#6 .pdf

File information


Original filename: #6.pdf
Author: Artistide Siccard

This PDF 1.5 document has been generated by Microsoft® Word 2013, and has been sent on pdf-archive.com on 19/07/2013 at 17:51, from IP address 78.8.x.x. The current document download page has been viewed 773 times.
File size: 97 KB (2 pages).
Privacy: public file


Download original PDF file


#6.pdf (PDF, 97 KB)


Share on social networks



Link to this file download page



Document preview


Wiewiórka wynurzyła się ze ściółki strzygąc uszami. Przez kilka sekund nasłuchiwała, po czym
podjęła taktyczną decyzję o wycofaniu się na z góry upatrzoną pozycję. Zamachawszy
wąsami wbiegła pospiesznie na najbliższe drzewo i schowała się między liśćmi uważnie
obserwując otoczenie. Chwilę potem pod drzewem przebiegł powód jej zaniepokojenia.
Mężczyzna miał może ze trzydzieści lat. Zabrudzona i rozdarta w kilku miejscach marynarka
powiewała za nim jak peleryna superbohatera, poluzowany krawat wyglądał jak odgryziony
w połowie. Na nogawkach spodni widniały budzące nieprzyjemne skojarzenia ciemne plamy.
Sznurówki już jakiś czas temu się rozwiązały, ale ich właściciel nie zwracał na to uwagi. Mknął
przez las wyglądając jakby przed czymś uciekał.
Wiewiórka doszła do wniosku, że lepiej jeszcze przez jakiś czas zostać na drzewie. Na wszelki
wypadek.
Mężczyzna nie zatrzymywał się. Zimne wieczorne powietrze paliło go w płucach jak
roztopione żelazo. Czuł w ustach metaliczny smak spływający powoli przełykiem do pustego
żołądka. Popędzane falami adrenaliny serce tłukło mu się w piersiach pompując w zabójczym
tempie krew. Mięśnie powoli wypełniały się kwasem mlekowym.
Biegł dalej.
Jego prawa dłoń była kurczowo zaciśnięta na rączce czarnego nesesera. Co jakiś czas zerkał
na zegarek na lewym nadgarstku i po każdym takim spojrzeniu na chwilę przyspieszał, po
czym powoli tracił tempo z powrotem. Brakowało mu już sił, ale pędził dalej patrząc dziko
przed siebie. Przeskakiwał konary i krzaki, odbijał się od pni. Leśne zwierzęta schowane w
jamach i plątaninach zieleni czuły jego strach i zlęknione wypatrywały niebezpieczeństwa,
kiedy je mijał.
Ale nic go nie goniło.
Nagle mężczyzna zahaczył stopą o coś zagrzebanego w ściółce i runął na ziemię. Gardłowy
okrzyk bólu zagłuszył trzask pękającej kości. Przez dłuższą chwilę leżał na przemian ściskając
złamaną nogę i ścierając z twarzy krew obficie lejącą się z rozbitego nosa. Powoli i ostrożnie
uniósł się, po czym oparł o najbliższe drzewo. Popatrzył na zegarek i osunął się z powrotem,
zanosząc się histerycznym śmiechem. Po kilku minutach wreszcie opanował się i popatrzył z
przerażeniem na neseser. Sięgnął do pokręteł i ustawił kombinację. Szczęknęły zamki.
A potem zaczął niezdarnie rozgrzebywać ziemię.

Nad pogrążonym w ciemności lasem dało się słyszeć niski, odległy dźwięk. Stopniowo stawał
się coraz głośniejszy. Mężczyzna nie musiał patrzeć na zegarek. Wiedział dobrze, która
godzina. Na tle chmur coś zamigotało. Dźwięk powoli przechodził w ogłuszający ryk.
Uciekinier zaśmiał się jeszcze raz, tym razem brzmiało to bardziej jak płacz.
A potem gigantyczny wstrząs zakołysał drzewami, kiedy pikujący samolot uderzył o ziemię.
Potężny huk spłoszył wszystkie zwierzęta w promieniu co najmniej kilometra. Deszcz
metalowych części spadł na las łamiąc gałęzie, gdy kadłub i skrzydła rozpadły się szatkowane
przez pnie. Wreszcie ostatnie szczątki spoczęły spokojnie w runie leśnym grzebiąc mężczyznę
i jego neseser w morzu odpadków.
Zapadła cisza.


Document preview #6.pdf - page 1/2

Document preview #6.pdf - page 2/2

Link to this page


Permanent link

Use the permanent link to the download page to share your document on Facebook, Twitter, LinkedIn, or directly with a contact by e-Mail, Messenger, Whatsapp, Line..

Short link

Use the short link to share your document on Twitter or by text message (SMS)

HTML Code

Copy the following HTML code to share your document on a Website or Blog

QR Code

QR Code link to PDF file #6.pdf