PDF Archive

Easily share your PDF documents with your contacts, on the Web and Social Networks.

Share a file Manage my documents Convert Recover PDF Search Help Contact



#4 .pdf



Original filename: #4.pdf
Author: zet

This PDF 1.5 document has been generated by Microsoft® Word 2013, and has been sent on pdf-archive.com on 19/07/2013 at 17:51, from IP address 78.8.x.x. The current document download page has been viewed 868 times.
File size: 63 KB (4 pages).
Privacy: public file




Download original PDF file









Document preview


Powoli zapadał zmierzch. Drzewa rzucające coraz dłuższe cienie ratowały
go przed palącym słońcem. Pod osłoną nocy Maks będzie mógł w pełni
wykorzystać swoje doświadczenie i sprzęt, chociaż to co widział nie
wróżyło nic dobrego. Z każdym dniem uczucie strachu i przerażenia
potęgowało się zamiast opadać. Uciekał już trzeci dzień i ciągle nie mógł
uwierzyć w to co zobaczył, a jednak wie, że się nie pomylił. To nie mogły
być jakieś halucynacje z niedożywienia. – myślał intensywnie. Nie było
jednak żadnego wyjaśnienia, a ucieczka wydawała się najlepszym
wyborem. Był normalnym facetem, miał fajnych znajomych, pracę na
stanowisku kontrolera lotów – z tej okazji wszczepił sobie bardzo fajny
model wizora NOKO3, pozwalający na widzenie w każdym paśmie światła.
Mnóstwo przyjaciółek, wygodne życie… I wtedy zdarzył się ten cholerny
dzień… wieczór którego nie zapomni do końca życia.
Nagły trzask przerwał jazgot w jego głowie. Skoncentrował się i
rozejrzał szybko dookoła. Przy tym świetle nie miał dużych szans. Muszę
się gdzieś ukryć i przeczekać do nocy – pomyślał. Ruszył przed siebie
wybierając trasę tak aby ciągle przedzierać się przez gęste i wysokie
krzaki. Wiedział, że w ten sposób zostawia po sobie sporo śladów jednak
liczył na zniechęcenie przeciwnika i chciał jak najszybciej zniknąć z pola
widzenia. Starał się machać jak najwięcej rękoma aby połamać jak
najwięcej gałązek. Potem skurczony, z nosem przy ziemi przedzierał się w
inne miejsce aby powtórzyć swoje działanie. Tylko w ten sposób będzie
mógł bezpiecznie wybrać kierunek ucieczki i zacząć myśleć o zacieraniu
śladów. Dobrze, że w ogóle o tym pomyślał. Wszystko dzięki osobie, która
przypadkowo zostawiła najnowszy numer Skupśe na siedzeniu
podmiejskiego pociągu. Maks jechał akurat do matki kiedy jego uwagę
przykuła okładka magazynu. Na tle lasu stali ludzie w mundurach ze
śmiesznymi długimi rurami, zupełnie jak te podwójne paluszki, które tak
uwielbiał. I ten tytuł: „Jak przeżyć w lesie?” Widział las w telewizji, sam
nigdy nie opuścił miasta, zresztą i tak nie byłoby go stać. Podobno było
tam bardzo niebezpiecznie, a zarazem cudownie. Bogaci ludzie, którzy
mogli pozwolić sobie na kilkudniowe wypady mówili o lasach pełnych
żywych zwierząt, ogromnych zbiornikach wodnych, i zielonych pachnących
łąkach od których kręciło się w głowie. Ciężko mu było sobie to wyobrazić.
Podróż była długa więc przeczytał magazyn od deski do deski. Dowiedział
się wielu ciekawych rzeczy, a te śmieszne paluszki z okładki okazały się
być starożytną bronią, która miotała kawałki metalu. Strasznie
prymitywne. Teraz wystarczy zbliżyć się na odpowiednią odległość i
wyłączyć komuś mózg lub zatrzymać akcję serca. Podobno agencje
rządowe miały broń kategorii UNIC, ale nikt na ten temat nie pisnął nigdy
ani słowa. Jedynie krążące plotki głosiły, że są to miotacze prawdziwych

antycząstek, które mogą unicestwić dowolny obiekt. Wymagało to jednak
ogromnych ilości energii dlatego też, ponieważ nikt nigdy nie zobaczył
tego na własne oczy, wszystko traktowane było z przymrużeniem oka.
Maks powoli docierał na skraj lasu. Podążał na zachód i teraz nisko
zawieszone słońce zaczynało go powoli oślepiać, kiedy przerzedzony las
ukazywał płaski, pozbawiony roślinności teren. - I co teraz? Oczy Maksa
gorączkowo poszukiwały jakiegoś punktu zaczepienia. – Jak ja mam się
ukryć na tym pustkowiu? – pomyślał zrezygnowany. Biegł lekkim truchtem
i powoli zwalniał. Nigdzie nie było żadnego miejsca, w którym można by
się ukryć. Las skończył się nieoczekiwanie tak jak się zaczął, chociaż Maks
nie zapamiętał zbyt dużo. Przeraziło go to jednak na tyle, że znalazł się tu
gdzie jest. Feralnego wieczoru zakapturzony mężczyzna podszedł do niego
na chodniku i spokojnym tonem powiedział „- Możesz mnie przechytrzyć”.
Maks nie rozumiał jeszcze o co mu chodzi. Zatrzymał się, popatrzył
zdziwionym wzrokiem i zapytał:
- Przepraszam nie rozumiem? W czym mam pana przechytrzyć?
Mężczyzna wyjął broń i wycelował w kierunku przechodzącej kobiety. Jej
ciało wygięło się w oka mgnieniu, zupełnie jak przy porannym
przeciąganiu tylko bez unoszenia rąk, po czym padła bezwładnie na
ziemię. Przerażony Maks znieruchomiał wiedząc, że nie ma szans uciec
przed kolejnym impulsem.
- O co chodzi? Przecież ja nic nie zrobiłem? – wydukał cicho.
Wysoka postać odwróciła się w jego kierunku.
- Możesz mnie przechytrzyć – lewa ręka uniosła się i chwyciła za kaptur.
Oczom Maksa ukazał się… on sam.
- Ale… ale.. jak to? – wyszeptał zdezorientowany?
- Uciekaj. Nie dam Ci żadnej szansy poza tą jedyną. – wycedził sobowtór,
po czym zamachnął się.
Natychmiastowa ciemność. To musiało być coś bardzo twardego –
Maks pomasował się po głowie. Wielki guz ciągle tam był. Kiedy się ocknął
był w lesie. Prawdziwym gęstym lesie. Poczuł się strasznie zagubiony
kiedy rozglądał się wokół i nic nie przypominało mu środowiska, w którym
mieszkał. Nie wiedział, w którą stronę iść i właściwie to nie wiedział
dlaczego się tu znalazł. Ale to był On. Widział siebie.. Jak to możliwe?
Dlaczego ma zginąć? O co tu w ogóle chodzi? – zapytał sam siebie i
rozpłakał się. Wiedział jedno – że nie miał halucynacji. To rzeczywiście był
on sam.. ta twarz idealna w najdrobniejszym szczególe, ten głos… Ile to

już razy słyszał sam siebie na różnych nagraniach. Szybko pozbierał się do
kupy i postanowił działać. Do cholery, jestem kontrolerem lotów, jestem
odporny na stres! Muszę się skupić!
Patrzył na płaski teren przed sobą i nagle dostrzegł cień nadziei.
Droga. Wielka, szeroka, wiejska droga. Choć tempo miał już prawie
spacerowe ponownie przyspieszył. Las powoli zostawał za nim a słońce
chowało się za horyzontem. Postanowił dać sobie godzinę. Jeśli przez ten
czas nic nie nadjedzie, ruszy dalej. Nie mógł pozwolić sobie na dłuższe
postoje. Już raz usłyszał Go ponownie. W drugi dzień głos dobiegający z
megafonu oznajmił mu, że jest już blisko. Maks przerażony zerwał się
wtedy z legowiska jakie przygotował sobie na noc i zaczął biec przed
siebie. Był zdziwiony jak wiele potrafił znieść. Biegł nieprzerwanie kilka
godzin, robiąc sobie 5 minutowe przerwy kiedy nie mógł złapać tchu. Nie
wiedział dokładnie gdzie biegnie, ale pamiętał jedno. Kiedy się ocknął na
drzewie przed sobą zobaczył wyryta strzałkę pokazującą wschód, o czym
dowiedział się później. Postanowił ruszyć dokładnie w odwrotną stronę
mając na dzieję, że zmyli przeciwnika. Nie miał zamiaru dać się wciągnąć
w żadną pułapkę. Cały czas jego myśli krążyły wokół postaci, która go
zaatakowała. Co prawda była już możliwość genetycznego upodabniania
czy budowania człekopodobnych istot, ale po co ktoś miałby kopiować
jego? I dlaczego jego sobowtór chce jego śmierci? Nic z tego wszystkiego
nie rozumiał. Ponownie skoncentrował się na terenie wokół. Las pozostał
kilkaset metrów za nim. Stał wzdłuż szerokiej, płaskiej jak deska,
krzemowej drogi. Tania alternatywa autostrad spisywała się całkiem
dobrze. Wystarczyło tylko wysypać piach i przejechać po nim specjalną
maszyną, która zamieniała go w niezwykle twardą i równą nawierzchnię,
która starczała na kilkadziesiąt lat, być może dlatego, że niewielu stać
było aby jeździć poza miastem.
W oddali dał się słyszeć odgłos silnika. Maks nastawił ucho i starał się
rozpoznać dźwięk. Brzmiało to zupełnie jak te staromodne ogromne silniki
na płynne paliwo, które trzeba było uzupełniać co jakiś czas. Podobno
kiedyś napędzano tym nawet statki kosmiczne.
Samochód wkrótce pojawił się na horyzoncie. Na początku mały
punkcik powiększał się stopniowo, kiedy Maks zrozumiał, że się mylił. To
był nowoczesny elektryczny samochód z napędem na całe życie,
wyposażony w efekty dźwiękowe symulujące staromodne auta. Pojazd
lekko unosił się nad ziemią, co wskazywało na M pakiet.
- Cholera jasna.. pewnie jakiś bogacz. I co ja mu powiem? – zastanowił
się głośno.

Przygotowując w głowie plan działania przysunął się bliżej krawędzi i
wystawił rękę. Zupełnie tak jak widział to na filmach. Nie pamiętał czy ma
ją trzymać czy nią machać, od czasu do czasu potrząsał więc nią
bezwładnie, wyglądając jak osoba próbująca pozbyć się kawałka plastra
przyklejonego do ubrania. Samochód był już doskonale widoczny i powoli
zaczął zwalniać. Maks przestał machać i w napięciu patrzył się na pojazd.


#4.pdf - page 1/4
#4.pdf - page 2/4
#4.pdf - page 3/4
#4.pdf - page 4/4

Related documents


4
fantastyczny turek
3
7
obecne nie czeka o na fakt1795
wiersz


Related keywords