PDF Archive

Easily share your PDF documents with your contacts, on the Web and Social Networks.

Share a file Manage my documents Convert Recover PDF Search Help Contact



2 Wygnana Krolowa .pdf


Original filename: 2_-_Wygnana_Krolowa.pdf
Title: www.ebookgigs.eu
Author: www.ebookgigs.eu

This PDF 1.4 document has been generated by pdfFactory Pro www.pdffactory.com / pdfFactory Pro 3.49 (Windows XP Professional Polish), and has been sent on pdf-archive.com on 12/03/2013 at 14:58, from IP address 83.4.x.x. The current document download page has been viewed 4137 times.
File size: 2.7 MB (654 pages).
Privacy: public file




Download original PDF file









Document preview


Więcej na: www.ebookgigs.eu

Więcej na: www.ebookgigs.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Brama Zachodnia
Porucznik Mac Gillen z Gwardii Królewskiej Felis wtulił
głowę w ramiona, bo wokół hulał silny wiatr, głośno przetaczający się z mroźnych pustkowi na północy i zachodzie.
Zaczepił wodze za łęk siodła i pozwolił swojemu koniowi
Maruderowi samodzielnie prowadzić na ostatnim odcinku
do strażnicy przy Bramie Zachodniej.
Zasługiwał na coś lepszego niż ten żałosny posterunek
na żałosnym końcu królestwa Felis. Patrolowanie granic to
zajęcie dla zwykłych żołnierzy — zagranicznych najemników zwanych belkowcami albo
wysokogórskiej straży wewnętrznej. Nie dla członka elitarnej Gwardii Królewskiej.
Poza miastem przebywa dopiero od miesiąca, ale wciąż
nie może się pogodzić z utratą stanowiska w Południomoście. To był teren z charakterem,
pełen rozrywek, na które
Mac Gillen mógł liczyć podczas patroli — karczmy, salony
gry, dziewczęta do towarzystwa. W stolicy miał wysoko
postawionych protektorów z zasobnymi kieszeniami, czyli
duże możliwości dorabiania sobie na boku.
Z dnia na dzień wszystko legło w gruzach. W strażnicy
Południomostu wybuchł bunt i jedna z Łachmaniarzy

Więcej na: www.ebookgigs.eu

o imieniu Rebeka przytknęła mu płonącą pochodnię
do twarzy. W rezultacie nie widzi na jedno oko, a na
jego twarzy pozostały płaty czerwonej, zbliznowaciałej
tkanki.
Pod koniec lata zabrał Magota, Sloata i kilku innych,
żeby odzyskać ukradziony amulet ukryty w Łachmantargu. Zrobił to na rozkaz lorda Bayara — Wielkiego Maga
i doradcy królowej. Przeszukali nędzną stajnię od fundamentów aż po dach, przekopali nawet podwórze, ale nie
znaleźli ani amuletu, ani Bransoleciarza Alistera, ulicznego
złodziejaszka, który go ukradł.
Kiedy wypytywali mieszkającą nad stajnią kobietę i jej
córkę, te twierdziły, że nigdy nie słyszały o Bransoleciarzu
i nic nie wiedzą o amulecie. W końcu Gillen podpalił całe
to barachło z nędzarkami w środku. Jako ostrzeżenie na
przyszłość dla wszelkiej maści złodziei i oszustów.
Wyczuwając brak uwagi ze strony jeźdźca, Maruder
chwycił wędzidło w zęby i zaczął biec, powłócząc nogami.
Gillen pociągnął za wodze i rumak po krótkiej demonstracji oporu poddał się jego woli. Porucznik spojrzał
z wściekłością na swoich ludzi, gasząc uśmiechy na ich
twarzach.
Jeszcze tego mu trzeba — żeby spadł z konia i skręcił kark
w dzikim pędzie donikąd.
Dla niektórych skierowanie Gillena na Ścianę Zachodnią było awansem. Otrzymał stopień porucznika i został
mianowany dowódcą potężnej, ponurej twierdzy, i setki
takich jak on zesłańców — wszystkich z regularnej armii -?
oraz własnego szwadronu gwardzistów. Dowodził więc

Więcej na: www.ebookgigs.eu

większą liczbą podwładnych niż na dawnym posterunku
w strażnicy Południomostu.
Jednakże cieszyć się z tego awansu to jak radować się
z panowania nad stertą gnoju.
Twierdza Bramy Zachodniej strzegła Zachodniej Ściany
i ponurej, ubogiej wioski o nazwie Brama Zachodnia.
Ściana oddzielała górzyste Felis od Trzęsawisk. Bagna
i torfowiska tych terenów były zbyt gęste, by w nich pływać, i zbyt rzadkie, by je orać — właściwie nie do przebycia inaczej niż pieszo aż do przymrozków po przesileniu
jesiennym.
W każdym razie twierdza Bramy Zachodniej stwarzała
niewiele możliwości komuś tak przedsiębiorczemu jak Mac
Gillen. Traktował on swoje nowe stanowisko jako to, czym
w istocie było: karę za niedostarczenie lordowi Bayarowi
tego, czego żądał.
Miał szczęście, że Wielki Mag w ogóle pozwolił mu
ujść z życiem.
Porucznik i jego drużyna przejechali przez brukowane
ulice wioski i zsiedli z koni na dziedzińcu twierdzy.
Gdy Gillen prowadził Marudera do stajni, oficer dyżurny Robbie Sloat przyłożył dłoń do czoła w niezdarnym
salucie.
— Mamy trzech gości z Fellsmarchu, którzy chcą się
z wami spotkać, poruczniku — powiedział. — Czekają
w twierdzy.
Gillen poczuł iskierkę nadziei. To może oznaczać rozkazy ze stolicy. A nawet kres jego wygnania.
— Przedstawili się? — Rzucił rękawiczki oraz wilgotną
II

Więcej na: www.ebookgigs.eu

pelerynę Sloatowi i przesunął dłonią po włosach, by je
przyczesać.
— Chcą rozmawiać z wami osobiście — rzekł Sloat. — To
szlachetnie urodzone dzieciaki. Młodzi chłopcy.
Iskra nadziei zgasła. Pewnie zadufani synowie arystokratów w drodze do Oden s Ford. Tylko tego mu jeszcze
trzeba!
■TT Zażądali zakwaterowania w skrzydle dla oficerów —
ciągnął Sloat, potwierdzając obawy porucznika.
^ Niektórzy szlachcice myślą chyba, że prowadzimy tu
hotel dla ich bachorów — burknął Gillen. — Gdzie oni są?

W sali oficerskiej — odpowiedział Sloat.
Strząsnąwszy z siebie krople deszczu, Gillen ruszył do
twierdzy. Idąc przez wewnętrzny dziedziniec, usłyszał
muzykę — bazilkę i flet.
Popchnął drzwi do sali oficerskiej i zobaczył trzech
chłopców, mniej więcej w wieku uzyskiwania imienia, siedzących przy ogniu. Dzbanek piwa na kredensie był prawie
pusty, przed nimi stały opróżnione kufle. Chłopcy mieli
otępiałe, błogie twarze osób, które ucztują już od pewnego czasu. Na stole rozłożone były resztki po obfitym
posiłku, w tym wyborny kawał szynki, którą Mac Gillen
trzymał dla siebie.
W rogu stali muzycy: ładna dziewczyna grała na flecie,
a mężczyzna—prawdopodobnie jej ojciec — na bazilce. Gillen przypomniał sobie, że już widział ich w wiosce, gdzie
zarabiali grą na ulicach.
Gdy porucznik wszedł, muzyka ucichła. Muzycy
stali bladzi, z szeroko otwartymi oczyma, jak zwierzęta

Więcej na: www.ebookgigs.eu

prowadzone na rzeź. Ojciec objął drżącą ze strachu córkę,
pogładził ją po jasnych włosach i czule do niej przemówił.
Nie zwracając uwagi na Gillena, chłopcy wokół paleniska zaklaskali leniwie.
— Nic nadzwyczajnego, ale lepsze to niż nic—powiedział
jeden z nich, znacząco mrugając jednym okiem. - Tak jak
te kwatery.
-Jestem Gillen — oznajmił porucznik głośno, teraz już
pewien, że to spotkanie nie przyniesie mu korzyści.
Najwyższy z trójki przybyłych wstał z gracją i odrzucił do tyłu grzywę czarnych włosów. Kiedy spojrzał na
pokiereszowaną twarz gwardzisty, jego szlachetne rysy
wykrzywiły się w grymasie obrzydzenia.
Gillen zacisnął zęby.
— Kapral Sloat doniósł mi, że chcecie się ze mną widzieć—
powiedział.
— Tak, poruczniku Gillen. Jestem Micah Bayar, a to moi
kuzyni Arkeda i Miphis Manderowie. — Gestem wskazał
swoich dwóch rudowłosych towarzyszy. Jeden był szczupły, drugi dość krępy. — Jesteśmy w drodze do Oden’s Ford,
ale ponieważ nasza droga wiedzie przez wasz teren, poproszono mnie o przekazanie wam, poruczniku, wiadomości
z Fellsmarchu. — Wymownie spojrzał na pustą dyżurkę. —
Może pójdziemy tam?
Czując, że serce bije mu szybciej, Gillen zauważył na
ramionach chłopaka stułę ozdobioną pikującymi sokołami.
Herb rodziny Bayarów. t
Tak. Teraz dostrzegł podobieństwo — coś w kształcie
oczu i tym charakterystycznym zarysie czaszki. W czarnych

Więcej na: www.ebookgigs.eu

włosach młodego Bayara widać było pasma czarodziejskiej
czerwieni.
Pozostali dwaj także nosili stuły, lecz z innym herbem.
Górskie koty. Czyli wszyscy trzej należeli do rodów
czarowników, a jeden z nich był synem Wielkiego Maga.
Gillen chrząknął. Jego zdenerwowanie walczyło z ciekawością.
— Oczywiście, oczywiście, wasza lordowska mość. Mam
nadzieję, że poczęstunek wam smakował.
— Był... pożywny, poruczniku. — odparł młody Bayar. —
Ale niestety, zalega w żołądku. - Poklepał się po brzuchu
dwoma palcami, a jego dwaj kompani parsknęli pogardliwie.
Zmienić temat, pomyślał Gillen.
— Przypominacie, panie, ojca. Od razu poznałem, że
jesteście jego synem.
Młody Bayar zmarszczył czoło, spojrzał na muzyków
i ponownie na Gillena. Otworzył usta, by coś powiedzieć,
lecz Gillen go uprzedził:
— To nie wasza wina, panie, z tym amuletem. Ten Bransoleciarz to dzikus i sprytny szczur. Ale wasz ojciec wybrał
właściwego człowieka. Jeśli ktokolwiek może go znaleźć,
to tylko ja. I odzyskam ten amulet. Muszę tylko wrócić do
stolicy.
Chłopak słuchał ze spokojem, patrząc na Gillena
zmrużonymi oczyma, z ustami zaciśniętymi w grymasie dezaprobaty. Wreszcie, kręcąc głową, zwrócił się do
kuzynów:
^-Miphis, Arkeda, zostańcie tu... Napijcie się jeszcze,

Więcej na: www.ebookgigs.eu

jeśli dacie radę. — Machnął dłonią w stronę muzyków. —
I miejcie na nich oko. Niech się nie oddalają.
Młody Bayar wycelował palcem w Gillena.
- — A wy, poruczniku, chodźcie za mną. — Nie oglądając
się, by sprawdzić, czy Gillen za nim idzie, ruszył do dyżurki.
Gillen zdezorientowany poszedł za nim. Młody Bayar
trzymał ręce na parapecie i wyglądał przez okno wychodzące na dziedziniec stajenny. Poczekał, aż drzwi za jego
plecami się zamknęły, i wtedy obrócił się w stronę gwardzisty.
— Ty... kretynie! — powiedział. Jego twarz była blada,
a oczy zimne, połyskujące niczym węgiel z Delphi. — Nie
wierzę, że mój ojciec zaangażował kogoś tak głupiego. Nikt
nie może wiedzieć, komu służysz, rozumiesz?! Jeśli to dotrze do kapitana Byrnea, mój ojciec może mieć poważne
kłopoty. Mogą oskarżyć go o zdradę!
Gillen poczuł suchość w ustach.
— Słusznie. Tak - wy bąkał. — Ja... eee... założyłem, że
ci dwaj są z wami, i...
— Nikt wam nie płaci za przyjmowanie założeń, poruczniku Gillen - przerwał mu Bayar. Szedł w kierunku Gillena
wyprostowany, wiatr od okna poruszał jego stułą. Gdy się
zbliżył, Gillen cofnął się do stołu. — Jak mówię nikt, to
znaczy nikt — powiedział Bayar, chwytając za złowieszczo
wyglądający wisior na swojej szyi. Był to sokół z lśniącego
czerwonego kamienia, amulet jak ten, którego Gillenowi
nie udało się znaleźć w Łachmantargu. - Komu jeszcze
o tym mówiłeś?

Więcej na: www.ebookgigs.eu

— Nikomu, przysięgam na krew Demona, że nikomu —
szepnął Gillen, czując, jak żołądek mu się ściska. Stał w lekkim rozkroku, gotów w każdej chwili odskoczyć w bok,
gdyby czarownik strzelił w niego płomieniami. - Chciałem tylko zapewnić jego lordowską mość, że zrobiłem, co
w mojej mocy, żeby zdobyć tę rzeźbę, ale się nie udało.
Na twarzy chłopaka pojawił się niesmak, jakby wolał
nie kontynuować rozmowy na ten temat.
— A wiecie, poruczniku, że kiedy szukaliście amuletu
w Łachmantargu, Alister zaatakował mojego ojca i omal
go nie zabił?
Krew i kości, pomyślał Gillen i zadrżał. Jako herszt gangu Łachmaniarzy Alister słynął z tego, że był nieustraszony
i bezwzględny. Teraz na pewno pała żądzą zemsty.
— Czy... lord Bayar dobrze się czuje?
Czy Alister żyje?
Młody Bayar odpowiedział na oba pytania — to wypowiedziane i to niewypowiedziane.
— Mój ojciec doszedł do siebie. Alister, niestety, uciekł.
Ojciec z trudem wybacza niekompetencję - dodał. — Idotyczy to wszystkich bez wyjątku. — Ostry ton głosu młodzieńca
uśpił czujność Gillena.
— Hmm, racja — przyznał i znów zaczął się pogrążać. —
Marnuję się tu, panie. Przenieście mnie z powrotem do
miasta, a znajdę tego łotra, przysięgam. Alister wcześniej
czy później zjawi się w Łachmantargu, chociaż jego matka
i siostra twierdziły, że nie widziały go od tygodni.
Młody Bayar zmrużył oczy i zacisnąwszy pięści, pochylił
się do przodu.

Więcej na: www.ebookgigs.eu

—Jego matka i siostra? To Alister ma matkę i siostrę? I są
nadal w Fellsmarchu?
Gillen uśmiechnął się szeroko.
— Spaliły się, jak sądzę. Podpaliliśmy dom z nimi uwięzionymi w środku.
— Zabiłeś je? — Chłopak wpatrywał się w niego zdumiony. — Nie żyją ?
^ No... uznałem, że to wszystkim pokaże, że z Gillenem
nie ma żartów.
— Ale z ciebie idiota! — Bayar powoli kręcił głową, patrząc na rozmówcę. — Mogliśmy użyć jego matki i siostry,
żeby wywabić go z kryjówki. Mogliśmy mu zaproponować
wymianę za amulet! — Mocniej zacisnął pięść. — Mogliśmy
go dorwać!
Kości, pomyślał Gillen. Nigdy nie umiał rozmawiać
z czarownikami.
^Możecie tak myśleć, panie, ale wierzcie mi, taki
pomiot jak Alister ma serce zimne jak woda w Dyrnie.
Myślicie, że dba o to, co się stanie z matką i siostrą? On
przejmuje się tylko sobą.
Młody Bayar machnął ręką lekceważąco.
— Tego się już i tak nie dowiemy. W każdym razie
mój ojciec nie potrzebuje waszych usług do polowania
na Alistera. Wyznaczył już do tego innych. Udało im
się oczyścić miasto z gangów, ale nie znaleźli Alistera.
Mamy podstawy sądzić, że opuścił Fellsmarch. — Chłopak
pocierał czoło dłonią, jakby bolała go głowa. — Nieważne.
Gdybyś kiedykolwiek natknął się na tego Alistera, przypadkiem albo i nie, masz go dostarczyć żywego, razem
17

Więcej na: www.ebookgigs.eu

z amuletem. Gdyby się to udało, zostaniesz oczywiście
sowicie wynagrodzony. — Starał się nie okazywać zdenerwowania, ale jego zmarszczone czoło świadczyło o czym
innym.
Ten chłopak nienawidzi Alistera, pomyślał Gillen. Czy
dlatego, że próbował zabić jego ojca? W każdym razie
Gillen zrozumiał, że nie ma sensu wracać do kwestii jego
powrotu do stolicy.
— Dobrze — powiedział, starając się ukryć rozczarowanie. —' Co was zatem sprowadza do Bramy Zachodniej?
Mówiliście, że macie dla nas wiadomość.
— To delikatna sprawa, poruczniku. Wymaga dyskrecji — Bayar dał jasno do zrozumienia, że wątpi w dyskrecję
Gillena. Cokolwiek przez nią rozumie.
— Oczywiście, panie, możecie na mnie liczyć—zapewnił
go Gillen.
•^ Słyszeliście, że księżniczka Raisa zaginęła?—znienacka
zapytał Bayar.
Gillen starał się niczego po sobie nie okazać. Wykazać
się kompetencją. Całkowitą dyskrecją.
-^ Zaginęła? Nie panie, tego nie słyszałem. Niewiele tu
do nas dociera. Czy wiadomo. . .?
^ Uważamy, że może próbować opuścić kraj.
O nie, pomyślał Gillen. Czyli uciekła. Czy po kłótni
z matką? Nieodpowiedni romans? Z kimś z ludu? Księżniczki z rodu Szarych Wilków słynęły z uporu i skłonności
do awanturnictwa.
Gillen raz widział księżniczkę Raisę z bliska. Była
drobna, ale dość kształtna, z talią, którą można by objąć
18

Więcej na: www.ebookgigs.eu

dwiema dłońmi. Obrzuciła go szybkim spojrzeniem swych
zielonych oczu, a potem coś szepnęła do stojącej obok
damy.
To było kiedyś. Teraz kobiety odwracają głowy, gdy
proponuje im drinka.
Dawniej ktoś taki jak on — światowiec, wojskowy —
mógłby zawrócić księżniczce w głowie. Nawet czasami
myślał o tym, jak by to było...
Głos Bayara wyrwał go z zamyślenia.
— Słuchacie, poruczniku?
Gillen wrócił do rzeczywistości.
— Tak, panie, oczywiście. Hmnmi... o czym to mówiliście?
— Mówiłem, że według nas istnieje prawdopodobieństwo, że znalazła schronienie u miedzianolicych krewnych
jej ojca w kolonii Demonai albo Sosen Marisy. - Wzruszył
ramionami. — Ale oni twierdzą, że jej tam nie ma, że musiała pojechać na południe. Południowa granica jest dobrze strzeżona. Może więc próbować się przedostać przez
Bramę Zachodnią.
— Ale... dokąd by jechała? Wszędzie jest wojna.
l/
M Może nie myśli tak logicznie — stwierdził Bayar, a na
jego bladą twarz wpłynęły rumieńce. — I dlatego tak ważne
jest, żeby ją zatrzymać. Następczyni tronu może się narazić
na niebezpieczeństwo. Może wyruszyć tam, gdzie nie uda
nam się jej znaleźć. To by była... katastrofa. — Nerwowo
szarpiąc za rękawy, zamknął oczy. Gdy je otworzył, zobaczył, że Gillen uważnie mu się przygląda, i ponownie
wyjrzał przez okno.
19

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Aha, pomyślał Gillen. Albo chłopak ma talent aktorski,
albo naprawdę się martwi.
— To znaczy, że mamy jej wypatrywać tutaj, przy Bramie Zachodniej — podsumował Gillen. — Czy tak?
Nie odwracając się od okna, Bayar skinął głową.
— Chcieliśmy utrzymać to w tajemnicy, ale już się rozeszło, że uciekła. Jeśli wrogowie królowej znajdą ją przed
nami, to... rozumiecie.
— Oczywiście — powiedział Gillen. — A czy są jakieś podejrzenia, że ona... że podróżuje z kimś? — Oto sprytny
sposób zadania pytania, żeby się dowiedzieć, czy uciekła
w czyimś towarzystwie.
— Nie wiemy. Może być sama, a może też podróżować
z miedzianolicymi.
— Czego dokładnie oczekuje ode mnie lord Bayar? — zapytał Gillen, lekko się nadymając.
Dopiero teraz chłopak spojrzał na niego.
— Dwóch rzeczy. Chcemy, żebyście wypatrywali księżniczki Raisy i byście ją zatrzymali, gdyby próbowała przejść
przez Bramę Zachodnią. I potrzebujemy grupy gwardzistów, którzy pojadą do kolonii Demonai, żeby sprawdzić,
czyjej tam nie ma.
— Demonai! — powtórzył Gillen, już nie tak pewnym
siebie tonem. — Ale... Chyba nie... nie myślicie, panie, że
będziemy walczyć z wojownikami Demonai?
— Oczywiście, że nie — powiedział Bayar w taki sposób,
jakby przemawiał do upośledzonego umysłowo.—Królowa
powiadomiła już Demonai, że jej gwardziści odwiedzą
górskie tereny i będą przesłuchiwać tych dzikusów. Nie
20

Więcej na: www.ebookgigs.eu

mogą odmówić. Oczywiście będą uprzedzeni o waszym
przybyciu, więc będziecie musieli być bardzo dociekliwi,
by wybadać, czy księżniczka tam jest albo była.

Na pewno się nas spodziewają? — upewnił się Gillen.
Wodni Wędrowcy to jedno — oni nawet nie używają
metalowej broni — ale Demonai... Gillen nie miał ochoty
wchodzić im w paradę.
— Nie chciałbym skończyć podziurawiony strzałami
miedzianolicych. Ci z Demonai mają takie trucizny, od
których czernieje...
— Nie martwcie się, poruczniku — ostro przerwał mu
Bayar. — Będziecie całkowicie bezpieczni, o ile oczywiście
nie przyłapią was na węszeniu.
Pojadą Magot i Sloat, postanowił Gillen. Lepiej się do
tego nadają. On powinien zostać i wypatrywać księżniczki.
To wymaga działania w białych rękawiczkach i z otwartym
umysłem. No i dyskrecji.
-w Sądzę, że potrzebny będzie co najmniej salwon żołnierzy do dokładnego przeszukania.
— Salwon! Wszystkich żołnierzy mam tylko koło setki,
do tego szwadron gwardzistów. Nie ufam tym najemnikom i mieszkańcom wyżyn. Mogę dać tylko szwadron.
Bayar wzruszył ramionami. Nie do niego należy rozwiązywanie problemów Gillena.
— W takim razie szwadron. Sam bym pojechał, ale jestem
czarownikiem i oczywiście nie mogę wchodzić na teren
Gór Duchów. — Znowu bawił się wielkim klejnotem na
swojej szyi.—Moje zaangażowanie na pewno wzbudziłoby
wiele wątpliwości.
21

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Pewnie, że by wzbudziło, pomyślał Gillen. I bez tego
sprawa jest dziwna — bo czemuż to czarodziej osobiście angażuje się w sprawy wojska? Ochrona królowych
z rodu Szarych Wilków to zadanie Gwardii Królewskiej
i armii.
— Macie zacząć działać natychmiast—powiedział Bayar. —
Czy szwadron może wyruszyć jutro?
Gillen otworzył usta, żeby przedstawić wszystkie powody, dla których to niemożliwe, ale młody Bayar uniósł
dłoń.
— Dobrze. Ja i moi towarzysze zostaniemy tutaj do waszego powrotu.
— Zostaniecie tu? — wybąkał Gillen. Tylko tego mu brakowało. — Skoro królowa chce, żebyśmy udali się w góry
szukaćjej córki, powinna przysłać nam wsparcie. Nie mogę
zostawić Bramy Zachodniej bez ochrony, gdy my...
— Gdybyście znaleźli księżniczkę, przekażecie ją nam
pod opiekę — ciągnął Bayar, jakby nie słyszał protestów
Gillena. — Moi kuzyni i ja odprowadzimy ją z powrotem
do królowej.
Gillen przyglądał mu się podejrzliwie. Czy to nie jakaś pułapka? Czemu miałby przekazać księżniczkę tym
młodym czarownikom? Czemu nie miałby sam zawieźć
jej do Fellsmarchu, gdzie czekałaby go chwała i, zapewne,
nagroda pieniężna?
Czasami, wykonując zadania z polecenia Wielkiego
Maga, nie był pewien, dla kogo pracuje — dla czarownika
czy dla królowej. Tym razem jednak miał do czynienia z czymś bardzo poważnym. Zamierzał wyciągnąć
22

Więcej na: www.ebookgigs.eu

z tego większą korzyść niż tylko dozgonną wdzięczność
Bayarów.
Jakby czytając w myślach Gillena, Micah Bayar powiedział:
—Jeśli odnajdziecie księżniczkę i dostarczycie ją nam,
zapłacimy pięćset koron i załatwimy wam, poruczniku,
powrót na posterunek w Fellsmarchu.
Gillen starał się nie okazywać zdumienia, choć przychodziło mu to z trudem. Pięć tysięcy panienek? Toż to majątek. Więcej, niż można by się spodziewać od Bayarów za
sprowadzenie księżniczki na zamek. Coś się tu dzieje. Coś,
o czym lepiej nie wiedzieć, żeby nie musieć odpowiadać
na ewentualne pytania.
To sprawiło, że tym lepszym rozwiązaniem zdało się
wysłanie w góry Sloata i Magota. I tym więcej powodów
Gillen miał, by bacznie obserwować granicę.
— Zrobię, co w mojej mocy, żeby księżniczka wróciła
do swej matki. Będzie to dla mnie prawdziwy zaszczyt —
oświadczył Mac Gillen. — Możecie na mnie liczyć.
— Nie wątpię — stwierdził Bayar sucho. — Zatrudnijcie
ludzi, którzy umieją trzymać język za zębami, i nie mówcie
im nic ponad to, co konieczne do wykonania zadania. Nie
ma potrzeby, żeby wszyscy wiedzieli o naszej prywatnej
umowie. — Sięgnął do sakiewki przy pasie i wyjął mały
oprawiony w ramkę portret, który podał Gillenowi.
Była to księżniczka Raisa, a właściwie jej głowa i odsłonięte ramiona o barwie miodu. Jej twarz okalały ciemne
włosy, ozdobione koroną lśniącą klejnotami. Głowa
była przechylona na bok, na twarzy widniał delikatny
23

Więcej na: www.ebookgigs.eu

uśmiech — usta księżniczki były lekko rozchylone, jak
gdyby miały powiedzieć coś, co on chce usłyszeć. Na obrazie napisano: Micahowi, z wyrazami miłości, R.
Było w niej coś... coś znajomego, co Gillen...
Poczuł na ramieniu dłoń Bayara. Ukłucie przebiło wełnę
oficerskiego munduru i Gillen omal nie upuścił trzymanego w ręku malowidła.
— Nie zachwycajcie się, poruczniku Gillen—powiedział
Bayar takim tonem, jakby poczuł brzydki zapach z jego
ust. — Proszę dopilnować, żeby pańscy ludzie zapoznali
się z wyglądem księżniczki. I nie zapominajcie, że będzie
w przebraniu.
H Zaraz się tym zajmę — obiecał Mac Gillen. Cofnął się
i ukłonił przed młodym Bayarem, by nie pozostawić mu
czasu na zmianę zdania. Albo na ponowne chwycenie go
za ramię. — Rozgośćcie się — dodał. Pięć tysięcy monet
zwanych panienkami potrafiło kupić uprzejmość Mac Gillena. — Każę kucharzowi przygotować dla was, czego sobie
zażyczycie.
— A co zamierzacie zrobić z tymi muzykami, poruczniku? — nagle zapytał Bayar.
Gillen nie wiedział, co odpowiedzieć.
—Jak to? Chcecie, panie, żeby tu zostali? Owszem, mogą
umilić człowiekowi czas, a i dziewuszka niczego sobie...
Młody Bayar kręcił głową.
— Za dużo słyszeli. Mówiłem już, że nikt nie może was
kojarzyć z moim ojcem ani wiedzieć, że dla niego pracujecie. — Gdy Gillen wciąż wyglądał na nieprzekonanego,
Bayar dorzucił: — To wasza wina, poruczniku, nie moja. Ja
24

Więcej na: www.ebookgigs.eu

zajmę się moimi kuzynami, ale wy musicie wziąć na siebie
tych grajków.

Czyli mam ich odesłać?
w Nie. — Bayar wygładzał swoją stułę, unikając wzroku
Gillena. — Macie ich zabić.

Więcej na: www.ebookgigs.eu

ROZDZIAŁ DRUGI
Na pograniczu
Han Alister zatrzymał kuca w najwyższym punkcie Przełęczy Sosen Marisy. Spojrzał na wierzchołki Królowych
na południu, za którymi ciągną się dalej niziny Ardenu. To
nieznane mu góry, siedziby dawno zmarłych władczyń, których imion nigdy nie słyszał. Najwyższe szczyty, sięgające
chmur, omiatane zimnymi wiatrami, nie miały żadnej osłony.
Niższe stoki pokryte były osikami i jesienną roślinnością.
Im wyżej się wspinali, tym temperatura bardziej się obniżała. Han wkładał na siebie kolejne warstwy ubrań. Teraz
był w wełnianej czapce naciągniętej na uszy, a mroźne
powietrze szczypało go w nos.
Hayden Tancerz Ognia zbliżył się do Hana, by również
się rozejrzeć.
Wyjechali z kolonii Sosen Marisy dwa dni temu. Kolonia
była strategicznie usytuowana przy północnym krańcu
przełęczy — głównego szlaku przez południową część Gór
Duchów do miasta Delphi i dalej na niziny Ardenu. Droga,
która zaczynała się jako Trakt Królowych w Fellsmarchu,
stopniowo zmieniała się w wąską ścieżkę dla dzikich zwierząt w najwyższej części przełęczy.
26

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Choć był to sezon wędrówek, nie spotykali po drodze
wielu podróżnych — zaledwie kilku wynędzniałych uciekinierów z terenów ogarniętych wojną.
Tancerz wskazał ręką na południowy stok pod nimi.
— Lord Demonai mówi, że przed wojną w sezonie od
rana do wieczora ciągnął się tędy sznur wozów z towarami z nizin. Przywozili głównie żywność: zboże, trzodę,
owoce, warzywa.
Tancerz już wcześniej podróżował przez Przełęcz Sosen Marisy, gdy uczestniczył w wyprawach kupieckich
z Averillem Lekką Stopą — kupcem i Strażnikiem kolonii
Demonai.
Teraz na tych terenach panoszą się armie — ciągnął Tancerz. — W dodatku dużą część ziem uprawnych pochłonęły
pożary i inne zniszczenia. To dlatego nie dają plonów.
A więc Felis czeka kolejna głodna zima, pomyślał Han.
Wojna domowa w Ardenie trwała, odkąd Han sięgał
pamięcią. Zginął w niej jego ojciec, który zaciągnął się
jako najemnik na służbę u jednego z pięciu książąt Montaigne — braci, z których każdy zgłaszał roszczenia do
tronu Ardenu.
Kuc Hana sapał ciężko po długiej wspinaczce z kolonii
Sosen Marisy. Na tej wysokości powietrze było rozrzedzone. Han wsunął palce w splątaną grzywę wierzchowca
i podrapał go za uszami.
— Hej, Łach—mruknął — nie śpiesz się. — W odpowiedzi
Łach obnażył zęby, na co Han się roześmiał.
Han był niezwykle dumny ze swojego humorzastego
rUmaka — pierwszego, jakiego w życiu posiadał. Zwykle
27

Więcej na: www.ebookgigs.eu

jeźdź ił na pożyczonych koniach. Każde lato spędzał w górskich sadybach, wysyłany tam przez matkę, przekonaną, że
ciąży na nim klątwa.
Teraz wszystko jest inaczej. Klany podarowały mu konia,
ubranie, wyposażenie, prowiant na drogę i zapłaciły za jego
naukę w akademii. Zrobiły to dlatego, że mają nadzieję,
iż opętany przez demona Han Alister okaże się potężną
bronią w walce z coraz silniejszą Radą Czarowników.
Han przyjął ich ofertę. Oskarżany o morderstwo, przez
wrogów pozbawiony rodziny, ścigany przez Gwardię Królewską i potężnego Wielkiego Maga Gavana Bayara, nie
miał wyboru. Działał pod presją tragicznych wydarzeń —
potrzeby ucieczki przed wszystkim, co przypominało mu
o stratach, i pragnienia, by znaleźć się gdzieś daleko stąd.
Zżerała go też żądza zemsty.
Wsunął dłoń pod koszulę i dotknął amuletu w kształcie
węża, który parzył go w skórę na piersiach. Poczuł, jak
magiczna moc gromadzona przez cały dzień przepłynęła
z niego do amuletu.
To już weszło mu w nawyk—owo odprowadzanie mocy,
która inaczej mogłaby wydostać się spod kontroli. Regularnie sprawdzał, czy amulet wciąż jest na miejscu. W dziwny
sposób przywiązał się do niego, odkąd ukradł go Micahowi
Bayarowi.
Ten lśniący magiczny przedmiot niegdyś należał do jego
przodka Algera Waterlowa, powszechnie nazywanego Królem Demonem. Tymczasem amulet Samotnego Łowcy,
wykonany dla niego przez strażniczkę klanu Elenę Demonai, leżał nieużywany w worku.
28

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Powinien nienawidzić tego wężowego czaromiota. Zapłacił zań śmiercią mamy i Mari. Niektórzy twierdzili, że
ten amulet to narzędzie czarnej magii zdolne wyrządzać
tylko zło. Była to jednak jedyna rzecz, jaka mu pozostała
po siedemnastu latach życia, poza zwęgloną książką Mari
i złotym medalionem matki. To było wszystko, co miał.
Teraz on i jego przyjaciel byli w drodze do Mystwerku —
akademii czarowników w Oden’s Ford, gdzie mieli rozpocząć naukę za pieniądze klanów.
— Nic ci nie jest?—Tancerz pochylił się w jego stronę. Na
jego smagłej twarzy widać było troskę, a włosy wyginały
się na wietrze niczym grzechotniki. — Wyglądasz, jakby
cię kto zaczarował.
— Nie, nic - odparł Han. - Ale mam już dość tego wiatru. —Nawet w pogodne dni w przełęczy stale wiało. Teraz,
pod koniec lata, porywy niosły ze sobą zapowiedź zimy.
Granica musi być niedaleko — powiedział Tancerz,
a wiatr natychmiast porwał jego słowa. — Gdy już ją przekroczymy, będziemy blisko Delphi. Może dzisiaj uda nam
się przenocować pod dachem.
Han i Tancerz podróżowali jako kupcy prowadzący kuce
obładowane towarami. Strój klanowy stanowił pewnego
rodzaju ochronę. Tak samo jak długie łuki zarzucone na
plecy. Złodzieje na ogół nie chcieli zadzierać z klanami
z Gór Duchów na ich własnym terenie. W Ardenie podróż
będzie bardziej niebezpieczna.
Kiedy schodzili w stronę granicy, odnosili wrażenie,
że kalendarz się cofa — wczesna zima zamieniała się w jesień. Gdy dotarli do linii drzew, otoczyły ich najpierw
29

Więcej na: www.ebookgigs.eu

niskopienne sosny, a następnie osiki stanowiące osłonę od
wiatru. Nachylenie stoku było coraz łagodniejsze, a warstwa gleby coraz grubsza. Tu i ówdzie zaczęły się pojawiać
małe poletka z przytulnymi domkami oraz łąki, na których
pasły się krępe górskie owce z zakręconymi rogami.
Wystarczyło udać się kawałek dalej, by zobaczyć ślady
wojny pustoszącej ziemie na Południu. Na wpół widoczne
pośród haszczy po obu stronach drogi walały się różne
przedmioty — puste siodła i części mundurów porzucone
przez uciekających żołnierzy, a także prywatne skarby,
które stały się zbyt kłopotliwe w drodze pod górę.
Han zauważył w rowie lalkę domowej roboty wciśniętą
w błoto. Powstrzymał konia, by zsiąść i zabrać ją dla swojej
siostry, i wtedy przypomniał sobie, że przecież Mari nie
żyje i już nie potrzebuje lalek.
Tak właśnie wyglądała jego rozpacz. Stopniowo przekształcała się w tępy ból, aż jakiś zwykły widok, dźwięk
lub zapach uderzał go niczym cios obuchem.
Minęli kilka oświetlonych pochodniami gospodarstw
z kamiennymi kominami przypominającymi nagrobki na
zniszczonych mogiłach. Dalej przeszli przez spaloną wioskę, w której pozostały zgliszcza świątyni i budynku rady.
Han spojrzał na Tancerza.
— To dzieło doliniarzy?
— Albo najemników dezerterów—przytaknął Tancerz. —
Na granicy jest twierdza, ale strażnicy nie bardzo się przejmują patrolowaniem tej drogi. Wojownicy Demonai nie
mogą być wszędzie. Rada Czarowników twierdzi, że czarownicy mogliby się tym zająć, ale się im nie pozwala i nie
30

Więcej na: www.ebookgigs.eu

dąje odpowiednich narzędzi, a to wina klanów. - Wywrócił
oczami. - Już widzę, jak czarownicy pchają się w tę dzicz,
nawet gdyby im pozwolono.
— Hej — przerwał mu Han. — Uważaj, co mówisz. My
Jesteśmy czarownikami w tej dziczy.
Obaj roześmiali się z tego żartu. Zaczęlijuż podchodzić
do własnego losu z wisielczym humorem. Trudno im było
pozbyć się zwyczaju naśmiewania się z arogancji czarowników — to zawsze jest jedyną bronią bezsilnych wobec tych,
którzy są u władzy.
Dotarli do rozstajów, gdzie schodziły się drogi ze
wschodu i z zachodu, i dalej biegła już jedna droga do
przełęczy. Tutaj podróżnych było więcej, i zmniejszało się
tempo marszu. Mijał ich strumień wędrowców zmierzających w przeciwną stronę, do Sosen Marisy i prawdopodobnie dalej do Felsmarchu: mężczyźni, kobiety, dzieci,
rodziny i samotni podróżni, grupy, które połączył ze sobą
przypadek lub które trzymały się razem ze względów
bezpieczeństwa.
Obładowani tobołkami i torbami uchodźcy, wynędzniali, z zapadniętymi oczyma, posuwali się w milczeniu
z takim trudem, jakby wykonanie kolejnego kroku kosztowało ich wszystko, co mieli. Zarówno dorośli, jak i podrostki nieśli kije, patyki i inne prowizoryczne narzędzia do
obrony. Niektórzy byli ranni, z zakrwawionymi gałganami
na głowach, rękach i nogach. Wielu miało na sobie lekkie
nizinne ubrania, część była bez butów.
Widocznie opuścili Delphi o świcie. Skoro tyle czasu zajęło im dotarcie w to miejsce, niemożliwe było, by przeszli
3i

Więcej na: www.ebookgigs.eu

przez przełęcz przed zapadnięciem zmroku. Dalej czekały
ich jeszcze dwa dni do Sosen Marisy.
Zamarzną tam w górze—powiedział Han.—Pokaleczą
sobie stopy na kamieniach. Jak te dzieci się tam wdrapią?
Na co oni liczą?
Pośrodku drogi stał zapłakany mały chłopiec w wieku
około czterech lat. Mocno zaciskał piąstki, a jego twarz
wykrzywiał grymas rozpaczy.
— Mamo! — wołał w nizinnym języku. Mamo! Jestem
głodny! — Jego mamy nie było widać.
Zdjęty litością Han pogrzebał w torbie i wyjął jabłko.
Wychylił się z siodła i wyciągnął je w stronę malca.
«r Trzymaj — powiedział z uśmiechem. — Spróbuj.
Chłopiec zaczął się cofać, zasłaniając twarz rękami.
— Nie! — krzyczał przerażony. — Odejdź! — Upadł na
pupę, nie przestając wrzeszczeć jak zarzynany.
Jakaś dziewczyna z wychudzoną twarzą, po której nie
dało się poznać wieku, wyrwała jabłko z dłoni Hana i uciekła, jakby goniły ją demony. Han patrzył za nią, niczego
nie rozumiejąc.
— Zostaw, Samotny Łowco — powiedział Tancerz, używając klanowego imienia przyjaciela. — Chyba nie mieli
dobrych doświadczeń z podróżnymi na koniach. Nie możesz wszystkim pomóc.
Nie mogę nikomu pomóc, pomyślał Han.
Dotarli do zakrętu i zobaczyli fortyfikacje graniczne
w dole: zaniedbaną twierdzę i postrzępiony kamienny mur,
w którym szczeliny pozatykano żelaznymi ćwiekami i drutem kolczastym. Mur biegł w poprzek przełęczy, przez
32

Więcej na: www.ebookgigs.eu

szczyty po obu stronach, a jego środek stanowiła masywna
kamienna strażnica tworząca łuk ponad drogą. Krótka kolejka zmierzających na południe obładowanych kupieckich
wozów i wędrowców przesuwała się powoli przez bramę,
podczas gdy ruch na północ odbywał się bez przeszkód.
Wokół twierdzy jak grzyby po deszczu wyrastały swoiste
osady: nędzne przybudówki, proste chaty, namioty i kryte
brezentem wozy. Prosta zagroda otaczała kilka kulawych
koni i kościstych krów.
Przy bramie kręciły się grupy jaskrawoniebieskich postaci, niczym kępki jesiennych astrów. Niebiescy. Gwardia
Królewska. Han poczuł na plecach lodowaty dreszcz. Złe
przeczucie.
Co niebiescy tu robią?
— Rozumiem, że sprawdzają napływających uchodźców — powiedział, krzywiąc się. — Pewnie chcą wyłapać
szpiegów i renegatów. Ale po co kontrolować tych, którzy
opuszczają królestwo?
Tancerz spojrzał na niego i przygryzł dolną wargę,
t «No... wyraźnie kogoś szukają — urwał na chwilę, h
Myślisz, że gwardia zadałaby sobie tyle trudu, żeby złapać
akurat ciebie?
Han wzruszył ramionami, by tym gestem zaprzeczyć.
Gdyby był niebezpieczny, to czy nie woleliby, żeby znalazł
się poza królestwem, a nie wewnątrz?
— Wydaje się mało prawdopodobne, żeby Jej Łaskawość
Królowa zorganizowała to wszystko z powodu kilku zabitych Południarzy — powiedział. — Zwłaszcza że ostatnio
nie było już żadnych morderstw.
33

Więcej na: www.ebookgigs.eu

— Ale wpakowałeś nóż w jej Wielkiego Maga—zaznaczył
Tancerz. — Może nie żyje.
Racja. Było jeszcze to. Ale Han nie wierzył, że lord
Bayar nie żyje. Z jego doświadczenia wynikało, że źli
przeżywają, a niewinni giną. Mimo to Bayarowie mogli
przekonać królową, że warto go schwytać.
Bayarowie chcą odzyskać amulet, myślał Han. Czy ryzykowaliby tym, że przejmie go Gwardia Królewska? Podczas
tortur mogłaby wyjść na jaw historia tego przedmiotu.
Zresztą, czy Han nie powinien być po stronie królowej?
Przypomniał sobie słowa Eleny Cennestre w dniu, w którym
wyjawiono mu prawdę.
Po skończeniu nauki wrócisz tutaj i będziesz wykorzystywał zdobyte umiejętności dla dobra klanu i prawowitej linii
królowych.
Prawdopodobnie nikt nie powiedział o tym królowej
Mariannie. Pewnie starają się utrzymywać to w tajemnicy.
— Wiemy, że na pewno nie szukają ciebie — powiedział
Han, odwracając wzrok od Tancerza. — Rozdzielmy się,
tak dla pewności. Ty jedź pierwszy, a ja za tobą. — W ten
sposób mógł zapobiec ewentualnym bohaterskim działaniom przyjaciela, gdyby sam został złapany.
Tancerz zbył tę propozycję pogardliwym parsknięciem.
—Już to widzę. Nawet jeśli zasłonisz sobie włosy, to
jak tylko otworzysz usta, i tak nikt nie uwierzy, że jesteś
z klanu. Ja będę mówił. Tędy przechodzi wielu kupców.
Uda nam się. — Han zauważył jednak, że Tancerz naciągnął
cięciwę łuku i umieścił sztylet w zasięgu ręki.
34

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Han przygotował dla siebie broń, po czym wsunął włosy
pod czapkę. Powinien był znowu je zafarbować, żeby mniej
się rzucać w oczy. Do tej pory przeżycie nie wydawało się
tak bardzo istotne. Wsunął dłoń pod koszulę i dotknął amuletu. Po raz tysięczny poczuł żal, że nie potrafi go używać.
W razie kłopotów odrobina czarów mogłaby się przydać.
Nie, lepiej nie. Lepiej, żeby nikt nie wiedział, iż Bransoleciarz Alister, uliczny złodziejaszek oskarżony o morderstwo, okazał się czarownikiem.
Wolno posuwali się w stronę granicy. Wyglądało na to,
że gwardia przeprowadza dokładne kontrole.
Kiedy dotarli na początek kolejki, dwaj gwardziści
wystąpili naprzód i chwycili wodze ich wierzchowców.
Strażnik na koniu w randze sierżanta zagrodził im drogę
i z kwaśnym grymasem przyglądał się ich twarzom.
^Nazwiska?
— Tancerz Ognia i Samotny Łowca — odparł Tancerz
w mowie powszechnej. — Jesteśmy kupcami z Sosen Marisy,
w drodze do Ardenscourt.
M Kupcy? A może szpiedzy? — warknął gwardzista.
— Jacy szpiedzy? — zapytał retorycznie Tancerz. Uspokoił swojego kuca, który rzucał łbem i wywracał ślepiami
w reakcji na ton strażnika. — Kupcy nie mieszają się do
polityki. To nie służy interesom.
^ Wojna przynosi wam korzyści i wszyscy o tym wiedzą — burknął niebieski, wyrażając powszechną opinię doliniarzy o mieszkańcach klanów.^Co tam wieziecie?
— Mydło, zapachy, jedwab, wyroby skórzane, leki —wymienił Tancerz, poklepując dłonią swoje juki.
35

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Wszystko to było prawdą. Planowali dostarczyć te towary kupcowi w Ardenscourt, żeby uzyskanymi pieniędzmi
zapłacić za naukę i zakwaterowanie.
— Zobaczymy... — Gwardzista rozwiązał sakwę na pierwszym kucu i zanurzył rękę. Rozeszła się woń drzewa sandałowego i sosnowego. — Broń i amulety? — zapytał. — Jakieś
magiczne przedmioty?
Tancerz spojrzał na niego ze spokojem.
— W Ardenie nie prowadzi sie handlu magicznymi towarami — wyjaśnił. — Kult Malthusa tego zabrania. I nie
handlujemy bronią. To zbyt ryzykowne.
Sierżant wpatrywał się w ich twarze. Jedną brew wciąż
miał uniesioną. Han nie podnosił głowy.
— No nie wiem. powiedział gwardzista. — Obaj macie
niebieskie oczy. Nie wyglądacie mi na klanowców.
— Jesteśmy mieszańcami — oświadczył Tancerz. — Adoptowano nas, gdy byliśmy dziećmi.
— Raczej was porwano — rzekł sierżant. — Tak jak
następczynię tronu. Niechaj Stworzyciel ma ją w swojej
opiece.
— Co z księżniczką? — zainteresował się Tancerz. — Nic
nie słyszeliśmy.
—, Zniknęła — poinformował ich gwardzista. Wyraźnie
należał do tych, którzy lubią się dzielić złymi wiadomościami. — Niektórzy mówią, że uciekła. Ja tam sądzę, że nie
mogła uciec sama.
A więc o to chodzi, pomyślał Han, nieco podniesiony
na duchu. Te zwiększone kontrole na granicy nie miały
nic wspólnego z nim.
36

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Niebieski jednak jeszcze z nimi nie skończył. Rozejrzał
się, jakby chciał się zorientować, czy ma wsparcie, po czym
powiedział:
— Niektórzy twierdzą, że uprowadzili ją wasi. Miedzianofcy.
, — To bez sensu — odparł Tancerz. — Księżniczka Raisa
ma w sobie krew klanu po ojcu i przez trzy lata była wychowywana w kolonii Demonai.
Niebieski parsknął:
— Cóż, nie ma jej w stolicy, to pewne. Może dotrzeć
tutaj, dlatego sprawdzamy każdego, kto tędy przechodzi.
Królowa proponuje wysoką nagrodę za jej znalezienie.
T — Jak ona wygląda? — zapytał Tancerz, jakby miał ochotę
na tę wielką nagrodę.
— Też jest mieszanej krwi — powiedział niebieski. — Ale
podobno mimo to jest piękna. Drobna, z długimi ciemnymi
włosami i zielonymi oczami.
Hanowi nagle stanął przed oczyma obraz zielonookiej
Rebeki Morley, która weszła do strażnicy Południomostu
i wyciągnęła trzech członków gangu Łachmaniarzy z łapsk
Mac Gillena. Ten opis pasowałby do niej jak ulał. Tak jak
i do tysiąca innych dziewcząt.
Ponieważ jego życie rozpadło się na strzępy, Han nie
myślał o Rebece. W każdym razie niewiele.
— Dzięki, sierżancie..* — powiedział Tancerz. W tym
momencie do rozmowy wtrącił się nowy głos, ostry i zimny
jak nóż.
— Co się tam dzieje, sierżancie?! Co to za zwłoka?
Han podniósł głowę i ujrzał dziewczynę mniej więcej

Więcej na: www.ebookgigs.eu

w jego wieku, przepychającą swego konia przez tłum wędrowców stłoczonych przy bramie, jakby zupełnie nie
zważała na to, czy kogoś stratuje.
Nie mógł oderwać od niej wzroku. Nie przypominała
żadnej innej dziewczyny, jaką kiedykolwiek widział. Jej
platynowe włosy były zebrane w długi warkocz sięgający talii, pośrodku którego przez całą długość ciągnął się
czerwony kosmyk. Jej brwi i rzęsy miały barwę pyłków
bawełny, oczy były blade, jasnoniebieskie, jak niebo po
deszczu. Otaczała ją świetlna aura — świadectwo nieodprowadzonej mocy.
Jechała na nizinnym ogierze tak samo czystej krwi jak
ona sama. Prężyła się w siodle, jak gdyby chciała rozciągnąć
swoją i tak rosłą sylwetkę. Kanciaste rysy twarzy wydały się
Hanowi znajome. Nie była to piękna twarz, ale z pewnością
zapadała w pamięć. Zwłaszcza gdy widniał na niej grymas
niezadowolenia. Jak teraz.
Jej krótki żakiet i rozcięta spódnica do jazdy konnej
były wykonane z dobrych materiałów, obszyte skórą. Stuła
czarowników, którą miała na ramionach, była ozdobiona
symbolem sokoła z małym ptakiem w szponach, a z jej szyi
zwisał lśniący amulet na ciężkim złotym łańcuchu.
Han zadrżał, jego ciało zareagowało szybciej niż mózg.
Ależ ten herb należy do...
— Oj... prze... przepraszam, lady Bayar — wyjąkał sierżant. Choć powietrze było chłodne, na jego czoło wystąpiły
krople potu. — Ja tylko... kontrolowałem tych kupców. Dla
pewności, pani.
Bayar. Micah Bayar. To jego przypominała Hanowi ta
38

Więcej na: www.ebookgigs.eu

fajlilewczyna. Widział syna Wielkiego Maga tylko jeden raz,
pUtfedy, kiedy odebrał mu amulet, który odmienił całe jego
lyt lr. Kim ona jest dla Micaha? Wygląda na jego rówieśtii< zkę. Siostra? Kuzynka?
B m Złap za amulet - szepnął Tancerz do Hana, wsuwając
dłntł pod własną kurtkę ze skóry jelenia. — To wyciągnie
moc i może nie zauważą twojej aury.
Han skinął głową i chwycił za wężowy amulet ukryty
pod koszulą.
Szukamy dziewczyny, idioto — zrugała go lady Bayar
ł spojrzała przelotnie na Hana i Tancerza. — Śniadej, karłowatej dziewczyny. Po co tracić czas na tych dwóch miedzianolicych? — dodała, używając nizinnego określenia
mieszkańców klanów.
Dwaj strażnicy natychmiast puścili konie Hana i Tancerza.
— Fiono, uważaj, co mówisz. — Za plecami lady Bayar
zjawił się inny czarownik, starszy pulchny chłopak z włosami koloru słomy. Na jego stule widniał herb ostu.
Eta# Co?—Fiona spojrzała na niego ze złością. Jej spojrzenie
sprawiło, że skulił się jak szczeniak.
Albo ma do niej słabość, albo się jej boi, pomyślał Han.
A może i jedno, i drugie.
— Fiono, proszę... — Młody czarownik odchrząknął. —
Nie powiedziałbym, że księżniczka Kaisa jest karłowata.
Właściwie jest dość.
— Nie jest karłowata? No to jaka?—przerwała mu Fiona—
Lilipucia, konusowata, nikczemnej postury?
—■ No... ja...
39

Więcej na: www.ebookgigs.eu

r* I jest śniada, może nie? Właściwie to prawie ciemnoskóra przez tę jej zmieszaną krew. Przyznaj, Wil, że
jest... — Fiona widocznie nie znosiła, gdy ją poprawiano.
Han starał się nie okazywać zdumienia. Nie był fanem
królowej ani jej dynastii, ale nie spodziewał się usłyszeć
czegoś takiego z ust któregoś z Bayarów.
Fiona uniosła wzrok ku niebu.
•'- Nie wiem, co mój brat w niej widzi. Ty chyba jesteś
bardziej krytycznym sędzią. — Uśmiechnęła się do Wiła
czarująco i Han zrozumiał, czemu ten czarownik był nią
tak urzeczony.
Wil oblał się rumieńcem.
-Ja tylko myślę, że powinniśmy okazywać szacunek —
szepnął, nachylając się ku niej tak, by sierżant go nie słyszał. —Jest następczynią tronu Szarych Wilków.
Tancerz spiął konia, licząc na to, że uda mu się odjechać,
gdy miotacze uroków będą rozwiązywać własne spory. Han
ścisnął Łacha kolanami i ruszył za przyjacielem. Głowę miał
opuszczoną, twarz odwróconą od czarowników. Minęli
zaklinaczy, wjechali w bramę, już prawie przejechali, gdy...

Hej, wy tam! Stać!
To była Fiona Bayar. Han zaklął pod nosem, przybrał
obojętny wyraz twarzy i obrócił się w siodle, by zobaczyć,
że ona się w niego uważnie wpatruje.
M Spójrz na mnie, chłopcze! — rozkazała.
Han podniósł wzrok i spojrzał prosto w jej porcelanowe niebieskie oczy. Amulet zasyczał pod jego palcami,
a wtedy jakiś diabelski duch podkusił go, by unieść podbródek i rzec:
40
1

Więcej na: www.ebookgigs.eu

' — Nie jestem chłopcem, lady Bayar. Już nie.
li Fiona osłupiała. Siedziała nieruchomo, wpatrując się
w niego, z wodzami w jednej dłoni. Jej długa szyja zadrżała
przy przełykaniu śliny.
— Owszem - powiedziała, po czym oblizała wargę.—Nie
jesteś chłopcem. I nie wyglądasz też na miedzianolicego.
Wil zbliżył się do niej i dotknął jej ręki, jakby próbował
zwrócić na siebie uwagę.
— Znasz tego... kupca, Fiono? — zapytał głosem pełnym
pogardy.
Ona jednak nie odrywała wzroku od Hana.
■r — Jesteś ubrany jak kupiec — szeptała jakby sama do siebie. - Masz strój miedzianolicych, ale wokół ciebie unosi się
aura! — Popatrzyła na własne połyskujące dłonie, a potem
na niego. — Krew i kości, ależ ty masz auręl
Han spojrzał w dół na siebie i ku swemu zdumieniu zobaczył, że płonąca w nim magia jest nad wyraz widoczna,
nawet w popołudniowym słońcu. W każdym razie błyszczał silniej niż zwykle, moc połyskiwała pod jego skórą
niczym światło słońca na wodzie.
Przecież amulet miał to niwelować, przechwytywać.
Może w trudnych chwilach Han wydzielał więcej magii,
niż ten przedmiot był w stanie przyjąć?
— To nic — powiedział szybko Tancerz. — To od handlowania czaromiotami na targu. Po jakimś czasie to znika.
Han spojrzał na przyjaciela z podziwem. Miał talent do
„nawijania”, jak by powiedzieli w Łachmantargu.
Tancerz chwycił za wodze Łacha, próbując pociągnąć
go za sobą.
4i

Więcej na: www.ebookgigs.eu

— A teraz, chociaż bardzo byśmy chcieli odpowiedzieć na
wszystkie pytania miotaczy uroków, to musimy się śpieszyć,
jeśli nie chcemy, żeby nas noc zastała w lesie.
Fiona nie zwracała na niego uwagi. Wciąż wpatrywała
się w Hana. Oczy miała zmrużone, głowę przekrzywioną.
Zaczerpnęła tchu i wyprostowała się w siodle.
&§ Zdejmij czapkę! ;Mrozkazała.
—Jesteśmy poddanymi królowej, miotaczko uroków,
a nie twoimi — odparł Tancerzu No chodź, Samotny
Łowco - mruknął gniewnie.
Han nie spuszczał wzroku z Fiony, a ręki z amuletu.
Czuł ciarki na skórze, gdy magia i nieposłuszeństwo buzowały w nim niczym alkohol. Pomału wolną ręką złapał czapkę i ściągnął ją, po czym potrząsnął głową. Wiatr
hulający w Przełęczy Sosen Marisy rozwiewał mu włosy,
odsłaniając czoło.
c- Przekaż wiadomość lordowi Bayarowi! — krzyknął, tNiech mi nie wchodzi w drogę, bo zniszczę całą waszą
rodzinę!
Fiona nie przestawała się w niego wpatrywać. Przez
chwilę wydawało się, że nie może wydobyć z siebie słowa.
W końcu przemówiła chrapliwym głosem:
-r Alister. Ty jesteś Bransoleciarz Alister. Ale... jesteś
czarownikiem. To niemożliwe!
— A kuku! — zawołał Han. Stanął w strzemionach, z amuletem w jednej ręce i z drugą ręką wyciągniętą przed siebie. Jego palce zacisnęły się na wisiorze na piersiach, jakby
kierowały się własną wolą, i z jego ust wydobyły się słowa
zaklęcia.
42

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Wf rm droga się wybrzuszyła i zaczęła przybierać kształt
k. ilrifastej ściany oddzielającej Hana i Tancerza odpozostaI ydiezarowników. W jednej chwili wysokość tej przegrody
iifgnęła jeźdźcom do piersi.
I łan, zaskoczony, puścił amulet i otarł dłonie o nogawki,
Jakby chciał się w ten sposób pozbyć magii. Przez chwilę kręciło mu się w głowie, po czym odzyskał trzeźwość umysłu.
Spojrzał na Tancerza, który wpatrywał się w niego takim
wzrokiem, jak gdyby nie wierzył własnym oczom i uszom.
I Fiona odzyskała głos.
- To on! To Bransoleciarz Alister! - krzyknęła. - Próbował zabić Wielkiego Maga! Łapać go!
Nikt się nie poruszył. Kolczasty żywopłot rósł, wyciągając gałęzie ku niebu. Niebiescy rozdziawili usta na widok
kupca, który okazał się zabójcą, zdolnym do wznoszenia
żywopłotów w powietrzu.
Tancerz zamachnął się ramieniem, rozsiewając płomienie
we wszystkich kierunkach. Żywopłot zaczął dymić i po
chwili zapłonął. Łach stanął dęba, próbując zrzucić z siebie
jeźdźca. Strażnicy padli na ziemię, zakryli głowy i jęczeli
przerażeni.
Han ścisnął boki Łacha piętami, tak że wystraszony kuc
rzucił się w bramę. Za nimi podążał Tancerz z rozwianymi
włosami, leżąc płasko na koniu. Podróżni rozstępowali się
przed nimi, uskakiwali do rowów po obu stronach drogi. Han
słyszał dobiegające z tyłu krzyki rozkazów i dźwięk trąbek.
Zaraz potem rozległ się szum wystrzałów z kusz — to
żołnierze strzelali na oślep ponad strażnicą. Han przywarł
głową do szyi Łacha, by trudniej było weń trafić.
43

Więcej na: www.ebookgigs.eu

— Brać go żywcem, idioci! — krzyknęła Fiona. — Mój
ojciec chce go żywego! — Po tej komendzie grad strzał
ustał, co miało niemałe znaczenie, gdyż droga od granicy
do Delphi była szeroka i lekko opadała w dół. Kiedy ich
prześladowcy pokonają żywopłot, Han i Tancerz staną się
łatwymi celami.
Han obejrzał się za siebie akurat w chwili, gdy Fiona
przepaliła postrzępiony otwór w płonącej przeszkodzie.
Przez tę szczelinę najpierw przedarli się oboje czarownicy,
a za nimi drużyna wystraszonych strażników na koniach.
Niebiescy najwyraźniej nie mieli ochoty zetknąć się z kimś,
kto potrafi stwarzać płomienie i kolce.
— Gonią nas! - krzyknął Han, poganiając Łacha.
— Chyba chcą ci pokrzyżować szyki! — odkrzyknął
Tancerz.
Han wiedział, że później Tancerz będzie miał jeszcze
wiele do powiedzenia. O ile będzie jakieś później.
Goniący ich czarownicy byli coraz bliżej. W końcu ich
dopadną, bo droga jest szeroka, a ich długonogie rumaki są
szybsze od górskich kuców. Nie było możliwości, by Han
i Tancerz mogli wygrać z dwoma wyszkolonymi czarownikami. Nie wspominając o dziesięciu niebieskich.
Co cię napadło, Alisterze? zastanawiał się Han. Miał różne
wady, ale nie było wśród nich głupoty. Konfrontacja
z Fioną Bayar mogła być kusząca, ale nigdy nie wciągnąłby
Tancerza w potyczkę, w której był na straconej pozycji.
Przypomniał sobie to uczucie, gdy magia krążyła w nim
jak alkohol. I takjak mocny trunek uderzyła mu do głowy.
Prawdopodobnie dlatego nie wiedział, co robi. Zacisnął
44

Więcej na: www.ebookgigs.eu

palce na wodzach i powstrzymał się przed ponownym
chwyceniem za amulet.
— Musimy zjechać z drogi! — krzyknął i poczuł w ustach
kurz spod kopyt. — Możemy tu gdzieś odbić?
— Skąd mam wiedzieć?-odparł Tancerz. Spojrzał przed
siebie pod zachodzące słonce i zmrużył oczy. — Dawno
tu nie byłem. — Przebyli kolejny odcinek drogi i Tancerz
zawołał: - Wiesz co Jest takie miejsce, gdzie możemy ich
zgubić!
Droga do Delphi biegła wzdłuż strumienia w tej samej
dolinie, którą wyżłobiła woda płynąca z Gór Duchów na
południe. Tancerz spojrzał w lewo, szukając punktu odniesienia. Han podjechał bliżej, starając się nie zwalniać.
— Gdzieś tutaj strumień Kanwa skręca na zachód, a droga
biegnie dalej na południe—powiedział Tancerz.—Możemy
odbić wzdłuż strumienia i może uda się ich zgubić. To
wąski kanion, skalisty i stromy. Dobry dla naszych kuców,
a nie dla nizinnych koni. Wypatruj skały w kształcie śpiącego niedźwiedzia.
Nie mogli się doczekać tego skrętu. Gdy odgłosy pościgu
stały się wyraźniejsze, Han obrócił głowę i zauważył, że
czarownicy są już zaledwie o trzy czy cztery długości koni
za nimi. Fiona stanęła w strzemionach i puściła wodze. Jedną
rękę odrzuciła w bok, a drugą chwyciła coś wiszącego na szyi.
W kierunku Tancerza wystrzelił snop płomieni. Gdyby
siedziała na koniu, może by go trafiła. Z tej pozycji jej strzał
tylko musnął Zbója w bok. Kuc zarżał i skręcił w lewo,
gdzie zderzył się z Łachem, tak że wszyscy omal nie wypadli z drogi.
45

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Han z trudem zapanował nad swoim wierzchowcem,
a Tancerz przyciągnął łeb Zbója do poprzedniej pozycji.
Komunikat był jasny: Fiona Bayar chce Hana żywego,
ale Tancerz jest dla niej zwierzyną łowną.
Han wyciągnął nóż, spodziewając się, że pogoń będzie
tuż za nimi. Kiedy się obejrzał, ze zdumieniem zobaczył,
że Fiona i Wil zostają w tyle, z trudem próbując opanować parskające i szarpiące się konie. Niebiescy, bojąc
się narażać na spotkanie z czarownikami, tłoczyli się za
nimi. Wydawało się, że rasowe rumaki czarowników nie
były przyzwyczajone do noszenia jeźdźców atakujących
płomieniami.
—Jest! -'- Tancerz wskazał miejsce, gdzie w drogę wrzynał się granitowy głaz, zwężający szlak po lewej. Istotnie
przypominał śpiącego niedźwiedzia, którego głowa spoczywa na dwóch ogromnych łapach. Zbój szarpnął naprzód,
jakby uznał, że znajdzie tam schronienie, a Han na Łachu
podążył za nim. Gwardziści i miotacze uroków widocznie
już się pozbierali, bo Han znowu usłyszał tętent ścigających
ich koni.
Uciekinierzy skryli się za wystającą skałą, chwilowo
osłaniającą ich przed wzrokiem prześladowców. Dalej teren
opadał, a stok miał formę stromych skalnych tarasów. Strumień Kanwa spływał szeregiem wodospadów po gołych
kamiennych ścianach, aż niknął z widoku. Ryk opadającej
wody niósł się echem po kanionie.
— Chcesz zejść na dół tędy? — Han rozglądał się za inną
drogą. Łach był jego pierwszym koniem i nie chciał go
okaleczyć w pierwszym tygodniu wyprawy. Nie mówiąc
46

Więcej na: www.ebookgigs.eu

już o tym, że mogli się potknąć i runąć w przepaść głowami
w dół.
Tancerz ponaglił konia do zejścia pierwszą wyboistą
ścieżką.
— Byłem tu już. Wolę zaryzykować wędrówkę kanionem
Kanwy niż spotkanie z lady Bayar.
— W porządku — odparł Han. — Jedz przodem, bo ty możesz poruszać się szybciej. Ja cię dogonię. — Han rozumował,
że Fiona będzie mniej chętna do strzelania płomieniami,
jeżeli to on będzie z tyłu.
Na ich korzyść działało to, że nikt nie wybrałby tej
trasy, mając inną możliwość. Zwłaszcza na nizinnych
koniach.
Tancerz i Zbój zniknęli za zakrętem na stoku kanionu.
Schodzili niebezpiecznie szybko — byli razem już od dwóch
lat. Han przyłożył głowę do szyi Łacha i pozwolił mu iść
za Zbójem własnym tempem. Chciałby zniknąć z pola
widzenia, zanim czarownicy miną skałę Śpiącego Niedźwiedzia i zaczną miotać w nich płomieniami z góry, ale
nie poganiał konia.
Łach pewnie stawiał nogi na zboczu stromego wąwozu,
strącając kopytami w przepaść drobne kamienie. Przerażony kuc trzymał się tak blisko skalnej ściany, że siedzący
na nim Han lewą nogą ocierał się o kamień, przez co zdzierał nogawkę wraz z naskórkiem.
Kiedy dotarli do poziomu strumienia, koń minął kilka
wodospadów, po czym rzucił się z entuzjazmem przez
wodę za Tancerzem, pragnąc wyprzedzić rywala.
Han spojrzał za siebie w górę. Wysoko nad nimi,
47

Więcej na: www.ebookgigs.eu

u szczytu wąwozu zobaczył dwoje jeźdźców otoczonych
czarodziejską aurą na tle jaśniejszego nieba.
Powodzenia, Wil, pomyślał i spiął konia.
Pokonali jeszcze kilka takich stromych zejść, posuwając
się po skalnych półkach tak wąskich, że Han miał wrażenie, iż stąpają w powietrzu. Nie patrz w dół, myślał,
wpatrując się w ścieżkę przed sobą. Posuwali się okropnie wolno w porównaniu z tym, co mogliby zdziałać na
prostej drodze.
Han często się oglądał, ale nie słyszał ani nie widział
śladów pościgu. Po kilku godzinach zatrzymali się na łące,
by napoić wyczerpane konie. Słońce zaszło za wysokimi
szczytami, mrok pod drzewami gęstniał i znowu robiło
się chłodno, mimo iż byli na mniejszej wysokości. Podróż
tym szlakiem w ciemnościach nie wydawała się dobrym
pomysłem.
Nie musieli się śpieszyć. Przekroczyli granicę i przynajmniej na razie zgubili pościg.
Han położył się na ziemi i dłońmi zaczerpnął ze strumienia wody do picia. Była czysta i zaskakująco zimna.
w Co ci strzeliło do głowy?! — wybuchnął Tancerz, kucając obok niego, by napełnić manierkę. — Byliśmy już tak
blisko, a ty musiałeś to zniszczyć. Spokojne przejście przez
granicę byłoby mało ekscytujące, tak?
Han otarł usta rękawem i usiadł na piętach.
Nie wiem, czemu to zrobiłem. Nie umiem tego wyjaśnić.
— Nie mogłeś się powstrzymać? — Tancerz zakorkował
manierkę i ochlapywał sobie twarz.
48

Więcej na: www.ebookgigs.eu

— Poczułem... jakby z amuletu wydostała się cała zgromadzona moc — wyjaśnił Han. — Nie wiem, czy coś jest źle
z magią, którą tam wprowadziłem, czy to dlatego, że nie
wiem, co robię.
Opętany przez demona, mawiała jego matka. Może
miała rację.
Zwykle tak beztroski Tancerz jeszcze nie skończył.
W zasadzie dopiero zaczynał.
Nie mogłeś trzymać języka za zębami?! Od tej chwili
będę cię nazywał Jaśniejąca Głowa. Albo Gaduła.
— Przepraszam... — Han westchnął. Nie miał nic więcej do powiedzenia. Nie mógł mieć pretensji do Tancerza
o to, że się złości. To był niepotrzebny, lekkomyślny popis.
Tancerz nie znał go od tej strony. On sam czuł się, jakby
cofnął się do tych czasów, gdy jako herszt Łachmaniarzy
zmierzał ku zatraceniu.
-H Gdzie się nauczyłeś rzucać zaklęcia? — ciągnął Tancerz. — Mówiłeś, że nie masz pojęcia o magii. Jeszcze dwa
tygodnie temu nie wiedziałeś, że jesteś czarownikiem. To
ja próbowałem cię nauczyć tego, co sam umiem, a tu nagle
ty wznosisz taki żywopłot. Może to ty powinieneś mnie
uczyć?
— Nie wiem, jak to zrobiłem — wyznał Han. — To się jakoś samo stało. — Tancerz pomyślał, że Han ukrywał przed
nim swoje umiejętności, że nie chciał podzielić się z nim
swoją wiedzą. Przyjaciel milczał, więc Han dorzucił: — Nie
wiedziałem, że umiesz miotać płomieniami...
Bo nie umiem—przyznał Tancerz takim tonem, jakby
zdradzał wielki sekret. — To się samo dzieje, kiedy jestem
49

Więcej na: www.ebookgigs.eu

śmiertelnie przerażony. — Wstał i otrzepał nogawki, po
czym odszedł, by zająć się końmi.
Han wyjął swój amulet spod ubrania i obracał go w palcach, szukając jakichś wskazówek. Musi się nauczyć tym
posługiwać. W przeciwnym razie nie ma pewności, że
sytuacja się nie powtórzy.
Teraz Bayarowie wiedzą już, że jest czarownikiem i że
udaje się na Południe. Dobrze, że nawet nie przypuszczają,
jakie ma zamiary ani dokąd zmierza. Spodobała mu się myśl,
że Bayarowie będą się zastanawiać, gdzie się pojawi i czego
można się po nim spodziewać.

Więcej na: www.ebookgigs.eu

ROZDZIAŁ TRZECI
Jesienne moczary
Raisa drżała z zimna, więc owinęła się szczelniej wełnianą
peleryną. Nasączona deszczem i pokryta warstewką lodu,
była dużo cięższa niż normalnie. Księżniczka przysunęła się
do ognia i wyciągnęła zziębnięte dłonie. Z mokrej tkaniny
buchnęła para.
Może gdyby weszła w te płomienie, poczułaby ciepło.
Na razie śmierdziała jak zmokła owca pieczona nad ogniskiem.
Tydzień zajęło im przeprawienie się przez góry z kolonii
Demonai do Zachodniej Ściany. Tydzień chłodu i wczesnojesiennych opadów śniegu, tulenia się do siebie w namiotach, gdy na zewnątrz wył wiatr. Raisa założyła, że pogoda
się poprawi, gdy będą schodzić w stronę Oceanu Cichego
na zachodzie, którego nigdy nie widziała.
Pomyliła się. Wcześniejsze śniegi zamieniły się w błoto,
przyszły też mroźne burze i deszcze utrudniające podróż.
Już od tygodnia obozowali w tym miejscu gdzieś pośrodku
pustkowia. Rozbili namioty w małym ślepym wąwozie,
który ich osłaniał przed najsilniejszym wiatrem, i czekali
na poprawę pogody.
5i

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Łatwiej byłoby wędrować Doliną Dyrny, biegnącą przez
Góry Duchów od Fellsmarchu dó Ściany Zachodniej, lecz
na tej łatwej drodze istniało zbyt duże ryzyko, że zostaną
schwytani.
— Lady Rebeko?
Dopiero po chwili Raisa zorientowała się, że chodzi
0 nią. Podniosła głowę i zobaczyła nad sobą Hallie Talbot
z kubkiem gorącej herbaty.
-- Zwracaj się do mnie Morley — powiedziała Raisa odruchowo, biorąc od niej herbatę. Upiła gorący łyk. Nie
powinna pozwolić, by Hallie ją obsługiwała, ale odmowa
wymagała więcej determinacji, niż Raisa potrafiła z siebie
wykrzesać.
Rebeka Morley to przezwisko, pod którym ukrywała
się Raisa, następczyni tronu Felis. Zgraja Szarych Wilków
była przekonana, że jest ona córką drobnego szlachcica
zmierzającą do akademii wojskowej w Odens Ford. Nikt
poza Amonem Byrne em nie znał jej prawdziwej tożsamości.
Wcześniej Raisa poprosiła Hallie, by ścięła jej włosy. Kadetka spełniła prośbę, używając do tego noża. Jej umiejętności fryzjerskie pozostawiały wiele do życzenia. Rezultatem
była postrzępiona fryzura sięgająca Raisie ucha z jednej
strony i podbródka z drugiej.
Włosy zawsze były dla księżniczki powodem do dumy—
długie i gęste, opadające obfitymi falami do pasa. To był
jej największy atut, jeśli chodzi o wygląd. Zamknęła oczy
1 wyciągnęła szyję, wspominając, jak Magret czesała ją
szczotką z włosia dzika.
52

Więcej na: www.ebookgigs.eu

— Byłoby ci cieplej i bardziej sucho w namiocie, Morley —
powiedziała Hallie, ponownie zakłócając jej myśli. Tutaj
zamarzniesz.
Raisa powstrzymała się od ostrej riposty. W obozie
miało się wrażenie, że wszyscy się o siebie potykają. Każda
czynność stawała się wielkim przedsięwzięciem — od rozpalenia ognia po toaletę. Nuda i ciągła bliskość towarzyszy podróży sprawiały, że wszyscy chodzili naburmuszeni.
W każdym razie Raisa okazywała niezadowolenie. Pozostali przyjmowali to ze spokojem.
—Jeżeli jeszcze trochę będę się wpatrywać w cztery ściany namiotu, to oszaleję — mruknęła Raisa.
Na początku była w namiocie z Amonem, Mickiem Brickerem i Talią Abbott. Na każdy namiot przypadało po troje, a Raisa jako dodatkowy członek wyprawy była czwarta.
To naturalny sposób podziału drużyny liczącej dziewięć
osób plus jedną. Było im ciasno, ale przytulnie.
Pewnego razu obudziła się w środku nocy wtulona
w Amona, z jedną ręką na jego piersiach i z nosem wciśniętym w jego wełnianą bieliznę. Jako dzieci sypiali tak
setki razy.
Tym razem było inaczej. Gdy Raisa się przebudziła, natychmiast rozpoznała ten znajomy zapach, poczuła bicie
serca pod ręką, jego naprężone ciało. Amon leżał na wznak,
nieruchomo jak głaz, jak gdyby była żmiją, która może
go zaatakować, gdyby się poruszył. Był dosunięty do samej ściany namiotu, oczy miał szeroko otwarte, dłonie
zaciśnięte, po jego czole spływały krople potu. Oddychał
szybko i płytko, jakby odczuwał ból.
53

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Gdy się zorientował, że ona nie śpi, wyplątał się z jej
objęć i wyszedł z namiotu.
Po tym zdarzeniu wymienił Micka na Hallie i sam przeniósł się do innego namiotu, pozostawiając trzy dziewczęta
w jednej grupie.
Przecież nie wepchnęła się na niego celowo. Nie napastowała go.
Był niekonsekwentny. Z jednej strony nalegał, żeby zachowywała się jak każdy żołnierz, a z drugiej traktował ją
w szczególny sposób. Nigdy nie wysyłał jej na patrol i nie
kazał jej stać samotnie na warcie. Mówił pozostałym, że to
dlatego, iż ona jest dopiero na pierwszym roku, a oni mają
więcej doświadczenia. Stał się najgorszym typem tyrana.
Jedzenia im nie brakowało, ale nie było to nic dobrego —
tylko suchary, suszone mięso niewiadomego pochodzenia,
ser pleśniejący od wilgoci. Orzechy i suszone owoce nie
były złe, ale Raisa nie była w stanie przełknąć nic więcej.
W południe, jeśli nie skończyła swojej porcji, Amon zmuszał ją dojedzenia.
— Chudniesz, Morley. Tutaj, w górach, ciało musi mieć
warstwę izolacyjną. Kiedy wyruszymy, będziesz potrzebowała sił. Nie chcę, żebyś zemdlała z głodu. Nikt nie będzie
cię niósł, choćbyś nawet nic nie ważyła. — I dalej w tym
tonie.
I co z tego, że traci na wadze? Każdy by schudł w tych
okolicznościach.
Co rano ćwiczyli. Maszerowali po dużym okręgu wokół
obozowiska niezależnie od pogody. Codziennie Amon
przydzielał Raisie kogoś, kto uczył ją szermierki, pracował
54

Więcej na: www.ebookgigs.eu

nad jej postawą, wytrzymałością, kondycją. Ćwiczyli z nią
wszyscy po kolei, z wyjątkiem Amona Byrnea. Prawdopodobnie wiedział, jak byliby niedopasowani.
Mimo wszystko te walki zawsze były upokarzające.
I wyczerpujące. Wszyscy z Wilczej Zgrai sięgali mieczem
dalej niż ona. Potrafili stać w bezpiecznym miejscu i bez
trudu ją dźgnąć w bok, smagnąć ostrzem, zmuszając do
ciągłego ruchu. Czuła się, jakby znęcało się nad nią ośmioro
młodszego rodzeństwa.
Jeśli masz zostać kadetką — mawiał Amon — licz się
z tym, że będziesz walczyła z ludźmi, którzy fechtują
odkąd wzięli pierwszy kij do ręki. ** Z takimi jak Amon,
który zawsze wiedział, że zostanie żołnierzem jak jego
ojciec.
Może chciał zmusić ją do ciężkiej pracy, żeby ją zmęczyć
i nakłonić do rezygnacji z ukrywania się wśród kadetów
w Wien House. Według niego powinna pozostać na terenie
świątynnym i wraz z alumnkami zajmować się ogrodnictwem, czytaniem, zielarstwem i szyciem.
Tak byłaby dużo mniej narażona na to, że rozpoznają ją
studenci z własnego miasta. Niewielu z Felis chodziło do
Szkoły Świątynnej w Oden’s Ford. Mieli lepsze uczelnie
bliżej domu.
Raisa zdawała sobie sprawę, że obcowanie z innymi studentami jest niebezpieczne, ale chciała zaryzykować. Spędziła już wystarczająco dużo czasu w klasztorze. Na słodką
Hanaleę w łańcuchach, miała tego dość.
Hallie stała na warcie. Talia Abbott była na patrolu —
wypatrywała niebezpieczeństw w promieniu kilku
55

Więcej na: www.ebookgigs.eu

kilometrów. Reszta ukryła się w pozostałych dwóch namiotach. Z wyjątkiem Amona, który jak zwykle gdzieś
zniknął.
Amon używał nazwiska Morley niczym kija, którym
utrzymywał ją od siebie na odległość. Jakby chciał pogrzebać wspomnienia ze wspólnego dzieciństwa, kiedy
rozumieli się bez słów i wykorzystywali swoje zdolności
i możliwości do tego, by się wspierać i chronić wzajemnie.
Tamten młodszy Amon uczył ją życia w prawdziwym,
brutalnym świecie poza królewskim dworem. Uczył ją
tego wszystkiego, o czym zapominała matka — jazdy
konnej, łucznictwa i niebezpiecznej gry w piłkę na koniu. Nauczył ją też gier karczmarcznych: w kości i karby, rzutki, karty.
Amon był tym przewodnikiem, który przekazywał
jej wszystko, czego sam nauczył się od ojca, starszych
kuzynów i na ulicach Fellsmarchu. Bili się drewnianymi
mieczami. Pokazał jej, jak rzucać nożem i ostrzyć sztylet.
Kiedy miała dwanaście lat, nauczył ją rozbrajać przeciwnika w bójce ulicznej zaraz po tym, jak sam opanował tę
umiejętność.
Raisa wzbogacała te dziecięce rozrywki własnymi talentami. Ludzie w naturalny sposób ulegali wpływowi jej
pochodzenia, przypisując jej władzę, którą niekoniecznie
posiadała. Gdy chciała coś uzyskać, zawsze jej się udawało.
Oczywiście, że możemy jeździć bez opieki, mówiła stajennemu z przekonaniem. Proszę osiodłać Diablika i Groma. Tak, te dwa. Tak, królowa się zgadza. Chcecie zawracać
jej głowę?
56

Więcej na: www.ebookgigs.eu

Oczywiście, że Amon został zaproszony... Ma pozwolenie na poczęstowanie się, na wejście do spiżarni... Może
sobie wybrać bron z królewskiej zbrojowni... Może jechać
na dowolnym koniu...
Aż dziw, że dożyli do swoich świąt imienia. Ale dobrze
się bawili.
Nagle Amon skończył trzynaście lat — wiek, w którym
kandydaci na wojowników otrzymują imię i są odsyłani
do Wien House, akademii wojskowej w Odens Ford.
Raisa trafiła do kolonii Demonai, gdzie rodzina ojca
przysposabiała ją do życia. Nie widzieli się przez ponad
trzy lata.
Amon wrócił do Fellsmarchu, gdy miał siedemnaście
lat, wysoki, szczupły i przystojny — intrygujące połączenie
bywałego w świecie żołnierza i bliskiego przyjaciela. Teraz
Raisa zapragnęła, by uczył ją całkiem innych rzeczy albo
by uczył się ich wraz z nią, ale on nie okazywał ku temu
chęci. Kilka wymuszonych pocałunków — to wszystko, co
ich łączyło. Z początku nawet wydawał się zainteresowany,
lecz teraz...
I tak nie mieli szans, by się pobrać. Jej matka dała jej jasno
do zrozumienia, że nie pochwala mezaliansu z oficerem
gwardii. Czy dlatego wydawał się Raisie taki intrygujący?
Czy też dlatego, że jest przyzwyczajona zawsze dostawać
to, czego chce?
Nie, nie chodziło o to. Groźba niechcianego małżeństwa
z czarownikiem stała się przyczyną jej ucieczki. To małżeństwo byłoby niezgodne z Nsemingiem — porozumieniem, które położyło kres wojnom czarowników z klanami.
57


Related documents


2 wygnana krolowa
obecne nie czeka o na fakt1795
milan kundera niezno na lekko bytu
sekcja duszy 1 2
rozdzia 4 uczta
fantastyczny turek


Related keywords