PDF Archive

Easily share your PDF documents with your contacts, on the Web and Social Networks.

Share a file Manage my documents Convert Recover PDF Search Help Contact



10 tez noon'a .pdf


Original filename: 10 tez noon'a.pdf
Title: hajd park ok.qxd
Author: komp1

This PDF 1.3 document has been generated by ADOBEPS4.DRV Version 4.50 / Acrobat Distiller 5.0.5 (Windows), and has been sent on pdf-archive.com on 28/11/2012 at 23:54, from IP address 89.69.x.x. The current document download page has been viewed 1059 times.
File size: 94 KB (1 page).
Privacy: public file




Download original PDF file









Document preview


hajd park ok.qxd

04-12-23

10:27

Page 82

Brzmienie w produkcjach hiphopowych to podstawa. Hip-hop spopularyzował: sampling, technikę cut & paste czy programowane rytmy. Dlatego też ta muzyka zawsze będzie dla mnie polegała na samplach, tak jak
jazz polega na improwizacji, a funk na pulsie. Bez tego elementu mówimy już o innym pomyśle na muzykę.
Znajdą się encyklopedyści, którzy powiedzą, że idee sampli wprowadził w 1920 jakiś heros muzyki konkretnej, ale tak naprawdę to tylko matematyka, a hip-hop wprowadził te techniki do muzyki. Muzycy Kraftwerk
(aka „Planet Rock”) mówili – „nad brzmieniami pracujemy kilka lat, aranżacje robimy w 15 minut”. Sporo z tej
mentalności przeniknęło do hip-hopu. Załóżmy, że 20 osób bierze ten sam sampel – każdy ma szansę spreparować go na własny sposób. Paradoksalnie kluczowym wyróżnikiem będzie brzmienie, bo źródło jest przecież takie samo, prawda? Poniżej 10 moich przemyśleń wolnych od precyzyjnych, technologicznych porad
BRZMIENIE - 10 tez nie tylko dla producentów
tekst Noon (www.33obroty.com)

Głośność
Rewolucja cyfrowa w latach 80. oprócz Nintendo przyniosła również płytę CD. Zapis bitowy umożliwił znaczne zwiększenie dynamiki nagrań. Świat oszalał i 20 lat później zapis cyfrowy stał się przekleństwem nowoczesnej muzyki. Oczywiście, jak to w życiu bywa, wina nie
leży po stronie samych płyt, ale ludzi, bo jak wiemy „pistolet sam nie zabija”. Z produkcji,
które słyszę od wielu lat, przebija się myśl, która dręczy chyba już każdego realizatora – „To
ja chcę być najgłośniejszy!”. I tu jest problem. Poziom średni nagrań, tzw. RMS (upraszczając – średnia różnica między najgłośniejszym a najcichszym fragmentem utworu) kiedyś wynosił powiedzmy – 20 dB. Płyty w ostatnich latach doprowadzają ten współczynnik do absurdalnego poziomu np. – 7db, jak choćby w przypadku ostatniej płyty Lewisa Parkera, która
jest dla mnie położona przez mastering. Brzmienie staje się zmiażdżone, a najgorsze, że staje się męczące. Idea jest chyba taka, że jeśli ktoś chce słuchać czegoś głośno, to podkręca
wzmacniacz. Mój apel: skończcie z tym wyścigiem! Dobre, wyważone i miękkie nagranie zawsze można pogłośnić. Zmiażdżonego, pozbawionego dynamiki, jazgotliwego miksu często
nie da się słuchać. Moje przemyślenia potwierdziły się, kiedy przeczytałem wywiad ze światowym guru masteringu Bobem Ludwigiem, który powiedział, że marzy o tym, żeby w końcu
przyszedł jakiś klient i nie zaczął opisywania swoich oczekiwań od „żeby było głośno”.

Spójność
Dobre brzmienie cechuje spójność, a poprawny mix polega na harmonijnym sklejeniu
poszczególnych elementów. Np. ostatnia płyta Tracy Chapman jest modelowym przykładem, jak powinno się dobierać techniki produkcyjne do zawartości emocjonalnej albumu.
Ciepłe a jednak lekko smutnawe historie wokalistki realizatorzy opowiedzieli niesamowicie
miękkim, akustycznym brzmieniem. Płyta jest „cicha”, perkusje są nagrane z pięknymi roomowymi pogłosami, wokal jest bliski, jakby nałożony na muzykę. Hip-hop to nie akustyczne ballady, ale też wymaga kompleksowego podejścia do dźwięku. Nigdy nie zaczynaj robić utworu, a już płyty w szczególności, jeśli wcześniej nie masz na to w głowie pomysłu,
choćby zarysu. Produkcje seryjne, z każdego sampla jaki Ci się podoba, szybko się „zużyją”, nic nie opowiedzą. Oto konkluzja – spójność jest wynikiem myślenia o brzmieniu.

Pasma
Z grubsza dźwięk zawiera się w trzech podstawowych pasmach: dół, środek i góra. Różne gatunki muzyczne okupują te rejony w określony sposób. Np. rock jest miksowany raczej
„jasno” i „wysoko”, a dub „nisko”, co daje brzmienie w charakterystyczny sposób „ciemne”, głównie ze względu na uwydatnienie partii basowych. Hiphopowe techniki produkcyjne
przez długi czas hołdowały jamajskim rozwiązaniom, jako że wielu producentów odwoływało się do mistrzów z Kingston. Współczesny hip-hop miksowany jest zgodnie z regułami muzyki pop. Pasma są sterylnie wyrównane, pogłosy są raczej oszczędne, brzmienie jest syntetycznie ciepłe. Trudno byłoby stosując np. analizator widma odróżnić 50 Centa od Christiny
Aguilery. Są to jak najbardziej podręcznikowe miksy, ale czy w hip-hopie o to chodziło?

Perksuja
Szokującą informacją będzie fakt, że w hip-hopie klasyczna perkusja składa się ze
stopy, werbla i hi-hatu. Taki uproszczony zestaw dla perkusisty np. jazzowego byłby jak gitara basowa z jedną struną. Producenci hiphopowi uczynili z tak ascetycznego podejścia
do bębnów sztukę. Podstawową zasadą jest spójność. Idealne bębny to takie, gdzie każdy
element, często samplowany z rożnego źródła, powinien brzmieć jak całość. Często producenci (głównie polscy) tworzą perkusję na zasadzie „stopę musi słyszeć sąsiad a werbel musi napierdalać dwa razy głośniej”. Nieliczni, zaczynając od DJ'a Premiera czy Pete
Rocka wiedzą, że siła bębnów to nie tylko ich dynamika, ale i logika brzmieniowa. W tej
dziedzinie hip-hop wiele czerpie z muzyki funkowej, gdzie dominują oszczędne, ciepłe
i z reguły mocno skompresowane zestawy perkusyjne.

82

www.slizg.com.pl

Lampa
Moda jak w każdej dziedzinie życia i w miksowaniu nagrań posiada swoją patologię.
Np. moda na brzmienie lampowe. Znajdą się tacy, którzy kupiliby nawet lampowe kable,
a prawda jest taka, że stosując lampowy mikrofon, lampowy przedwzmacniacz i lampowy
kompresor możemy otrzymać nieciekawe i zniekształcone brzmienie wokalu. Układy tranzystorowe dobrej klasy w wielu wypadkach będą brzmiały lepiej, niż budżetowe urządzenie z wstawioną „gdzieś tam” lampą. Zdarza się, że przy niektórych miksach zastosowanie
sprzętu cyfrowego daje dużo „cieplejsze” brzmienie, niż przepuszczanie nagrania przez kilka urządzeń analogowych. Kto to mówi, tak? Reasumując wywód. Jeśli źródło sampla jest
analogowe, to „doanalogowianie” go na siłę często przynosi gorsze rezultaty, niż poprawna obróbka i przemyślany miks w domenie cyfrowej. No a jak ktoś używa sampli z kompaktu, to już jego problem, co pocznie ze swoim plastikowym brzmieniem – hehe.

Sprzęt
Bez bicia powiem, co nie jest żadną tajemnicą, że możliwości np. Fruity Loopsa
od jakiegoś czasu niemiłosiernie obnażają prostotę wielu flagowych samplerów, ale z drugiej strony każda muzyka ma swój etos. Co to za gitarzysta rockowy bez Gibsona? Dla mnie
największą zaletą samplera jest właśnie jego prostota i to, że dźwięków nie widać, jak to
ma miejsce w komputerze, tylko je słychać (!). Taki system wymaga wyobraźni, natomiast
nie prowadzi to do kuriozalnego „rysowania” bitów, jak to ma miejsce np. w Acidzie. Podsumowując ten akapit – zero obiektywizmu z mojej strony, samplery rządzą.

Kolory
Muzyka przekłada się na kolory. Nie wiem, czy fale dźwiękowe mają swoje kolorystyczne odpowiedniki, ale jestem w stanie w to uwierzyć. Nawet jeśli tak nie jest, a umiecie w ten sposób opisywać dźwięki, to bardzo Wam to pomoże. Pianino zawsze kojarzyło
mi się z kolorem białym, smyczki są zielone, bas czarny a np. rhodesa widzę w odcieniach
niebieskiego. Natomiast dobre bębny to w moim przypadku zmatowiony srebrny. Przy rozpisywaniu kawałków na płytę umieszczam obok tytułów dominujące kolory lub kolorystykę. Jest mi wtedy łatwiej zapanować nad materiałem, wiem czego brakuje do pełnego obrazu. Brzmi może śmiesznie, ale w kreowaniu brzmienia kolory bywają niezastąpione.

Nie ma dróg na skróty
Zawsze sobie powtarzam, że „warto być niezadowolonym”. Bywają sesje, podczas
których już byś wszystko rzucił, ale chcesz coś mieć, więc powoli zaczynasz się zadowalać półśrodkami – „Nie, to nie jest ten pogłos na werblu, ale lepszego nie będzie”. Będzie,
bo jak powiedział Walt Disney – „Jeśli coś sobie wyobraziłeś, to możesz to zrobić”. Niektórzy mówią, że tworzenie muzyki powinno być zabawą. Uważam, że powinno być nią
między innymi, ale tak naprawdę to dużo ciężkiej pracy. Jeśli ktoś z Was widział kiedyś
zdjęcie Stanleya Kubricka, wie, ile kosztuje zrobienie arcydzieła.

Selekcja
Mam kumpla, który zajmuje się produkowaniem muzyki. Zawsze miałem wrażenie, że
sampluje wszystko, co tylko się da, a niemieckie składanki dyskotekowe traktuje jak potencjalne źródła do nowego „When I be on the mic”. Tandetny sampel na pewno da się
pociąć, ale czy da się z niego wykręcić dobre brzmienie? Sporadycznie. Cała zabawa polega na tym, by dostrzec w samplu potencjał.

Wizja
To miał być pierwszy punkt. Po namyśle jest ostatni – najważniejszy. Jeśli nie macie swojej wizji brzmienia w głowie, to żadne z powyższych przemyśleń Wam się po prostu nie przyda.
Nie dajcie się stereotypom, nie narzekajcie, pracujcie. Jeśli to, co chcieliście zrobić, nie brzmi
tak dobrze jak „zachodnia produkcja”, a broni się koncepcyjnie (czytaj: używaliście efektów, żeby osiągnąć zaplanowany cel) i brzmieniowo, to być może jesteście na drodze do stworzenia
własnego, niepowtarzalnego „soundu”. Tylko nie róbcie niczego na siłę – to słychać.


Document preview 10 tez noon'a.pdf - page 1/1

Related documents


10 tez noon a
nr 1
dr hab igor postu a
gdy anio okazuje si upiorem
ebook15
skad moge wiedziec jaki mam typ sylwetki


Related keywords