on sam może to zrobić!
Kolejne kilka dni minęło spokojnie, a ja spędziłem je z moim przyjacielem. Czasami mam
wrażenie, że tylko on mnie zrozumie. Potem mama zawołała mnie na kolacje. Gdy
przyszedłem, zobaczyłem, że na kolację jest wątroba, szczerze mówiąc nienawidzę
wątroby. Nie zjadłem jej, a mama znów jest na mnie zła, i postanowiła, że da mi karę.
Nienawidzę kar! Powiedziałem mu, że może nastraszyć mamę i dać jej kare za to, że jest
dla mnie nie miła.
Moja mama chyba dostała karę! Od kilku dni nie wróciła do domu, ale Romek (Tak!
Powiedział mi jak ma na imię!) powiedział, że wstydzi się wrócić przez to, że mnie źle
traktowała. Wierze mu na słowo!
Mama długo nie wraca. Tęsknie. Wróć mamusiu, proszę.
Dlaczego mama nie wraca!? Pytałem się wielokrotnie mojego ciemnego przyjaciela, lecz
on tylko odpowiadał mi, że mama niedługo wróci.
Kocham go. Nie zostawię go nigdy, a on sam mówi mi, że póki nie ma mojej matki to on

będzie się mną zajmował. Nie potrzebuje mamy, wszystko czego potrzebuje to on.
Siedzący na strychu przyglądający się jakiejś dziwnej, nieruchomej kobiecie przyjaciel...

Wyxud

Opowiem Ci bajeczkę na dobranoc…
Za górami,
za lasami,
za siedmioma wzniesieniami,
w mrocznej chacie pod drzewami,
dom rozbrzmiewał się dźwiękami,
słychać trzaski, kości zgrzyty,
mroczną aurą jest okryty,
dom choć straszny, tam bezpieczniej,
bo na zewnątrz duchy wieczne.
Nawet tam nie jest tak strasznie,
Niż pod Twoim dachem właśnie.

Andkar94

Twórca
W 1998 roku, w pewnym amerykańskim miasteczku miało miejsce dziwne zjawisko.
Wszystko zaczęło się pewnego ranka, kiedy Charles P. znalazł w swoim łóżku nietypowy
przedmiot. Pomyślał wtedy, że to ktoś z domowników zrobił mu kawał. Ale dziwaczność
przedmiotu to wykluczała. Sytuacja powtarzała się dzień w dzień, w końcu zaczęło go to
irytować. Nawet zamknięcie się na klucz w swoim pokoju nie rozwiązało sprawy.
Postanowił to nagrać. Skierował kamerę na swoje łóżko i położył się spać.
Następnego dnia przejrzał nagrania, ale o dziwo nic ciekawego tam nie dostrzegł. Ale
nowy przedmiot jednak znajdował się w łóżku.
W końcu udał się do naukowców, by to wyjaśnili. Przebadali przedmioty, zostały
wykonane z nieznanych materiałów przypominających plastyk i gumę. Były to przeróżne
bryły.
Okazało się, że Charles P. posiada zdumiewający dar. Pod wpływem snu nieświadomie
sam wytwarzał przedmioty. Naukowcy określają to mianem Twórczość Senna.

Andkar94

Wizje
Ostatnio nie mogłam spać. Leżąc w łóżku po północy zastanawiałam się nad sensem
mojego życia. Normalnie zasnęłabym po pół godzinie, ale od tygodnia było zupełnie
inaczej. Nie mogłam zasnąć. Leżałam i myślałam. Myślałam nie tylko o tym co mam,
czego nie mam, czego mi brakuje.. Myślałam o kimś, na kim mi zależy. Nigdy jednak nie
śniłam o tej osobie. Abby - tak miała na imię - to moja przyjaciółka. W każdym razie..
wizje miewam od zawsze, lecz zwykle dotyczą one błahostek. Czegoś na co dzień
niezauważalnego. Niestety od tygodnia zaczęło się coś dziać. Gdy leżałam w łóżku do
trzeciej nad ranem i nie czułam zmęczenia, zaczęłam łykać tabletki nasenne. Nie brałam
ich zbyt dużo.. Normalna dawka - dwie tabletki. Zasypiałam po tym jak w dzieciństwie.
Mój sen nie trwał jednak długo. Budziłam się, jakby z koszmaru. Cała zalana potem.
Miałam wysokie ciśnienie i lekko przyspieszone tętno. Tak było przez tydzień.. tylko przez
tydzień.. a może aż tydzień? Dziś rano (3-4 a.m.) śniła mi się Abby. Tleniona blondynka,
1,55m wzrostu, szczupła. W moim śnie, a raczej koszmarze, facet w masce ją torturował.
Przywiązał do łóżka, rozebrał ją i zadawał ciosy ostrym narzędziem, chyba nożem. Abby
próbowała się bronić, lecz drobna kobietka jej wzrostu nie powstrzyma napakowanego
mężczyzny z 2m wzrostu. Mężczyzna ciągle zadawał jej ciosy. Nagle się obudziłam. Tak
jak wcześniej mówiłam, zalana potem. Chwilę potem zadzwoniła do mnie matka
dziewczyny z tragiczną wiadomością.. "Abby się wykrwawia, pomóż.." .. Przybiegłam do
niej najszybciej jak mogłam. Na miejscu była matka dziewczyny i jej umięśniony chłopak.
Zadzwoniłam na pogotowie. Gdy zabierali Abby do szpitala, jej matka postanowiła z nią
jechać. Zostałam sama z egocentrykiem, który nawet nie próbował pomóc. Popatrzyłam
w jego oczy - to facet z mojego snu.. Zorientowałam się, że to on okaleczył moją Abby..
Podeszłam do niego i wykrzyczałam "MORDERCA!" . Próbowałam go uderzyć. Tej jednak
zadał mi cios nożem w rękę. Zaczęłam krwawić. próbowałam zatamować krew, jednak
nie przestawała się sączyć. Byłam na niego okropnie wkurzona. Wiedziałam, że nie mogę
go pokonać, był silniejszy.. Wymknęłam się na piętro. Stałam przy schodach. Podszedł do
mnie i chciał zadać kolejny cios. Zaczęłam się modlić. Upuścił nóż. Wtedy zepchnęłam go
ze schodów. Przyjechała policja. Zeznałam, że była to samoobrona. Nic mi nie grozi.
Abby zaczyna odzyskiwać przytomność..
Ale ja czuję się senna.

FallenAngel

Zmęczone oczy

Gdy to się stało, ja miałem 15 lat, a moja siostra 5. Wszystko zaczęło się na jej
urodzinach, kiedy dostała jedną z tych lalek, które mają wyglądać jak ich właściciel.
Zwyczajna lalka, ta sama wysokość co moja siostra, czerwone włosy, piegi; nawet miała
strój pasujący do Jeny. Jedyną niezwykłą rzeczą były oczy zabawki. Otóż moja siostra
również miała przedziwne oczy, czyli niebieskie z brązowymi plamkami przy źrenicach.
Często żartowałem, że wyglądało to jak kibel z kupą w środku. Nigdy nie widziałem innej
osoby z podobnymi, ale u tej zabawki wyglądały one identycznie. Nie mogę sobie
przypomnieć, kto podarował jej ten prezent, ale myślę, że ktokolwiek to był, musiał
spędzić dużo czasu na ich namalowanie.
Po tym, jak siostra odpakowała prezenty, ona i jej przyjaciele zaczęli biegać, przebierać
się, czyli jak to małe dzieci. Nie chcąc im przeszkadzać, poszedłem do mojego pokoju.
Zająłem się czytaniem strasznej opowiastki, gdy usłyszałem, że drzwi się otwarły.
Zważywszy na to, co czytałem, najszybciej jak mogłem wstałem i zobaczyłem co to było.
W drzwiach siedziała lalka. Jako że nie było tam dzieci, trochę się przestraszyłem, ale
byłem pewien, że to jedno z nich podrzuciło ją w żarcie i uciekło. Nie zastanawiając się,
zniosłem lalkę na dół. Przez jakiś czas nic się nie działo.
Dwa miesiące później sprawy przybrały dziwny obrót. Pewnego dnia Jeny zbiegła po
schodach, krzycząc, że lalka była dla niej zła. Wiedziałem, że była tylko jej wyobraźnia,
ale nie chcąc jej martwić, stanowczo okrzyczałem kukiełkę i położyłem ją na najwyższej
półce w szafie. Siostra wyglądała na zadowoloną, więc i ja byłem ucieszony. Z drugiej
strony przerażające było to, że zabawka wyglądała prawie identycznie jak siostra.
Przypomniałem sobie, gdy spała z nią i zastanowiłem się, czy w ogóle mógłbym dostrzec
jakąkolwiek różnicę w ciemności.
Później tej samej nocy ponownie usłyszałem moją krzyczącą siostrę. Pobiegłem do jej
pokoju i zobaczyłem tę upiorną zabawkę, która stała zaledwie krok od łóżka. Nie
pochylała się nad siostrą, po prostu się w nią wpatrywała. Złapałem lalkę i zbiegłem z nią
ze schodów. Rodzice zauważyli mnie biegnącego i zapytali mnie, o co chodzi, ale nawet
nie zatrzymałem się, aby im wyjaśnić. Zamiast tego wrzuciłem lalkę do kosza na śmieci.
Wydawało mi się, że jej oczy spojrzały na mnie w grymasie złości. Gdy wróciłem, siostra
wcześniej uspokojona przez rodziców już spała. Ja również byłem zadowolony, że w
końcu się to skończyło. Przynajmniej tak myślałem
Następnego ranka, gdy przetarłem oczy, w drzwiach mojego pokoju zobaczyłem Jeny.
Mrugnąłem, ale gdy otworzyłem oczy, już jej tam nie było. Poszedłem do jej pokoju i
zobaczyłem ją smacznie śpiącą. Pomyślałem, że miałem jakieś przywidzenie. Lecz później
w nocy sytuacja się powtórzyła. Jako że śmieci nie zostały jeszcze spalone, postanowiłem
sprawdzić kosz jutro. Być może to mój tata „bawił się” ze mną w ten denerwujący
sposób.
Kolejnego dnia, tak jak się spodziewałem, pojemnik z odpadkami był pusty. Podczas
śniadania podjąłem dyskusję na ten temat:
„Tato, czy to ty położyłeś lalkę Jeny niedaleko mojego pokoju ostatniej nocy i dzisiaj?”
„Co? Nie bądź głupi, ta zabawka jest już w śmieciach, w końcu tam ją dałeś”
„Nie, sprawdzałem i jej tam nie było”

„Więc może jakieś dzieciaki zobaczyły ją i wzięły dla siebie? Skąd mam niby wiedzieć,
gdzie teraz jest”
I to był koniec rozmowy. Dziwne, ale po prostu wzruszyłem na to ramionami.
Tej nocy siostra była bardzo przestraszona, więc zgodziłem się spać w jej pokoju. Całą
noc słyszeliśmy okropne odgłosy, takie jak szepty, kroki nad nami i dookoła nas. Byliśmy
śmiertelnie przerażeni. Jednak w końcu hałas się skończył, a sen wziął górę nad
strachem. Śniła mi się lalka skradająca się do naszego pokoju. W tym śnie pojawiła mi
się myśl, że rozdarcie głowy kukiełki zakończyłoby wszystko. Do dziś nie wiem, skąd
wzięła mi się ta myśl i raczej wolę nie wiedzieć.
Nagle obudziłem się, a w łóżku obok Jeny zobaczyłem lalkę. Pomyślałem, że wiem, co
mam robić. Złapałem ją w ciemności i rzuciłem o podłogę. Pamiętam, że była cięższa niż
poprzednio. Tym razem chwyciłem za włosy i pociągnąłem je tak mocno, jak tylko
mogłem. Przez chwilę wydawało mi się, że w jej oczach ujrzałem strach. Jeszcze jedno
uderzenie. Oderwałem głowę. Było po kukiełce. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak
bardzo byłem zmęczony. Kopnąłem ją gdzieś i położyłem się spać.
Obudził mnie głośny ryk. Moja matka była przerażona. Płakała. Spojrzałem dookoła
siebie. Wszędzie było pełno krwi. W tym na podłodze i moich rękach. Mama cały czas
wrzeszczała; wzięła głowę zniszczonej zabawki i przyłożyła do piersi. Dlaczego była tak
zrozpaczona? Przecież nas uratowałem! Tylko skąd pochodziła ta krew?
Znów popatrzyłem dookoła. W łóżku leżała lalka.

Szymonixx

To była ostatnia pasta ze strony http://www.paranormalne.pl/

Przyszła pora na ostatnią stronę z creepypastami, http://straszy.pl/
Autorzy pastów z tej strony: nieznani

Oko
Jest późno. Powinieneś już spać.
To niezdrowe otaczać się ciemnością z nudnym monitorem rzucającym światło na wszystko wokół
ciebie. Twoja świadomość może mieć mnie w nosie. Możesz myśleć, że jesteś zupełnie świadomy,
co się dzieje. Cóż, to twój pogrzeb.
Jestem tu, by cię ostrzec. Dokładnie ze 4 minuty i 15 sekund, zauważysz coś kątem oka. Odwrócisz
gwałtownie głowę, usiłując skupić wzrok. Twój kot podejdzie do ciebie, wesoło kołysząc ogonem.
Paraliż zacznie cię opuszczać, kiedy przywitasz kociego towarzysza. Posadzisz go przy laptopie.
Zwierze upadnie ze zmęczenia, a powietrze wypełni zadowolone mruczenie.
Kontynuując przeglądanie Internetu, zauważysz coś dziwnego u swego zwierzaka. Spojrzysz w dół i
zauważysz karteczkę wetkniętą za jego obrożę. Będzie pusta. Zastanawiasz się, ale z powrotem
zanurzasz się w Internet. Twój kot zatrzęsie się, przeciągnie, zeskoczy na ziemię i odejdzie.
Karteczka, którą odłożyłeś przy komputerze zacznie krwawic czarnym atramentem. Rozłożysz
zmięty papier i popatrzysz pod światło monitora. Wtedy zacznie pojawiać się ilustracja oka.
Wtedy uświadomisz sobie, że nie masz kota.
Teraz czas namysłu. Jeśli masz jakąś nadzieje na uratowanie siebie, znajdź kawałek papieru.
Narysuj oko.
Wyłącz monitor. Otocz się ciemnością. Nawet się nie waż zamknąć oczu. Spróbuj, a wszystko
pójdzie na marne. Będziesz martwy, zanim nawet poczujesz opadanie powiek.
Uklęknij. Złóż obrazek i przytrzymaj pomiędzy rękami przed sobą. Teraz poczujesz to na sobie. Oko
będzie cię obserwować. Zaczniesz się dusić. Nie możesz się poddać. Następnie posłuchaj: „Widzę
cię”.
Upuść kartkę i wróć do komputera.
Przykro mi to mówić, ale oko nigdy się nie zamknie. Zawsze będziesz to czuć. Obserwuje cię nawet
teraz.
Fajna koszulka.

Posąg
Kilka lat temu matka i ojciec zdecydowali że potrzebują chwili odpoczynku, chcieli wyjechać na noc
do miasta. Zadzwonili po swoją najbardziej zaufaną opiekunkę. Kiedy przyjechała, dwójka dzieci,
którymi miała się opiekować już spała. Opiekunka usiadła obok nich żeby się upewnić, że wszystko
w porządku. Później tego samego wieczora zaczęła się nudzić i chciała pooglądać telewizję. Ale nie
mogła jej oglądać w salonie na dole, bo nie było tam kablówki (rodzice nie chcieli, żeby dzieci
marnowały przed telewizorem za dużo czasu). Zadzwoniła do rodziców i spytała czy może
pooglądać telewizję w ich pokoju. Rodzice, oczywiście się zgodzili, ale opiekunka miała jeszcze
jedną prośbę... Spytała, czy mogłaby zakryć posąg anioła stojący za oknem sypialni jakimś kocem
albo chociaż zaciągnąć żaluzje, bo posąg ją niepokoi. Po chwili milczenia ojciec (bo to właśnie on
rozmawiał z opiekunką) powiedział "...Zabierz dzieci i uciekajcie z domu. Wezwiemy policję. Nie
mamy posągu anioła." Policja znalazła ciała opiekunki i dzieci trzy minuty po wezwaniu. Nie
znaleziono żadnego posągu.

Lalka
Dałem jej lalkę na urodziny. Pokochała ją od razu, powiedziała że jest przepiekna, że jej włosy są
takie miękkie a ubranko cudowne. Nie spuszczała jej z oczu przez wiele dni. W czasie dnia kładła ją
na stole tak by mogła ją widzieć podczas sprzątania. W nocy siedziała tuż przy naszym łóżku,
wpatrując się w nas swoimi wielkimi nieruchomymi oczami. Jednakże uczucia mojej żony w
stosunku do lalki szybko sie zmieniły. Wkrótce zauważyłem że coś ją niepokoi. Pytałem oczywiście
o co chodzi, lecz ona bagatelizowała sprawę mówiąc że to nic, zwykła głupota. Lecz z dnia na dzien
zamykała się w sobie jeszcze bardziej i oddalała się odemnie. Wkońcu nie mogłem już tego
wytrzymać. Postawiłem ultimatum, albo powie co sie dzieje tu i teraz albo zabieram ją do lekarza.
W końcu coś w niej pękło, szlochając powiedziała mi o wszystkim. Powiedziała że to wszystko wina
lalki, ona ją przerażała. Wyznała że ciągle ma uczucie że jest przez nią obserwowana. Czasami
wyglądała nawet jakby się przed chwilą poruszyła. Przestraszyłem sie nie na żarty i postanowiłem
sprawdzić zabawkę. Siedziała bez ruchu na małym stoliczku w sypialni. Duże, niebieskie oczy
pozostały bez zmian. Odetchnałem z ulgą, „nie mogę pomóc” pomyślałem ale jakoś lżej mi się
zrobiło. „Oczywiście że nie może sama chodzić, nie może”. Odwróciłem się w stronę drzwi i już
miałem wychodzić kiedy kątem oka zauważyłem mały ruch. Odwróciłem się zaintrygowany i
podniosłem lalke na wyskość mojej twarzy. Przybliżyłem moją twarz do jej i wpatrywałem się w jej
oczy. Coś faktycznie się tam poruszało! Starałem się skoncentrować i zbadać to dokładniej. „Tak,
na pewno coś tam się porusza” pomyślałem. Nie ruszały się bezpośrednio oczy, ruch pochodził zza
nich. Zanim zdążyłem się temu dokładnie przyjżeć, oko niespodziewanie wybuchło po czym
wypadło z niego co najmniej dziesięć wijących się robaków. W szoku odrzuciłem lalkę od siebie,
instynktownie się cofając.
Żona która chciała się dowiedzieć co się stało, krzyczała do mnie z innego pokoju. Żeby ją uspokoić
odpowiedziałem że nic się nie dzieje i żeby się nie martwiła.

Wziałem lalkę ponownie do ręki, używając chusteczki oczyściłem ją z robaków. W środku
zobaczyłem ich znacznie więcej, wijących się i naciskających na skórę i zewnętrzną warstwę
tworzywa sztucznego.
„Za szybko” – pomyślałem wzdychając. „Miałem nadzieję że wytrzyma dłużej. Trudno będę musiał
zrobić dla niej nową lalkę, może powinienem utrzymać ją przy życiu na początku, przynajmniej
przez chwile. To świetna myśl, napewno wytrzyma przynajmniej chwile dłużej”. Kiedy wyrzucałem
starą lalkę pomyślałem o tym jak moja żona zawsze zachwycała się blond loczkami małe Katie.
Ciekawe czy ona też ma niebieskie oczy ?

Nadzieja
Lekki powiew, przemieszczający sie przez Małą Dolinę, pchał idealnie uformowane chmurki po
niebie. Wysokie zielone trawy tworzyły echo na niebie ponad nimi, kołysząc sie smętnie w
promieniach gorącego słońca które już dotykało horyzontu. Ptaki śpiewały kojąco na drzewnie które
znajdowało sie na niewysokim wzgórzu, rzucając cień na samotną postać.
On, lekko poruszony, stopniowo wybudzał się. Powoli wstał, otrząsnął się i rozglądnął dookoła.
Nigdy nie widział czegoś tak pięknego w jednym momencie w jednym miejscu.
Człowiek ten poznał to miejsce. Postawił stopę zaraz przed swoją drugą, i zaczął podąrzać do
przodu. Jego ruchy były powolne, chyba nawet bolesne, ale jego pokój rósł z każdym krokiem.
Wkrótce, już sam bezstresowo poruszał sie przez dolinę, stawiał każdy krok z łatwością.
Wszedł na wzgórze, na którym był w stanie dostrzec małe miasteczko, gdzieś w dali. Osiągnął
dobry czas. Słońce było nadal dosyć wysoko na niebie.
Mężczyzna zbiegł ze zbocza góry, przez osiedle małych domków. Słońce zaczęło delikatnie
zachodzić a chmury powoli się ściemniać.
Kroki mężczyzny było teraz ogromne, jeżeli nie były już skokami. Bohater nasz biegł przez pole
kwiatów, kwitnących życiem o pięknych kolorach. Słońce było już ledwo widoczne, oświetlało już
tylko chmury na niebie różnorakimi kolorami.
Mężczyzna skoczył, przeleciał przez powietrze, otoczony tak nieopisanym pięknem, że na jego
twarz łzy pchały się same. Biegł dalej do miasteczka. Słońce już zachodziło; chmury poszarały.
Był teraz tak blisko miasteczka, że mógł zobaczyć licznych jego mieszkańców. Wszystkich jego
przyjaciół, całą rodzinę, usłyszał jakby bicie serca w oddali. Mężczyzna poczuł gorycz w gardle
widząc swoją żonę i dzieci stojących na samym obrzeżu miasta, czekających na niego. Z pełną
premedytacją biegł w ich stronę, przygotowując się na uściski wystawionych przez jego najbliższą
rodzinę rąk.

Kiedy słońce zetknęło się z horyzontem świat stanął w płomieniach. Para piekielnych ogarów
wybiegła z ognia, złapała mężczyznę i zaczęła ciągnąc go w stronę ziemi. Chciał on dosięgnąc
swojej rodziny widząc co się dzieje, ale kreatury przytrzymywały go poza zasięgiem ramion jego
rodziny. Zwierzęta te, zaciągnęły mężczyznę w stronę ogni przez pożar, po czym niebo zajęło sie
od czarnych chmur, z których zaczął padać deszcz ognia, masakrując mieszkańców miasteczka i
zamieniając je w pogorzelisko.
Mężczyzna zaczął szlochać, gdy w przerażeniu patrzył jak jego świat jest niszczony kolejny raz.
Tym razem prawie mu się udało… prawie.
Piekło nie byłoby takie złe, gdyby nie ta ciągła nadzieja.

Róg
Prawie w każdym budynku znajdziemy róg. Mały, odgrodzony, przez wszystkich zapomniany. Jest
to róg w piwnicy, z wejściem zablokowanym przez nieużywaną od lat sofę; cienka przestrzeń
między górą pudeł, a stertą rupieci, których nigdy nie użyjesz, ale i nie wyrzucisz. Przestrzeń, która
nigdy nie ujrzy światła dnia ani żadnego innego promyka. Miejsce, w którym ciemność nie tylko
dominuje, ale też przesącza się ze ścian swego więzienia.
Nikt nie wie ile przestrzeni musi pozostać ukryte, by osiągnęła szczególne właściwości ani czy są
inne warunki, które musi spełniać. Jest to jednak o wiele bardziej powszechnym zjawiskiem niż
myślisz.
W nowszych budynkach, kiedy to się zdarza mieszkańcy często czują przejmujące zimno, nawet na
strychu podczas upalnego lata. Za każdym razem kiedy chcą to sprawdzić przechodzi ich
nadnaturalny dreszcz i opuszczają pokój bardzo szybko, nawet wybiegając. Kiedy już go opuszczą i
uczucie przejdzie jest to szybko zapominane lub wyśmiewane.
Co dokładnie dzieje się w tych zapomnianych świątyniach ciemności? Niemożliwe jest powiedzieć.
Kiedy w wielu takich rogach okazuje się nie być niczego dziwnego, niektóre odważne dusze
postradały zmysły przez nic więcej jak niefortunny rzut oka. Najbezpieczniejszą metodą na starcie
się z tym fenomenem jest: zamknięcie oczu, podejście tak blisko by jednym ruchem móc zakryć
cały interesujący obszar i silny uścisk tego co uda Ci się wyciągnąć. Nie ważne co usłyszysz lub
poczujesz, nie otwieraj oczu, nie rozglądaj się i nie próbuj zakrywać uszu. Być może będziesz
jednym z szczęśliwych.

Korytarz
Yup, znów ten sam sen, ten sam pieprzony sen. Miałeś go kiedyś ? Jasne że miałeś, MUSIAŁEŚ
mieć. To uczucie kiedy ciągle śpisz ale masz wrażenie że już się obudziłeś. Nie widzisz nic dziwnego
czy przerażającego... ale jesteś w wielkim błędzie, w bardzo bardzo wielkim błędzie. Wstajesz z
łóżka, przeciągasz się kilka razy ziewając. „Huh? To zabawne” mówisz patrząc na zegarek,
wskazuje on godzinę 13.00 lecz na dworze ciągle jest cholernie ciemno. „Co za kawał gówna – to
już nie pierwszy raz kiedy znowu się popsuł”.
Kierujesz się na korytarz, wygląda dziwnie nieznajomo, jakby nigdy nie był Twój. Nie wiesz do kogo
należy i nieważne jakby podobnie wyglądał czy pachniał to napewno nie należy do Ciebie. Ale
oczywiście nie dostrzegasz tego w porę... hahaha NIGDY nie dostrzegasz tego w porę. Wolno
kierujesz się do kuchni żeby przygotować sobie jakieś śniadanie, po drodze jednak napotykasz coś
dziwnego, coś co wzbudza w Tobie pierwszy niepokój.
„Huh? Nie pamiętam żeby wisiał tutaj jakiś obraz...” mówisz sam do siebie....
Twoja dziewczyna nie spała dzisiaj u Ciebie, prawda ? Nie jesteś żonaty. Mieszkasz sam. Jesteś
cholernie pewny że tego pieprzonego obrazu nie było tutaj wczoraj wieczorem. Więc ?
Kto ?!
Ściany powoli zaczynają brązowieć podczas gdy Ty skupiasz się na obrazie. „Czy to jest człowiek ?”
Pytasz sam siebie. „Nie... nie... żaden Bóg nie stworzyłby takiej osoby!”. Postać na obrazie jest
czarna jak węgiel. Ogniste, wściekło pomarańczowe oczy zdają się przewiercać Cię na wylot. Postać
jest bardzo wysoka, na oko gdzieś około 8/9 stóp (1 stopa ~ 31 cm przyp. tłumacza). Jego twarz
na pierwszy rzut oka wygląda całkiem ludzko, jest podłużna, bardzo przypomina owal. Z drugiej
strony przypomina nieco pysk dzika. Długie i ostre pazury które zdają się wyrastać bezpośrednio z
jego rąk przypominają noże. Postać stoi na lekko ugiętych nogach – jakby szykowała się do skoku.
Jego „kolana” (jeżeli można nazwać to kolanami) wyginają się do wewnątrz, zresztą tak samo jak
wszystkie inne jego stawy.
Nadal wpatrujesz się w obraz, który absorbuje całą Twoją uwagę…
Korytarz jest już teraz brudno brązowy. Po chwili Twoje źrenice rozszerzają się ze zdumienia i
strachu gdy zauważasz że „człowiek” na obrazie zaczyna się poruszać. Krwawe łzy spływają powoli
po jego policzkach. Natychmiast odwracasz się i zaczynasz uciekać, byle dalej od niego, byle dalej
od tego przerażającego widoku…
Nie mogąc złapać tchu uciekasz przez korytarz, który teraz wydaje się nie mieć końca. W oddali nie
widać nic, dookoła Ciebie jest tylko nieprzenikniona czerń…
Wtedy popełniasz ten klasyczny błąd. Hahaha zawsze to robisz, prawda ? Oglądasz się za siebie…

Mounstrum stoi teraz skulone na końcu korytarza, głową dotyka sufitu, a swoje pazury ciągnie po
podłodze zostawiając w niej głębokie wyrwy. Chwiejnym krokiem zmierza w Twoją stronę. Porusza
się dość szybko jak na swoje rozmiary, ale wciąż nie jest dostatecznie szybki żeby za Tobą
nadążyć. Po długim biegu, który zdawał Ci się trwać w nieskończoność wreszcie dobiegasz do
kuchni.
Ale to nie jest już kuchnia którą pamiętasz. Jest pełna gnijącego mięsa, a brudny zlew wypełniony
jest po brzegi krwią. Nie masz czasu aby się zastanawiać co się tutaj dzieje. Podbiegasz do drzwi
aby je otworzyć ale są dokładnie zamknięte, oczywiście sprawdzasz wszystkie okna które są w
pobliżu ale przez żadne z nich nie dasz rady się wydostać. Zbiegasz na dół mając nadzieję że tylne
drzwi są otwarte.
Gdy już czujesz że dotrzesz do celu, niespodziewanie bestia skacze na Ciebie. Opadasz z głuchym
łoskotem na ziemię. Jesteś przerażony, czujesz paniczny lęk. Twoje serce zaczyna bić coraz
szybciej kiedy stwór unosi Cię na wysokość swojej twarzy. Uśmiecha się, odsłaniając rzędy wielkich
i ostrych jak brzytwa zębów. Swoim długim językiem lizę Cię po Twoim lewym policzku jakby
sprawdzał jak smakujesz. Oczywiście próbujesz się wydostać, lecz im bardziej się szamoczesz tym
mocniej stwór wbija swoje szpony w Twoje ramię, zostawiając w nim głębokie rany. Jego głos
sprawia że zaczyna dzwonić Ci w uszach – czujesz że zaraz ogłuchniesz jeżeli nie przestanie. Z
nieprawdopodobną siłą ciska Tobą o ziemię. Dławisz się własną krwią, a Twoje oczy zachodzą mgłą.
Nagle budzisz się słysząc głośne krzyki, jednak szybko cichną ponieważ uświadamiasz sobie że to
Ty jesteś ich źródłem. Jesteś oblany potem a Twoje łóżko jest przemoknięte na wskroś. Ale nie od
potu… Jest tam coś lepkiego… Z przerażeniem stwierdzasz że jest to krew… Twoja krew…
Zaczynasz panikować.
„To był tylko sen… tylko sen… tylko sen… sen…”
Dotykasz swojej twarzy jakbyś chciał sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu. Czujesz na
swoich palcach gęstą ślinę…
„Nie to przecież niemożliwe” – zupełnie zdezorientowany mówisz głośno, patrząc na swoją dłoń. Na
swojej ręce zauważasz głębokie i krwawiące rany, postanawiasz pojechać do szpitala. Wstajesz i
sprawdzasz która jest godzina. Jest 13.00, ale za oknem jest dalej cholernie ciemno…
„Pieprzony zegarek…” – mówisz pod nosem, łapiąc płytki oddech.
Wychodzisz na korytarz, powoli kierujesz się w kierunku kuchni, wtedy też zauważasz coś
dziwnego…
„Tego obrazu nie było wcześniej tutaj…”

Tą pastą kończymy pierwszą część „Zbioru creepypast”.
Pierwszą, bo być może pojawią się następne.
UWAGA!!
UWAGA!!
PAMIĘTAJ POD ŻADNYM POZOREM NIE WCHODŹ DO ŁAZIENKI. WIEDZ ŻE
CZAI SIĘ TAM…

DOMESTOS!!!

Dziękuję za przeczytanie ksiązki, jeśli chcecie więcej creepypast, odwiedźcie
strony: http://www.paranormalne.pl/ | http://myillworld.blogspot.com/ |
http://straszy.pl/ i wiele innych.


Related documents


PDF Document no to wida mo na pope ni 1663
PDF Document zbi r creepypast w
PDF Document jak zdobyc kase w 211104
PDF Document szkolna mi o ca e
PDF Document rozdzia 3 amelia
PDF Document prolog


Related keywords