PDF Archive

Easily share your PDF documents with your contacts, on the Web and Social Networks.

Share a file Manage my documents Convert Recover PDF Search Help Contact



Nr 1 .pdf



Original filename: Nr 1.pdf

This PDF 1.4 document has been generated by Scribus 1.4.3 / Scribus PDF Library 1.4.3, and has been sent on pdf-archive.com on 31/08/2013 at 21:30, from IP address 77.253.x.x. The current document download page has been viewed 1122 times.
File size: 2 MB (34 pages).
Privacy: public file




Download original PDF file









Document preview


Pisanie bloga jest pasją. Dlatego też niezmiernie przyjemnie jest się nią dzielić z innymi.
Nie tylko z Czytelnikami, ale też z autorkami. Tworzenie czegoś wspólnie jest zajęciem
nie tylko ciekawym, ale również trudnym. Dzięki temu jednak efekty końcowe sprawiają
jeszcze większą radość. Teraz właśnie możecie przeczytać część naszej wspólnej
radości. W Naprzeciw znajdziecie nie tylko wpisy z bloga, ale także dodatkowe artykuły
oraz nasze literackie popisy. Zapraszamy jednak nie tylko do czytania i komentowania.
Mamy również nadzieję, że znajdzie się wśród Was ktoś, kto zechce do nas dołączyć.
Naprzeciw

Spis Treści:
Myśli niepoukładane
Change your life - moda na motywację w Internecie

Książka tradycyjna kontra współczesna

3
5

Książkoholizm
Motyw wampira w "Draculi" Brama Stokera
i sadze "Zmierzch" Stephenie Meyer
Mocno subiektywne propozycje książek na lato
Zmiennokształtny w serii powieści o Anicie Blake
autorstwa Laurell K. Hamilton

7
13
16

Nutami szyte
Czym jest muzyka?
Let Them Talk
Muzyczne przeistoczenia

18
20
21

Filmowo serialowe refleksje
Nasze matki, nasi ojcowie
Jeździec (nie do końca) znikąd
American Psycho

23
25
26

Kącik literacki
Poezja: Spacery z Cierpieniem
Proza: Dwa Światy (cz.1)

28
30

Myśli niepoukładane

Naprzeciw nr 1

s. 3

Myśli niepoukładane

Change your life - moda na motywację w Internecie

Wżyciu wielu ludzi wie, co robić, ale mało ludzi robi to, co wie... Nie wystarczy wiedzieć!
Musisz podjąć działanie!
Anthony Robbins
Pomyśl sobie i przyzn3aj się przed samym sobą, czy jesteś zadowolony ze
swojego życia. Czy wykorzystujesz każdą sekundę, minutę, godzinę, dzień? A może
kolejna doba trafia do worka z napisem zmarnowane, bo znowu nie chciało ci się wstać,
zebrać w sobie i w końcu zrobić coś ze sobą?! Zastanów się, gdzie teraz mógłbyś być,
gdybyś uwierzył w swoje możliwości, złapał motywację i właśnie zaczął działać...
W przeciągu ostatnich dwóch lat popularny stał się zdrowy tryb życia, włączając
w to cały pakiet – zdrowe jedzenie, ekologia i ćwiczenia, fitness, joga, bieganie, co kto
tylko chce i czego sobie zamarzy. Wiadomo, że to wszystko nie jest takie łatwe do
wytrzymania dłużej niż dwa tygodnie, dlatego też ludzie wpadli na pomysł, by również
zbudować coś, co będzie mogło dodać tej brakującej ciągle motywacji do robienia czegoś
wielkiego. Większość młodych osób z pewnością swój wolny czas spędza przed ekranem
komputera albo zawsze ma przy sobie telefon, na którym również Internet stał się
powszechną aplikacją, dlatego dziś chciałabym napisać o zmienianiu swojego życia,
dzięki Internetowi i z pewnością z jego wielką pomocą. Bo gdzie indziej obecnie znaleźć
wskazówki do diety, ćwiczeń, gdzie można znaleźć te motywujące cytaty, filmiki, itp?
Jak to zwykle mam w zwyczaju, korzystam z pomocy wujka Google – w
wyszukiwarkę wpisuję temat owego artykułu, czyli motywacja w Internecie i wyskakuje
mi ponad milion wyników, nieźle, co? Nie brakuje tutaj niczego. Pierwszym moim
rezultatem poszukiwań jest Dobra strona Internetu*, miejsce inspiracji, motywacji i
optymizmu. Słuchaj, jestem pierwszy raz w tych kręgach medialnych źródeł, ale całkiem
podoba mi się to, co tutaj widzę – mnóstwo inspirujących utworów, cytatów, a nawet
sylwetki motywujących osób. To jest to! Idealna strona dla zagubionych dusz, które nie
wiedzą, co tak naprawdę mogą zrobić ze swoim życiem, a przecież... mogą wszystko.
Nie jest problemem znalezienie kolejnej strony, która pomoże odnaleźć inspirację
– szukam motywacji** to bardzo chwytliwy adres, z pewnością łatwy do zapamiętania.
Wiesz, co mnie tak naprawdę zachwyciło w tej stronie? Darmowy kurs motywacji, to jest
też coś wielkiego. Chyba będę go polecała każdemu. Oczywiście, muszę pamiętać, że
czytanie o inspirowaniu się, to nie wszystko. Muszę jeszcze to wszystko przełożyć na
działanie! Robota jest najważniejsza, przekraczanie swoich możliwości, nikt nie zrobi
tego za mnie. Nie dostanę wszystkiego, czego chcę – pewne rzeczy muszę zdobyć sama!
Ja! I to zrobię, bo potrafię! Pomyśl tylko, jak bardzo tego chcesz i co możesz zyskać,
dążąc do tego. Czy to nie jest piękne? Projekt Sukces*** również pomoże ci odnaleźć w
sobie ten magiczny guzik motywacji. I szczerze polecam przeczytanie tego artykułu

Myśli niepoukładane

Naprzeciw nr 1

s. 4

Projektu Sukces. Jest idealny do pobudzenia człowieka, żeby zaczął w sobie szukać tego
zapalnika inspiracji i motywacji. Jedynie siedem punktów, które pozwolę sobie tutaj
zacytować.
1. Zastanów się, do czego chcesz się zmotywować. W jakiej dziedzinie lub do jakiego działania
brakowało ci motywacji.
2. Teraz przypomnij sobie sytuację, w której odczuwałeś silną motywację, np. w chwili, gdy
zajmowałeś się swoją pasją lub uprawiałeś gorący seks. Jeśli nie potrafisz sobie przypomnieć takiej
sytuacji, wymyśl ją. Po prostu wyobraź sobie, że robisz coś z ogromną motywacją. Poczuj ten
stan, usłysz otaczające cię głosy, poczuj zapach, a nawet smak. Im więcej użyjesz zmysłów do
przywołania tego stanu, tym lepiej.
3. Wspominając tę sytuację wyobraź sobie, że masz przed sobą panel sterujący. Zwiększ wszystkie
parametry: pogłośnij dźwięki, wzmocnij kolory, zwiększ ostrość i kontrast; przybliż go do siebie i
stań się w niej aktorem.
4. Przeżywając ten stan ściśnij kciuk palcem wskazującym. Powiedz w myślach: za każdym
razem, gdy ściskam te place, to uczucie do mnie wróci.
5. Pomyśl o czymś zupełnie innym, np. o numerze butów kogoś z Twojej rodziny.
6. Kilka razy powtórz powyższe kroki, aby zapisać nową ścieżkę neurologiczną ­ skojarzenie.
7. Teraz ściskając palce pomyśl o sytuacji, w której chcesz się zmotywować. Wyobraź sobie, jak
potężnie zmotywowany ruszasz do boju, wykonując działanie! Następnie zobacz w wyobraźni,
jakie korzyści przyniosło ci wykonanie tego zdania. Co zmieniło się na lepsze? Poczuj ogromną
satysfakcję i radość z osiągniętego celu!
I strona, której ja jestem osobiście wielką fanką, która odmieniła moje życie i
dzięki której mam w sobie niesamowite pokłady motywacji każdego dnia. Mnóstwo
małych ludzików w mojej głowie, które krzyczą, że dam radę, że to ten jeszcze raz, że nie
mogę się poddać, nie teraz, nigdy, że muszę to zrobić, że na końcu tej drogi będzie
niesamowicie. A cóż to za portal, zapytasz... Odważ się żyć. Mnóstwo inspirujących
filmów, cytatów, ludzkich historii, powodujących wzruszenie – za każdym razem, kiedy
je czytam. To bez znaczenia nawet, czy znam już to na pamięć czy nie. Zawsze polecą mi
łzy. Nie wiem jakie to są łzy. Ale cieszę się, że są, bo również one są moją motywacją.
Popularną formą motywacji w Internecie stały się również zdjęcia, szczególnie,
jeśli chodzi o czystą sportową inspirację. Dziewczyny, które zaczynają ćwiczyć ustawiają
sobie na pulpity zdjęcia idealnych sylwetek, kształtów, do których zmierzają. Codziennie
na nie patrzą i dążą, wiedzą, że nie mogą się poddać, bo do wymarzonego wyglądu
jeszcze im brakuje. I nie poddają się. Zakładają blogi. Ostatnio, gdy rozglądałam się za
zestawami ćwiczeń, miałam okazję poznać wiele interesujących stron normalnych,
zwykłych ludzi, którzy dzielą się swoją pasją do ćwiczeń, fitnessu, zdrowego trybu życia
z czytelnikami ich blogów. Podziwiam i szczerze dziękuję każdemu z osobna i
wszystkim razem, bo naprawdę pomagają. Nie tylko przez to, że publikują artykuły,
porady, itp., ale też dają innym ogromne wsparcie i przekazują im, że warto. Warto się
starać, dążyć, pracować i walczyć, by osiągnąć cel. Cele zawsze są do osiągnięcia.
Gdy zaczynałam pisać ten artykuł, w mojej głowie wyglądał on trochę inaczej. Jednak

Myśli niepoukładane

Naprzeciw nr 1

s. 5

muszę przyznać, że taki jest mój charakter – bardzo lubię motywację. Wszędzie, gdzie
tylko popadnie wynajduję coś specjalnego, by na tym się opierać i by na tym zbudować
coś wielkiego. Stron, blogów i innych portali, na których możesz znaleźć dobrą
inspirację, porady, wskazówki i cenne informacje jest mnóstwo. Niech zacznie ci zależeć
na tym, by coś zrobić ze swoim życiem, jeśli nie jesteś z niego zadowolony. Nie bądź dla
siebie przeszkodą. Rozwijaj się, jednocześnie pamiętaj, że droga na szczyt często
połączona jest z bólem i wyrzeczeniami. Jednak szczęście, euforia, smak sukcesu, jaki
doznasz po osiągnięciu celu, wynagrodzi Ci wszystko. Pokonasz własnego siebie.
Będziesz dalej niż inni, będziesz lepszy, silniejszy, wytrwalszy, szczęśliwszy.
Siedząc godzinami przed ekranem komputera czy laptopa, wykorzystaj ten czas,
chociaż w połowie pożytecznie. Zacznij napawać się motywacyjnymi sekwencjami,
filmami, zdjęciami, opisami i sukcesami innych ludzi. Zazdrość to też dobre źródło
inspiracji. Mam nadzieję, że pobudziłam, chociaż w jednej osobie chęć do działania,
pewnie nie, ale będę żyła tym moim małym celem, żeby kiedyś swoim tekstem
motywacyjnym kogoś zainspirować. Zdziwię się, kiedy tak się stanie, ale będzie
wspaniale. I pamiętaj że jeśli jest ciężko, to znaczy, że idziesz w dobrą stronę.
KOKA.

Książka tradycyjna kontra współczesna - wojna tradycji z nowoczesnością, czy
może szansa na zwiększenie możliwości kontaktu z książką?
Nie dla nowoczesnych form książek!
Jeszcze nie tak dawno wśród moich znajomych byłam znana jako wróg numer
jeden współczesnych form książki. Jednakże w przełamaniu barier pomógł mi mój...
blog. Nie znosiłam wszystkiego, co nie było papierową książką, a miano książki nosiło i
nastawiałam się od razu na nie za każdym razem, kiedy ktoś wspominał o zaletach
nowoczesnych książek. Nie pomagały nawet najlepsze argumenty, do czasu...
Audiobooki – historia obalenia moich oporów i zalety książek w wersji audio.
Jak wielu blogerów współpracuję z wydawnictwami i bardzo zaskoczyło mnie,
kiedy dostałam propozycję od platformy zajmującej się sprzedażą audiobooków. Dużo
myślałam o tym, czy się zgodzić czy nie – przeglądałam ofertę wyżej wspomnianej
platformy, spokojnie przespałam się z tą myślą i... zgodziłam się (chociaż nie bez obaw).
Wyszłam z założenia, że najwyżej nie spodoba mi się ta forma książki i po wysłuchaniu
pierwszego audiobooka zrobię recenzję, po czym podziękuję za współpracę. Ale stało się
zupełnie inaczej. Okazało się, że audiobooki pomogły mi nadprogramowo „przeczytać”
kilka książek i w efekcie, idąc po mieście, zamiast muzyki w słuchawkach miałam
książki. I to właśnie jest największa zaleta audiobooków – można nadrobić czytanie
książek w takich sytuacjach, kiedy nie mamy jak wziąć ich do ręki, ale spokojnie

Myśli niepoukładane

Naprzeciw nr 1

s. 6

możemy się skupić na dwóch rzeczach jednocześnie – czyli np. jak idziemy na piechotę
do pracy. Wieczorem często miałam problem z piekącymi oczami. Ze względu na to, że
dużo czytam i pracuje przy komputerze, oczy odmawiają mi posłuszeństwa. Wtedy
audiobooki były jak znalazł. Mogłam się zakopać w łóżku pod kołderką z czymś
dobrym do picia i zatopić w historii sączącej się z głośników... przy okazji nikomu nie
przeszkadzało światło palące się w środku nocy.
E­booki – czyli sposób na to jak nie taszczyć ze sobą połowy swoich książkowych
zasobów.
E­booki to ostatnia forma książki, do której musiałam się przekonać. Jakoś bardzo
długo nie wyobrażałam sobie braku kontaktu z papierem i niemożności powąchania
normalnej książki. Do czasu. Jako blogerka mam to szczęście, że współpracuję z dwoma
wydawnictwami i jedno z nich na początku roku zmieniło zasady współpracy z
recenzentami – blogerami. Otóż teraz każdy z blogerów, współpracujący z tym
konkretnym wydawnictwem (wybaczcie, że nie napiszę jakim, ale co do tego możecie
zorientować się, wchodząc na mojego bloga), dostaje powieści w wersji elektronicznej
zamiast tradycyjnej. Kiedy dowiedziałam się o zmianach, jakiś czas zastanawiałam się
nad tym, czy „ciągnąć” dalej tę współpracę. Jednakże i tym razem wyszłam z założenia,
że w razie czego po prostu podziękuję. W momencie, w którym dorobiłam się czytnika,
zaczęłam czytać powieści, aby móc je zrecenzować i okazało się, że i tym razem lody
zostały stopniowo przełamane. Są sytuacje, w których e­booki czyta się wygodniej niż
książki, a poza tym czytnik łatwiej zapakować niż stos książek, które chce się zabrać ze
sobą. Dodatkowo w przypadku czytnika mam pod ręką całą listę tytułów do wyboru, a
w przypadku książek w tradycyjnej formie nie jesteśmy w stanie zabrać ze sobą takiej
ilości, jaką byśmy chcieli.
Współczesne formy książek (audiobooki i ebooki) nie wyprały mojej miłości do
tradycyjnej powieści, ale stanowią jej genialne uzupełnienie i powiększają możliwości
kontaktu z książką. Obecnie mój czytnik wędruje ze mną niemalże wszędzie ­ a już na
pewno pakuję go jak jadę na weekend do rodziców. Obecnie zachowuje się coraz
bardziej jak książkoholik – czytam książki w każdej formie, wszędzie, gdzie się da i
kiedy tylko się da. Szczęśliwie nie pracuję ani w bibliotece, ani w księgarni... bo czy
widzieliście może np. alkoholika pracującego w monopolowym?
A Wy jakie macie doświadczenia z książkami? Czytacie tylko te tradycyjne czy może
sięgacie też po te w nowoczesnej formie?
NATALIA

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 7

Książkoholizm

Motyw wampira w "Draculi" Brama Stokera i sadze "Zmierzch" Stephenie
Meyer
Od pewnego już czasu ze wszystkich stron atakują nas wampiry. Coraz częściej są
bohaterami książek, filmów, a nawet reklam różnych produktów. Gdyby przyjrzeć się
temu bliżej, można dostrzec, że wampir towarzyszy człowiekowi od wieków, uosabiając
jego najstraszliwsze lęki. Noc zawsze pełna była niebezpieczeństw, a w niespokojnych,
obfitych w wojny czasach śmierć czyhała na każdym kroku. Strach przed nią musiał też
być o wiele silniejszy niż obecnie.
Dzięki informacjom zdobytym przez fascynatów wampiryzmu możemy
spróbować ustalić rodowód wampira. Pierwsze wzmianki o złych duchach i żywych
trupach pochodzą jeszcze z czasów Imperium Babilońskiego oraz Imperium
Asyryjskiego. Dziś wampir miałby więc ponad trzy tysiące lat! Nie wiemy niestety, jak
wyobrażano go sobie w tamtych wiekach. W czasach późniejszych, w zależności od
kultury, skłonności do wampiryzmu przypisywano złośliwym duszom. Pośród nich
najczęściej
wymieniano
osoby
zmarłe
gwałtowną
śmiercią,
samobójców,
niepogrzebanych, wisielców, zmarłe podczas porodu kobiety, ludzi posiadających za
życia dwa serca czy też dwa rzędy zębów oraz dusze skalane i pragnące zemsty.
Cechy współczesnego wampira można odnaleźć przy próbach rekonstrukcji jego
opisu zgodnego z tradycją europejską. Wampir jest więc nieumarłym, czyli człowiekiem,
który po śmierci, zamiast odejść do wieczności, pozostał zawieszony pomiędzy
światami: ziemskim i nadprzyrodzonym. Nocami opuszcza swój grób jako cuchnący
żywy trup i pasożytuje na ludziach. Wypicie ich krwi przywraca mu namiastkę
ziemskiego żywota.
Usytuowanie między światami nawiązuje zapewne do legend związanych z
pochodzeniem wampiryzmu. Obydwie mają swoje źródła w Biblii. Jedna z nich
sugeruje, że wampir mógłby być potomkiem Kaina. Nieśmiertelność, odrzucenie przez
społeczeństwo oraz wieczna tułaczka miałyby być karą za bratobójstwo i
świętokradztwo. Druga z legend nawiązuje natomiast do biblijnej wzmianki o Lilith.
Pierwsza kobieta Adama miała istnieć pomiędzy piekłem a niebem oraz być panią
powietrza i ciemności. Wkradła się jednak podstępnie do raju. Uwiedziony przez nią
Adam został postawiony przez Boga przed wyborem; pozostał wierny swemu Panu.
Poniżona demonica, błąkając się po świecie, miała wiecznie cierpieć z miłości.
W Draculi Brama Stokera nie zostało jasno wyjaśnione pochodzenie wampiryzmu
u tytułowego bohatera. Jeśli jednak pójdziemy tropem, który podsuwa sam Dracula,
opowiadając Jonathanowi Harkerowi o swoich przodkach, dotrzemy do Vlada Tepesa
Palownika, pierwowzoru książkowej postaci. Ten sławny hospodar wołoski znany był ze
swego okrucieństwa, którego nauczył się najprawdopodobniej w niewoli u Turków. Z

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 8

jego historii jednak najbardziej interesująca jest na poły legendarna nauka w szkole
Hermannstadt. Spośród ledwie kilku uczniów Szatan wybierał jednego na swego
pomocnika; być może był nim także Dracula. Druga wersja legendy mówi, że Tepes
zawarł pakt z diabłem w imię zemsty za śmierć żony. Jakkolwiek by nie było,
wampiryzm stokerowego Draculi musi pochodzić od Diabła. Na swoją siedzibę hrabia
wybrał pogranicze Transylwanii, Mołdawii i Bukowiny. Choć może nawet nie tyle
wybrał, co po prostu urodził się w tym najdzikszym i najmniej znanym zakątku Europy i
tu pozostał. Jego zamek jest zawieszony nad urwistą przepaścią, bramy ma zawsze
zaryglowane, tak jak i drzwi do większości pokoi. W jednej z komnat Harker odnalazł
tajemniczy korytarz, z którego wydobywał się nieznośny, trupi odór. Jak się później
okazało, prowadził on do krypty z grobowcami, z których najokazalszy opisany był
nazwiskiem Draculi. Hrabia sypia w trumnie z ziemią przodków i musi zabierać ją ze
sobą w każdą dłuższą podróż.
Przyjrzyjmy się teraz powierzchowności hrabiego, którego Jonathan Harker w
swoim dzienniku opisuje kilkakrotnie. Ogólne spostrzeżenia to: wysoki starzec z długą
siwą brodą, cały odziany na czarno. Potem jednak możemy przyjrzeć mu się bliżej.
Dracula ma więc bladą twarz przypominającą orła, ostro wygięty grzbiet nosa i mocno
wykształcone nozdrza. Czoło ma wysokie, okolone gęstymi, acz przerzedzonymi lekko
na skroniach włosami. Brwi wyraziste, krzaczaste, niemal zrośnięte nad nosem, a usta,
wychylające spod gęstych wąsów, przeważnie zaciśnięte i niezwykle czerwone.
Spomiędzy warg wystają białe, anormalnie długie zęby. Uszy ma bezbarwne, ostro
zakończone u góry. Demoniczny wygląd dopełniają: błyskające czerwonawo oczy,
cuchnący oddech, porośnięte wnętrza dłoni oraz długie, ostre paznokcie przypominające
szpony.
W trakcie powieści dowiadujemy się także, że Dracula poprzez stulecia
egzystencji zyskiwał wciąż na mocy. Jest więc silniejszy od dwudziestu mężczyzn i
przebieglejszy od zwykłego śmiertelnika, posługuje się czarami i alchemią, ma władzę
nad żywiołami, a także może rozkazywać martwym i zwierzętom (szczurom, sowom,
nietoperzom, molom, lisom i wilkom). Ma również zdolność do przybierania postaci
zwierzęcej – pojawia się jako nietoperz oraz wilk. Mieszkające u niego w zamku
wampirzyce zmaterializowały się kilkakrotnie z obłoku wirującego pyłku,
najprawdopodobniej więc i Dracula posiada taką zdolność. Wydaje się jednak, że woli
bardziej tradycyjne sposoby przemieszczania, bowiem zamiast znikać i pojawiać się
znienacka, wyłazi z zamku przez okno, pełzając po murze głową w dół. Kolejnymi
cechami charakterystycznymi są brak cienia oraz brak odbicia w lustrze. Wampirzyce
zarzucają mu także brak jakichkolwiek uczuć. Podlega też pewnym ograniczeniom:
nigdzie nie może wstąpić po raz pierwszy bez zaproszenia któregoś z domowników i
jego siły słabną między wschodem a zachodem słońca, dnie musi więc spędzać w swojej
trumnie pogrążony w letargicznym śnie.
Krwi od zarania dziejów przypisywano znaczenie magiczne, składano z niej
ofiary bogom i za jej pomocą przywoływano dusze przodków. Nic więc dziwnego, że

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 9

wampir do istnienia potrzebuje właśnie krwi. Dracula pożywia się najchętniej z szyi
młodych kobiet, dostarczając im w zamian niemal erotycznych doznań. Dla siebie
zyskuje zaś substytut życia – krew oczyszcza obumarłe komórki ciała i na kilka chwil
wprowadza cyrkulację tam, gdzie zazwyczaj króluje śmierć. Pożywianie się ludzką
krwią ma jeszcze jedną zaletę – przywraca młodość. Opity Dracula ma poczerniałe włosy
i wąsy, zaróżowioną skórę policzków, usta bardziej czerwone niż zwykle; nawet jego
oczy nie wydają się już tak zapadnięte jak wcześniej.
A co dzieje się z ofiarą pokąsania? Początkowo można zauważyć u niej niewielkie
zmiany, jak bladość i cienie pod oczami, jednak wraz ze zwiększającą się liczbą pokąsań i
znaczną utratą krwi zaczyna uskarżać się na trudności w oddychaniu, bóle gardła oraz
ciężki, letargiczny sen z majakami, których po przebudzeniu nie pamięta. Osoba, która
umrze na skutek utraty krwi, sama staje się żywym trupem.
Poszczególne etapy przemiany w wampira czytelnik może zaobserwować u Lucy,
która po śmierci z ideału wiktoriańskiej kobiety przeradza się w rozwiązłą, szokującą i
agresywną istotę. A przecież jest dopiero na samym dole wampirzej drabiny ewolucji,
słaba i bezbronna. Atakuje tylko dzieci, ponieważ najprawdopodobniej nie poradziłaby
sobie z dorosłą ofiarą, która mogłaby być uzbrojona w antywampirze środki. Co warto
mieć przy sobie? Czosnek, a najlepiej jego kwiaty, pęd dzikiej róży, krzyżyk, hostie
świętą, olchowe kołki i broń palną z, niezawodnymi niezależnie od rodzaju potwora,
poświęconymi kulami.
Łowca z powieści Stokera, profesor Abraham van Helsing, uważa, że najlepszym
zabójcą wampira będzie osoba posiadająca motyw, na przykład ukochany ofiary,
ponieważ pragnienie zemsty pomaga mu zapanować nad przerażeniem aż do czasu
zakończenia egzekucji. Niewątpliwie trzeba mieć stalowe nerwy, aby wbić osinowy
kołek w serce wampira, a następnie odciąć mu głowę i w martwe usta wsadzić główkę
czosnku. Podczas tej operacji istota wije się w konwulsjach, zgrzyta zębami, próbuje
gryźć, a na dodatek z rany w piersi bryzga krew. Nagrodą dla zabójcy są jedynie
ukojenie i radość widoczne na twarzy potwora przed ostatecznym rozpadem. Młode
wampiry po powtórnej śmierci pozostają w stanie sprzed zakażenia, natomiast te,
których życie trwało dziesiątki lat czy nawet całe stulecia, rozkładają się w zawrotnym
tempie i kruszą na proch.
Skoro udało się skompletować wszystkie elementy egzystencji Draculi i jego
pobratymców w powieści Brama Stokera, nadszedł czas, by przyjrzeć się, jak bardzo
ewoluowała postać wampira od początków XX wieku. Wydaje mi się, że najbardziej
zaskakujące są wampiry w sadze Zmierzchu, dlatego też zajmę się analizą właśnie tego
przypadku.
Już na początku pierwszego tomu Zmierzchu Stephenie Meyer zdumiewa
czytelnika, wprowadzając wampiryczny motyw poprzez legendę plemienia Quileutów.
Krwiopijcy, czy też Zimni Ludzie, od pokoleń powracają na teren plemienia i zawsze jest

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 10

to ta sama rodzina. Już sam fakt użycia takiego sformułowania powinien dziwić, a co
dopiero informacja, że wampiry te nie polują tak jak ich pobratymcy, nie stanowią
zagrożenia, ponieważ odżywiają się krwią zwierząt i dlatego też mógł zostać zawarty
pakt pokojowy. Chcąc mieszkać wśród ludzi, wampiry muszą starać się niczym nie
wyróżniać i zmieniać miejsce pobytu zanim ktokolwiek zauważy, że się nie starzeją.
Należą do nich ekskluzywne rezydencje, wyspy, podmiejskie posiadłości i suto
zaopatrzone konta bankowe. Żyją więc w luksusie, otoczeni pięknymi przedmiotami.
Wampiry z powieści Meyer, Cullenowie, są właścicielami ponad stuletniego
budynku, stojącego na niewielkiej polanie pośród lasu i gąszczu paproci. Dom,
zbudowany na planie prostokąta, ma dwa piętra i ściany w kolorze złamanej bieli.
Wnętrze jest równie zaskakujące, wita bowiem gości ogromną, jasną przestrzenią, a
wychodząca na południe ściana jest stworzona ze szkła. Wszystko skąpane jest w
różnych odcieniach bieli, od desek podłogowych, poprzez ściany i grube kilimy, aż do
belkowanego sufitu. Piętro urządzone jest w podobnym stylu – wystarczy choćby
przyjrzeć się pokojowi Edwarda. Jedną ze ścian także ma przeszkloną, drugą zasłoniętą
półkami z płytami CD. W rogu stoi ekskluzywna wieża stereo. Zamiast łóżka jest obita
skórą kanapa, podłogę zaściela gruby złocisty dywan, a na ścianach, by wygłuszyć
pomieszczenie, udrapowano niewiele ciemniejszą tkaninę.
Nie są to jedyni przedstawiciele swojego gatunku w powieści. Na południu
Ameryki nieprzerwanie od wieków toczy się wojna. Wampiry wychodzą ze swoich
kryjówek tylko nocami, dnie spędzając na planowaniu następnych posunięć, bądź
starając się przewidzieć kolejny ruch przeciwnika. Hołdują tradycyjnym sposobom
polowania, prowadzą koczowniczy tryb życia i starają się trzymać z dala od ludzi,
skupiając całą swoją energię na klanowych waśniach.
Bohaterka powieści pierwszy raz styka się z wampirami w szkolnej stołówce.
Obserwuje, jak siedzą w kącie z dala od reszty uczniów, nie rozmawiają i nie jedzą, a
przed każdym stoi taca nietkniętego posiłku. Zauważa, że mimo iż każde z nich jest
inne, są do siebie podobni, a co najważniejsze wręcz nieludzko piękni. Charakteryzuje
ich pokrótce: Emmet to brunet z loczkami, umięśniony jak zawodowy ciężarowiec;
Jasper, wyższy i szczuplejszy, także napakowany, ma włosy w kolorze miodu; Edward
zaś nie prezentuje się już tak okazale i wydaje się najmłodszy z całej trójki, ma
rozczochraną, kasztanową czuprynę. Towarzyszą im dwie dziewczyny. Rosalie ma
figurę modelki, a lekko falujące blond włosy sięgają jej aż do połowy pleców. Natomiast
Alice jest zdecydowanie najniższa z całej piątki, chuda i słodka, o krótkiej, czarnej,
nastroszonej fryzurce. Wszyscy są chorobliwie bladzi, mają niemal jednakowe złociste
oczy, które ciemnieją wraz z palącym coraz bardziej pragnieniem krwi, a pod nimi
głębokie cienie. Wydają się nieskazitelni. Dopiero po bliższym poznaniu główna
bohaterka, Bella Swan, uzupełnia opis wampirów o mięśnie twarde jak skała oraz
gładką, twardą i nienaturalnie chłodną skórę, która skrzy się w słońcu, jakby jej
powierzchnię pokrywały miliony mikroskopijnych brylancików – to dlatego Cullenowie
pojawiają się w szkole tylko w pochmurne dni.

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 11

Ludzie zarażeni wampiryzmem po śmierci pozostają tacy, jak byli za życia. Co
prawda ich rysy pięknieją, są jednak nadal rozpoznawalni dla rodziny, muszą więc
zmienić otoczenie. Mimo że podążają za modą, po latach wciąż mówią z intonacją ze
swojej epoki, używają nieraz staromodnych słów czy zwrotów. Żyjąc w pokoju,
utrzymują bardzo silne więzy, niemal rodzinne. Zapewne bierze się to także stąd, że
wampirzyce nie mogą mieć potomstwa – ich ciała pozostają niezmienne, więc nie
przechodzą cyklu menstruacyjnego. Są monogamistami i nigdy nie wybaczają straty
partnera. Wychodzi tu także ich inna cecha, a mianowicie mściwość. Odczuwają jak
zwykli ludzie: kochają, nienawidzą, a nawet wpadają w depresję. W obronie rodziny i
przyjaciół nawet pokojowo nastawione osobniki warczą dziko, wyszczerzają złowrogo
ostre jak brzytwa zęby, z których w razie potrzeby tryska paraliżujący jad, a w
ostateczności atakują.
Wampiry zazwyczaj są niezwykle opanowane, jednak silne emocje potrafią
wyrządzić spore i nieodwracalne szkody w ich psychice. Młodych nie da się
kontrolować. Wybuchowe i dzikie bardzo często zwracają się przeciwko sobie i swoim
twórcom. Dopóki w ich żyłach krąży ludzka krew, zazwyczaj przez pierwszy rok, są
niesamowicie silni fizycznie – potrafią nawet zmiażdżyć starszego osobnika, jednak
pozostają w niewoli własnych instynktów. Najgroźniejsze są dziecięce wampirki. Mimo
że urocze i rozkoszne, nie sposób ich czegokolwiek nauczyć, ponieważ pozostają na
takim etapie rozwoju, jaki zdążyły osiągnąć przed przemianą. Gdy coś nie idzie po ich
myśli, potrafią wymordować pół wioski, a gdy są głodne, po prostu atakują. Ich
tworzenie jest surowo zakazane.
W Zmierzchu prawo egzekwuje bardzo stara i potężna rodzina z Włoch, Volturi.
Nazywani są bardzo często rodziną królewską, a to dlatego że szybko i bezlitośnie karzą
wszystkich, którzy łamią zasady. Ich przywódca, Aro, rysy ma regularne, acz nie
nieziemsko piękne. Jego skóra przypomina z daleka wewnętrzną błonę cebuli lub
skrzydełko owada, ale jest tak samo twarda i zimna, jak u pozostałych wampirów.
Jedynie nie jest tak gładka i zamiast granit, nasuwa na myśl łupek. Aro, jak wszystkie
wampiry żywiące się ludźmi, ma szkarłatne oczy. Na jego wiek wskazuje tylko ich
dziwne zamglenie.
Królewska rodzina jest także czymś na kształt kolekcji – należą do niej wampiry
szczególnie uzdolnione. Aro, gdy kogoś dotknie, ma wgląd we wszystkie jego myśli z
całego życia, Marek wyczuwa charakter i natężenie związków międzyludzkich, Chelsea
wpływa na więzi uczuciowe – może je wzmacniać lub osłabiać, Alec wyłącza zmysły
ofiary, pozostawiając ją całkowicie bezsilną, a Jane zadaje ból na odległość. Na całe
szczęście nie wszyscy uzdolnieni wchodzą w skład Volturi. W pokojowo nastawionych
rodzinach pojawiają się takie umiejętności jak czytanie w myślach, przewidywanie
przyszłości, manipulowanie emocjami, rażenie prądem, wpływanie na żywioły czy
wyczuwanie darów, które posiadają inni.
Nowe wampiry najczęściej tworzy się z samotności. Carlise ma zasadę, że

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 12

zamienić może tylko i wyłącznie osobę umierającą, co w jego mniemaniu jest formą
ratunku przed śmiercią ostateczną. Wstrzykuje jad w jak największą liczbę miejsc i
pozostawia sparaliżowaną ofiarę w bezpiecznym miejscu aż do końca przemiany, która
zazwyczaj trwa kilka dni. Trucizna rozprzestrzenia się w ciele, zmieniając je, tak długo,
jak bije serce. Gdy przestaje ono bić, przemiana jest zakończona. Przez cały ten czas
towarzyszy jej nieznośny ból fizyczny i psychiczny, a ofiara nie marzy o niczym innym
niż śmierć.
Co prawda wampirzyce nie mogą mieć dzieci, ale wampiry mogą współżyć z
ludzkimi kobietami i zapładniać je, co ma miejsce tylko i wyłącznie wtedy, gdy stosunek
nie zakończy się krwawym mordem. Ciąża przebiega wtedy wyjątkowo szybko.
Pierwsze oznaki są widoczne już po kilku dniach. Brzuch rośnie w zastraszającym
tempie, a istota rozwijająca się w łonie matki, żywi się jej siłami witalnymi, stopniowo ją
zabijając. Ciało odrzuca wszelkie formy pokarmu oprócz krwi, którą w ostateczności
usiłowano karmić Bellę. Nie można przeprowadzić aborcji, ponieważ błona otaczająca
dziecko jest zbyt gruba. Jedyny możliwy sposób porodu, to wygryzienie dziury w
brzuchu matki od środka – tak właśnie maleństwo przychodzi na świat, zabijając
rodzicielkę. Nowonarodzone dziecko bardzo szybko przechodzi wszystkie etapy
rozwoju, w wieku piętnastu lat osiągając pełną dojrzałość i na wieki pozostając
niezmiennym, jako półwampir, półczłowiek. Jedynie osobniki męskie są jadowite.
Na pokonanie wampira jest tylko jeden sposób. Należy rozczłonkować jego ciało,
a następnie, zanim zacznie na powrót się zrastać, spalić. Powstaje wtedy duszący,
fioletowy dym. Niestety człowiek nie nadaje się do takiego przedsięwzięcia. Aby
uśmiercić krwiopijcę, potrzebne są nadludzka siła i sprawność. Dlatego też eliminacji
dokonują same wampiry, bądź ich odwieczni wrogowie, wilkołaki.
Powyższe zestawienie ukazuje, jak bardzo zmieniło się wyobrażenie wampira na
przestrzeni ledwie jednego stulecia. Na początku XX wieku zaczynaliśmy od istoty
mieszkającej „na krańcu świata”, w miejscu zupełnie dzikim i zapomnianym, z wyglądu
przypominającej drapieżnika i całej odzianej na czarno. Przypisywano jej magiczne
zdolności, a także panowanie nad istotami nocy, które w ludowej symbolice posiadały
nadprzyrodzone umiejętności i związane były ze złem. Wampir ożywał jedynie nocą,
dnie przesypiając w trumnie z uświęconą ziemią przodków. Polował na ludzi, zwłaszcza
młode kobiety, które bardzo często kończyły jako jego kochanki i wampirzyce. Z
potworem można było jednak walczyć: czosnkiem, relikwiami świętymi, a najskuteczniej
osinowym kołkiem. Nowy wiek przyniósł natomiast kolosalne zmiany, nie tylko w
rozwoju technicznym, ale i wierzeniach. Wampiry zaopatrzono w nieskazitelną urodę,
olbrzymie majątki i, co najważniejsze, uczucia. To dzięki poszanowaniu ludzkich praw i
litości mogły zmienić swoją dietę z ludzkiej na zwierzęcą, a nowe osobniki nie powstają
już z pożądania, lecz z samotności, pragnienia ratowania życia i chęci kochania.
Wampiry nie podlegają ograniczeniom cyklu lunarnego, są aktywne całą dobę i mogą w
pełni korzystać z uroków życia. Nie można walczyć z wampirem starymi sposobami, a
jedynie pozostaje liczyć człowiekowi na to, że rasa sama będzie przestrzegać pewnych

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 13

zasad i eliminować groźne jednostki.
Z niesamowitego potwora stworzyliśmy istotę godną miłości, strażnika ludzi i
niejednokrotnie cel, do którego dążymy. Pragnienie nieśmiertelności i miłości na wieki
jest bardzo silnie zakorzenione we współczesnej społeczności.
Domi_P

Mocno subiektywne propozycje książek na lato
Lato to pora roku, która sprzyja oddawaniu się naszym pasjom i stwarza
możliwość zbliżenia się do kultury. Wielu z nas w trakcie zasłużonych urlopów czy
wakacji zapewne sięgnie po książkę. Zapaleni czytelnicy nie maja problemu z wyborem
lektury, jednakże są wśród nas też takie osoby, które szukają inspiracji pomocnej w
wyborze odpowiedniej powieści. Jaka powinna być dobrana lato? Lekka, wzruszająca,
która za bardzo nas nie absorbuje, a już idealnie by było gdyby nas porwała i pozwoliła
oderwać się od codzienności. Ciężko jest znaleźć taką powieść, ale przy lekkiej pomocy
udało mi się stworzyć listę tych, które są warte polecenia na ciepłe dni.
Zacznijmy od C. R. Zafona, który jest już kultowym pisarzem, i którego nie
wypada nie znać. Wielu moli książkowych przeczytało już powieści z serii Cmentarza
Zapomnianych Książek (Cień wiatru i inne), a mało kto nie słyszał nazwiska tego
hiszpańskiego pisarza. Swoją znajomość z Zafonem zaczęłam od Więźnia nieba, który
zauroczył mnie swoją aurą i sprawił, że zapragnęłam wrócić do księgarni Sempere i
Synowie, co też uczyniłam. To, co wyróżnia serię Cmentarz Zapomnianych Książek, to
nie tylko niesamowita aura tajemniczości tych powieści, ale także możliwość
niezwracania uwagi na chronologiczną kolejność. Do magicznego świata, który roztacza
przed nami Zafon w tych powieściach, możemy wejść dowolnymi drzwiami. Autor w
bardzo piękny sposób opowiada nam o miłości, nadziei, oddaniu i przyjaźni oraz
poczuciu godności i odwadze. Wzrusza i daje do myślenia, aczkolwiek nie moralizuje.
Tak samo jest w przypadku serii dla młodzieży. Światła września, Pałac Północy,
Książę Mgły czy Marina są niezwykłymi historiami o przyjaźni, lojalności, odwadze,
oddaniu i miłości, z tymże w wersji dla młodzieży. Każda z powyższych książek niesie
ze sobą jakieś przesłanie, a przy tym przyciąga do siebie niczym magnes.
Natomiast jeżeli macie ochotę na lekki romans z egzotyczną nutką i szczyptą
tajemnicy to zapraszam do przeczytania Uwikłanej autorstwa Liz Carlyle. Grace po
śmierci rodziców podjęła pracę guwernantki w domu Ethana Holdinga – owdowiałego
przemysłowca, a kiedy Ethan jej się oświadcza, liczy na to, że w końcu ułoży sobie życie
rodzinne. Jednak jej niedoszły małżonek zostaje zamordowany, a wina za jego śmierć
spada na Grace. Kobieta, szukając wsparcia, poznaje markiza Ruthveyna, który już od
pierwszego wejrzenia pożąda nieznajomej kobiety i chce ją chronić. W powieści na
pierwszy plan wysuwa się wątek romansu, a reszta to tylko mniej znaczące wątki

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 14

poboczne. Moim zdaniem jest to idealna powieść dla tych, którzy nie chcą się zbytnio
wysilać w trakcie czytania, bo jest to historia niewymagająca myślenia i skupienia się
nad fabułą.
W przypadku, w którym chcecie sięgnąć po coś nieco ambitniejszego, ale też i
lekkiego, idealną lekturą będzie Czekolada autorstwa Joanne Harris. Akcja powieści
rozgrywa się na francuskiej prowincji, do której wprowadza się Vianne razem z Anouk –
swoją córeczką. Otwierają sklep z czekoladą, który jest czymś bardzo kontrowersyjnym
w pruderyjnej, szczelnie zamkniętej oraz kierującej się stereotypami społeczności. Vianne
wprowadza wiele zamieszania w życiu ludzi z miasteczka, co powoduje, że zostają
podzieleni. Jedni wiele jej zawdzięczają, natomiast dla innych jest solą w oku. Czekolada
to lekka i wzruszająca opowieść o szukania swojegu miejsca w życiu i podążaniu za
własnymi marzeniami, pragnieniami oraz o życiu w zgodzie z samym sobą.
Jeżeli spodoba Wam się Czekolada, to powinniście sięgnąć po pozycję
zatytułowaną Za oknem cukierni autorstwa Sarah – Kate Lynch. Jest to historia o miłości,
zdradzie, wybaczaniu i powrotach...no i jeszcze te włoskie słodycze w tle. Lily
dowiaduje się o zdradzie męża, który podobno ma we Włoszech drugą rodzinę. Nie
mogąc usiedzieć na miejscu wyjeżdża za nim, z czysto kobiecych pobudek. U celu
podróży wpada w sidła Tajnej Ligi Owdowiałych Cerowaczek. Okazuje się, że urocze
strasze panie mają nie mały wpływ na życie Lily, która w jakiś sposób odmienia również
ich życie. Dla mnie Za oknem cukierni to zabawna i lekka historia, która idealnie
sprawdzi się w upalne dni. Spokojnie można ją zabrać na plażę i zająć się nią podczas
opalania, i przenieść się do Toskanii...chociaż nie gwarantuję, że będziecie wtedy
pamiętać o tym, żeby np. przewrócić się z pleców na brzuch, żeby równomiernie się
opalić.
Kolejną powieścią godną polecenia jest Klasztor autorstwa Panos Karnezis. Autor
przenosi nas do hiszpańskiego żeńskiego klasztoru, który położony jest na uboczu. Życie
kobiet, które przysięgły spędzić życie na pracy i modlitwie zmienia się kiedy na
schodach znajdują walizkę z porzuconym noworodkiem. Przerażone zakonnice uznają,
że jest to zły omen i diabelska sztuczka, po czym żądają oddania dziecka do przytułku.
Jednakże matka przełożona dostrzega w maleństwie znak od Boga i szansę na
naprawienie grzechów popełnionych w młodości. Dziecko sprawia, że dopiero teraz
wychodzą na wierzch charaktery sióstr, które okazują się być nie tak święte, jakby mogło
się wydawać. Spokój miejsca ginie bezpowrotnie, a powietrze aż gęstnieje od intryg.
Klasztor to kolejna powieść o miłości poszukiwaniu własnej tożsamości i odpowiadania
sobie na trudne pytania. Mimo trudnej tematyki całość czyta się bardzo przyjemnie i
szybko...zatem zapraszam do sięgnięcia po tą książkę, jeżeli tylko macie ochotę odkryć
to, co ukrywają siostry i to, jak bardzo tęsknią za miłością.
Natomiast jeżeli macie ochotę na opowieść w stylu Romea i Julii to Julia
autorstwa Anne Fortier będzie idealna. Tutaj muszę Wam przyznać z ręką na sercu, że ta
powieść nie była zauroczeniem od pierwszego wejrzenia. Jednak na szczęście nie

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 15

poddałam się, bo po nie najlepszym początku znajomości okazało się, że jej koniec jest
całkiem zadowalający. Julia jest potomkinią pierwowzoru bohaterki Szekspira. We
Włoszech czeka na nią dziwny spadek pozostawiony po zmarłej matce. Podczas swojego
pobytu w tym kraju Julia pozna rodzinną tajemnice, prawdziwe losy swojej imienniczki,
uniknie śmiertelnego niebezpieczeństwa i zakocha się... Zatem jest to coś dla tych z Was,
którzy szukają typowej romantycznej historii z wątkiem kryminalnym w tle. A cóż może
być bardziej romantycznego niż współczesna wersja Romea i Julii? A... i na Waszym
miejscu nie sugerowałabym się tak do końca tym, co napisał Szekspir... mimo że historie
są podobne, to jednak trochę je różni.
Przedostatnią propozycją dla Was jest seria książek autorstwa Colleen Houck
rozpoczynająca się powieścią zatytułowaną Klątwa Tygrysa. Jedna z redakcyjnych
koleżanek jest już w trakcie trzeciego tomu i jak twierdzi jest urzeczona tą serią. Jest to
wartko napisana historia z wątkiem miłosnym i przygodami w typie Indiany Jonesa, a to
wszystko z Indiami w tle. Z tego, co wiem, nie jest to ambitna literatura, więc pewnie nie
wszystkim przypadnie do gustu (z drugiej strony zakładam, że niewielu z nas takiej
szuka w tym czasie). Jednakże idealna na lato. Z informacji, do których dotarłam, wiem,
że jest to seria skierowana głównie do młodzieży i jest idealną alternatywą dla sagi
Zmierzch (chociaż seria Klątwa Tygrysa nie jest o wampirach, ale w końcu czasem warto
sobie urozmaicać postacie. Dlatego też myślę, że warto się jej przyjrzeć (tak sobie myślę
w końcu skoro Zmierzch zauroczył ludzi w różnym wieku, to dlaczego z Klątwą
Tygrysa miałoby być inaczej?).
Na koniec, żeby nie było wciąż tak pięknie i romantycznie, chciałabym Wam
polecić dwie powieści Jakuba Szamałka – naszego rodzimego autora, który moim zdaniem
jest bardzo dobrze rokującym młodym pisarzem. Do tej pory jego autorstwa ukazały się
dwie pozycje: Kiedy Atena odwraca wzrok oraz Morze Niegościnne. Obie książki są
inteligentnie napisanymi kryminałami osadzonymi w starożytności i uwierzcie mi, tak
jak do tej pory nienawidziłam tej epoki, to teraz niemalże ją pokochałam :). Szamałek
odczarowuje starożytnych Greków i ukazuje ich jako całkiem zwykłych ludzi. Genialny
wątek kryminalny okraszony wiedzą dotyczącą starożytności. Ja nie mogłam się
oderwać od tych powieści i myślę, że będą idealne dla tych z Was, którzy szukają czegoś
innego niż wcześniejsze moje propozycje.
Tak naprawdę powieści na lato jest jeszcze wiele, jednakże ciężko informacje o
nich zawrzeć w jednym w miarę zwięzłym tekście. Jednakże jeżeli chcecie, możecie
przyjrzeć się powieściom takich autorów jak Eric – Emmanuel Schmitt, Olga Rudnicka czy
Richard Paul Evans. Ci autorzy również piszą w lekki sposób. Schmitt w niesamowity
sposób pisze o trudnych sprawach, Olga Rudnicka jest autorką czarnych komedii, a R.P.
Evans pisze lekkie i romantyczne historie. Jak widzicie, macie spory wybór, więc
powieści do czytania nie powinno Wam zabraknąć.
NATALIA

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 16

Zmiennokształtny w serii powieści o Anicie Blake autorstwa Laurell K.
Hamilton
Pomysł na ten artykuł zrodził się już jakiś czas temu, ale wciąż nie było czasu. A
jak już znajdowałam chwilę, to w głowie miałam totalną pustkę i nawet nie wiedziałam,
jak zacząć. W ten sposób notatki robione w czasie czytania Drugiej pełni Laurell K.
Hamilton leżały sobie grzecznie na biurku aż do dzisiaj.
Seria książek o pogromczyni wampirów, Anicie Blake, zaintrygowała mnie ze
względu na sposób prowadzenia akcji i, momentami dość czarny, humor, jednak nie o
tym zamierzam teraz pisać. Dużo ciekawsze niż kolejne streszczenie wydaje mi się
sporządzenie mini atlasu istot nadprzyrodzonych. Oczywiście, gdyby wziąć się
porządnie za badania, okazałoby się, że z wersji „mini” zrobiłaby się parotomowa
encyklopedia – autorka obficie wprowadza na strony książki bohaterów przeróżnych
nacji. Skupmy się jednak na zmiennokształtnych.
W poszczególnych tomach, jako ważniejsi lub bardziej poboczni bohaterowie,
pojawia się wielu ludzi mogących zmieniać swoją postać. Nieraz jest to zmiana
genetyczna, mutacja. Taką istotą jest lamia, która tak na dobrą sprawę jest kobietą­
wężem. Ciężko powiedzieć, która postać jest jej bliższa i bardziej odpowiada jej naturze
(osobiście stawiam na węża).
Zdarzył się także bohater przeklęty. Co prawda dość dziwna to była klątwa...
Zmieniał się bowiem w łabędzia. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie teraz, czym
sobie zasłużył na taki los oraz dlaczego czarownik wybrał akurat łabędzia... Przyznam
się bez bicia, że nie przywiązywałam do tego większej wagi. Bohater jest okropny, a i
moje myśli krążyły zwykle bliżej osób zainfekowanych.
Przejdźmy więc do sedna sprawy, czyli typowych, a więc zainfekowanych,
zmiennokształtnych. Wystarczyło ugryzienie czy zadrapanie innego lykantropa, by
zniszczyć życie normalnemu człowiekowi. Zwykle mamy do czynienia jedynie z
wilkołakami – pojawiają się w legendach przeróżnych narodowości, a więc tym bardziej
w literaturze. Laurell K. Hamilton postanowiła jednakże trochę ubarwić nam lekturę. Na
kartach książki możemy spotkać wilkołaki, lampartołaki, szczurołaki, a nawet jednego
tygrysołaka. A przecież wciąż pozostało jedenaście nieprzetłumaczonych tomów – być
może galeria osobliwości jeszcze się powiększy. Tak na dobrą sprawę gatunek
zmiennokształtnego świadczy tylko o postaci, którą przyjmuje i przynależności do
pewnego stada. Oczywiście, mają różną historię i heraldykę, jednak z zachowania są
dość do siebie podobne.
Co warto wiedzieć będąc pogromczynią wampirów, a jednocześnie animatorką?
Przede wszystkim: lykantropy nie lubią trupów. Są w stanie udźwignąć średniej
wielkości słonia i nie jest to zależne od płci, a od posiadanej mocy. Zależna od niej jest

Książkoholizm

Naprzeciw nr 1

s. 17

także prędkość gojenia się ran. Ich ciało odrzuca kule z pistoletu, wypychając je z siebie,
jednak przez jakiś czas pozostają im blizny. U silnego lykantropa ciężko zauważyć
proces zdrowienia – jest on tak szybki! A jednak jest sposób na ujarzmienie
zmiennokształtnego. Prawdziwy ból sprawia im srebro. Rany podbiegają krwią i nie
chcą się goić, dopóki mają kontakt z tym metalem.
Choć lykantropy lubią udawać ludzi i czują przyjemność z przebywania pośród
nich, najlepiej czują się w swoim własnym towarzystwie. Pobratymcy są im bliżsi niż
rodzina, a każdy dotyk przeszywa wibrującą falą mocy. Gdy odczuwają silne emocje,
ciężko jest im zapanować nad swoją siłą, nieraz podlegają przez to gwałtownej
przemianie. A nie jest to zbyt przyjemne (ani dla nich, ani dla postronnych
obserwatorów): ciało porasta sierścią, mięśnie falują i zmieniają położenie, kości łamią się
i łączą w inny sposób, a z ciała bucha przezroczysty płyn.
Wróćmy jednak do lykantropiej rodziny. Stado kieruje się zasadą posłuszeństwa.
Do utrzymania porządku stosuje się system kar i nagród. Trochę przypomina to
średniowieczne społeczeństwo z tą całą hierarchią, a może po prostu bliższe są im
obyczaje zwierząt niż współczesnych ludzi. Najwyższą pozycję w stadzie zajmuje samiec
alfa i to on musi zapewnić stadu bezpieczeństwo. Gdy na jego miejsce przychodzi nowy,
stary alfa ginie. Co innego jego partnerka, tą można w każdej chwila zastąpić inną. Bez
przywódcy stado jest słabe i stanowi pożywkę dla innych drapieżników.
Szczurołaki posiadają swojego króla – Rafaela. Tak naprawdę bardzo mało
informacji pojawia się w powieści na ich temat. Są, pomagają głównej bohaterce, ale nie
poznajemy ich obyczajów. Podobnie zresztą z tygrysołakami. W Całopalnych ofiarach
pojawia się ledwie jeden osobnik, w dodatku dość powściągliwy.
Wilkołaki poznajemy od początku serii. Wiemy, że ich nowym alfą jest Richard
Zeeman oraz że pozwala on swoim wilkołakom służyć wampirzemu Mistrzowi Miasta.
Króla Wilków stado nazywa
Ulfrykiem, zaś jego partnerkę lupą. Sama rasa
nosi miano Thronos Rokke, lud Kamiennego Tronu – związane jest to z jej wierzeniami i
historią. Co ciekawe, wilki pożerają swoich zmarłych. Uważają, że świadomość pozostaje
wtedy w stadzie i wspiera je nawet po śmierci. Duchy zmarłych noszą miano munin.
Lampartołaki to tak zwani Partowie. Mężni i szczodrzy wojownicy, którzy
dokonali odważnego czynu, otrzymują coś w rodzaju herbu i zostają wpisani we
francuską heraldykę. Mamy więc léoparde lionné (obrońcę, mściciela) oraz lion passant
(śpiącego lwa).
To ledwie przykłady. Ciężko przebrnąć przez wszystkie wątki związane ze
zmiennokształtnymi w tak krótkim artykule. Za zbędne uważam też przepisywanie
książki słowo w słowo – to po prostu trzeba przeczytać! Zainteresowanych tematem
odsyłam do serii książek o Anicie Blake, autorstwa Laurell K. Hamilton.
Domi_P

Nutami szyte

Naprzeciw nr 1

s. 18

Nutami szyte

Czym jest muzyka?
Tylko w muzyce odnajduję coś absolutnie pięknego, nieopisywalnego, niewyrażalnego
werbalnie, co porusza najdelikatniejsze i najczulsze struny duszy człowieka*
Muzyka. Takie jedno małe słówko, które mówi o czymś naprawdę wielkim. Ma
potężny wpływ na życie każdego z nas. I wcale tutaj nie przesadzam. Skąd ta pewność?
Nawet nie chodzi o to, że wielokrotnie przekonywałam się o tym, jak bardzo odciska
piętno i pozostawia ślady na mojej drodze to, czego akurat słuchałam, ale o to, co słyszę,
gdy zadaję tak proste pytanie ­ Czym jest dla ciebie muzyka? Mam nadzieję, że uda mi
się to sprawnie oraz logicznie wytłumaczyć Wam w tym poście.
Według starej, poczciwej Wikipedii muzyka to sztuka organizacji struktur
dźwiękowych w czasie. Jedna z dziedzin sztuk pięknych, która wpływa na psychikę
człowieka przez dźwięki. Właśnie tutaj chciałam się zatrzymać ­ teraz interesuje mnie
psychika. Nie ma raczej człowieka na ziemi, który nie wiedziałby, że muzyka oddziałuje
na nasz nastrój. A to, jaką muzykę w danej chwili wybierzemy, również od niego zależy.
Możemy włączyć piosenkę smutną albo ostrą niczym każdy kawałek Nergala (który,
nawiasem mówiąc, daje niezłego kopa!), wtedy nasze tętno się obniża i zmienia się
częstość oddechu. Przeciwnie jest, jak się pewnie domyślacie, przy słuchaniu czegoś
wesołego ­ osoby badające zaobserwowały wzrost częstości uderzeń serca. (Barlett, 1999
za: Kudlik, Czerniawska, 2011). Nie odkryję też przed Wami Ameryki, kiedy powiem, że
jednym z przejawów wpływu muzyki na nasz nastrój jest uaktywnienie układu
nerwowego; doznawanie pobudzenia przez człowieka, który danej muzyki słucha.
Przedmiot mojego dzisiejszego postu wpływa nie tylko na nasz nastrój, ale również na
produkcję przez mózg neuroprzekaźników ­ wydzielanie epinefryny, noradrenaliny,
serotoniny czy dopaminy. Podobno istnieją również struktury odpowiedzialne za odbiór
muzyki i jej znaczenia. A nasza reakcja podczas słuchania muzyki to nic innego, jak efekt
współdziałania kilku obszarów, np. ośrodek zainteresowania, emocji, nagrody i
motywacji. Koniec nauki, przejdźmy gładko do części bardziej przyjemnej...
Muzyka to najlepszy język do poruszenia serc ludzi na całym świecie**
Ja osobiście uwielbiam muzykę, nie ukrywałam nigdy i nie zamierzam tego robić,
że jest dla mnie bardzo ważną częścią życia i nie ma bez niej godziny, ani minuty zresztą
też. Słucham jej nie tylko dlatego, że przywołuje wspomnienia, pozwala powracać
obrazom z przeszłości, które tak wiele przyjemności mi sprawiają. Daje mi możliwość
rozmarzenia się na chwilę... pod wpływem pierwszych nut melodii, pierwszych bitów
czy wersów tekstu. I to wiąże się z gęsią skórką. Jeszcze tego nie wiecie, ale słucham
rapu (ło, co?). Ta muzyka jest nieodłączną częścią mojego życia, mało jakiegoś innego
gatunku, ale się tym wcale nie przejmuję, bo to rap dostarcza mi wszystkiego, czego
tylko chcę ­ również wrażeń estetycznych, tych, które powodują drżenie, gęsią skórkę i

Nutami szyte

Naprzeciw nr 1

s. 19

tego typu podobne.
Muzyka to naprawdę mocny narkotyk. Może cię zatruć, podnieść na duchu lub sprawić,
że rozchorujesz się, nie wiedząc dlaczego***
Powoli pokazuję Wam, Drodzy Czytelnicy, jakie muzyka ma funkcje ­ daje nam
odskocznię, chwilowy powrót do wspomnień, wrażenia estetyczne, ale też ma swój
kulturowy wymiar ­ przecież do czego tańczymy na dyskotekach, chociażby? Co
powoduje, że zachwycamy się musicalami, ariami w operze? Klub bez muzyki nie byłby
klubem. Bez muzyki nie można by tam poderwać dziewczyny na swój, jakże genialny,
taniec albo wyrwać faceta, który jest urzeczony naszymi kobiecymi ruchami.
Dobra rzecz w muzyce to to, że gdy cię trafi, nie czujesz bólu****
Muzyka daje nam też inną formę rozrywki, mianowicie ­ koncerty! Porządna,
gigantyczna dawka energii przekazywana przez samego artystę, tego, który potrafi w
nas wzbudzić takie emocje! Tłum ludzi pod sceną, podniesione ręce, krzyki, piski i inna
euforia. Co jeszcze? Spotykanie ludzie, którzy słuchają tej samej muzyki, co my. To już
jakiś nowy temat do rozmowy, jednak to nie tylko nowe znajomości, również te stare ­
zaprośmy kogoś na koncert, zabawmy się razem, podtrzymajmy dzięki temu nasze
kontakty towarzyskie. Nie ma to jak spędzanie czasu z przyjaciółmi.
Poprzez muzykę można zmienić system wartości słuchaczy i w końcu wykraść ich
rodzicom*****
To, jakiej ktoś muzyki słucha, wpływa również niejako na tworzenie się grup,
subkultur, gdzie młodzi ludzie mogą się odnaleźć, znaleźć w nich ideologię. W takiej,
hm... bandzie mogą poznać nie tylko osoby, które podobnie, jak one są fanami
konkretnego gatunku, ale również twórców, którzy tworzą w tzw. podziemiu. Mają
bezpośrednią styczność i to ich zbliża jeszcze bardziej do tej sztuki. Czy to nie piękne?
Często pomaga to młodym ludziom ukształtować ich światopogląd, wykształcić
spojrzenie na świat, na przeróżne sprawy, które nas otaczają.
Napisałam na początku o pewnym pytaniu, które również występuje w tytule
tego postu ­ Czym jest dla Ciebie muzyka? Teraz chciałabym przedstawić Wam parę
odpowiedzi, moim zdaniem, najpiękniejszych. Na pierwszym miejscu chciałabym
wyróżnić pewien tekst rapowego kawałka składu Płomień81 ­ „Sto pytań, czym jest dla
mnie muzyka, ja tym oddycham, to mój sposób życia, muzyka, która jest częścią mego
życia, tylko w niej mogę znaleźć mojego towarzysza, moja cisza i mój spokój
wewnętrzny, muzyka to mój przyjaciel najlepszy, właśnie dzięki niej świat staje się
piękny, to ona uczy mnie jak omijać zakręty (...) jest wstęgą, która oznacza zwycięstwo,
pomaga stawić czoła życiowym przekrętom, zaciera przeszłości i rozjaśnia ciemność,
muzyka jest dla mnie dobrą przepowiednią, skarbnicą bezcenną, niosącą ukojenie,
dającą wypoczynek i ukojenie, lepszym spojrzeniem na codzienne zagrożenie,

Nutami szyte

Naprzeciw nr 1

s. 20

marzeniem, które znalazło spełnienie (...)"
„Muzyka jest moim... powietrzem... moim życiem... a ponadto moim przyjacielem,
ponieważ ona mnie... rozumie i zawsze "wyraża", co czuję... :­)"
„Muzyka? Jest wszystkim, miłością, nienawiścią, zauroczeniem, wstydem,
zamyśleniem, smutkiem, radością, itp., itd., po prostu nie stworzyli jeszcze takich słów,
by opisać czym jest dla mnie muzyka, więc utożsamię ją z największą naszą wartością:
muzyka jest dla mnie życiem!"
„Ucieczką od życia, lepszym, piękniejszym światem. Często inspiracją, czasem
narkotykiem, przyjemnym, ale uzależniającym."
„Muzyka to dla mnie tlen, bez niej chyba mnie nie ma, czasem doskonale potrafi
wyrazić uczucia, emocje, których czasem nie można pomieścić."
„Muzyka jest dla mnie sensem życia. Bez muzyki nie potrafię funkcjonować."
A dla Ciebie, Drogi Czytelniku... Czym jest muzyka?
* ­ Piotr Łazarkiewicz (źródło: wikiquote.org)
** ­ Jimmy Page (źródło: wikiquote.org)
*** ­ Adam Neste (źródło: wikiquote.org)
**** ­ Bob Marley (źródło: wikiquote.org)
***** ­ David Crosby (źródło: wikiquote.org)

KOKA.

Let Them Talk
Hugh Laurie uwiódł wielu z nas klasyczną już postacią dr. Housa. Jednak tak jak
uzależnionego od leków doktora chodzącego o lasce znają wszyscy, tak mało kto wie, że
odtwórca powyższej roli jest też...muzykiem i pisarzem. Zdziwieni? Ja byłam.
Sprzedawca broni jego autorstwa jest podobno bestsellerem, jednakże ja nie o książce
tym razem, ale o muzyce.
Laurie poza śpiewaniem swój talent muzyczny przejawia chociażby poprzez
granie na gitarze, perkusji, harmonijce i saksofonie. 11 maja 2011 roku wydał swój
pierwszy album zatytułowany Let Them Talk, który zawiera 15 utworów (podobno 17
w edycji limitowanej).
Let Them Talk to krążek, który nie trafi do wszystkich – po pierwsze dlatego, że
to bluesowy album, a po drugie odniosłam wrażenie, że wykonawca jeszcze szuka
swojego miejsca w tym gatunku. Moim zdaniem jest tam cała paleta barw bluesa i każdy
z odbiorców może znaleźć coś dla siebie, gdyż przekrój piosenek jest duży ­ od

Nutami szyte

Naprzeciw nr 1

s. 21

skocznego kawałka They're Red Hot , który mnie zauroczył przede wszystkim tym, że
przy nim człowiek sam automatycznie podrywa się do tańca i podskoków po tytułowy
Let Them Talk, który przywołuje skojarzenia zadymionego baru, w którym gra się
bluesa i jazz. Płyta zawiera kilkanaście kawałków sprawiających, że biodra
automatycznie zaczynają „chodzić”, ale They're Red Hot jest chyba najbardziej
żywiołowy. Jeżeli chodzi o poszczególne utwory z powyższej płyty, to nie chcę ich
analizować, bo to wykracza poza moją wiedzę i umiejętności, ale wszystkie składają się
na taką całość, że często mam ochotę zapalić papierosa i zrobić sobie czarnej kawy, by
móc później odlecieć gdzieś daleko.
Cała płyta zawiera jeszcze książeczkę ze zdjęciami artysty opatrzonymi
komentarzem oraz kilkoma słowami samego wykonawcy.
Co do opinii na temat płyty, to zdania są podzielone. Ja lubię jej czasem
posłuchać, ale muszę mieć na nią odpowiedni dzień. Natomiast jedna z moich
koleżanek stwierdziła, że dla niej to nic specjalnego i woli Lauriego w roli Housa. Tak
naprawdę, żeby wyrobić sobie zdanie na jakiś temat, trzeba się z nim zapoznać. Dlatego
też wybór czy sięgnąć po Hugh Lauriego w wersji muzycznej zostawiam Wam.
NATALIA

Muzyczne przeistoczenia
Jednym z najdziwniejszych i najsmutniejszych zjawisk w sferze muzycznej
zdecydowanie jest podporządkowanie tworzonej muzyki współczesnym trendom.
Muzyczny rynek ogarnia komercja. Komercja, komercja everywhere!
Jako że jestem fanką rocka i alternatywy, przywołam tutaj kilka przykładów
właśnie z tego gatunku. Pierwszym z nich będzie dotychczas szanowany i bardzo
lubiany przeze mnie zespół 30 Seconds To Mars. Po trzech genialnych krążkach, gdzie
jeden uważam za mój osobisty nr 1 wśród wszelkich innych istniejących albumów,
przyszedł czas na ''nową odsłonę''. Znacie to uczucie, kiedy czekacie na coś tak bardzo,
że po pierwszym wysłuchaniu piejecie z zachwytu, a po kolejnym jesteście bardzo
zniesmaczeni? Tak było w moim przypadku. Z tą jednak różnica, że za wszelką cenę
próbowałam się przekonać do nowego albumu i w końcu mi się to udało. Love Lust
Faith + Dreams zawiera 12 kawałków, gdzie w około 80% z nich rozbrzmiewa dźwięk
syntezatora czy innych ''nowoczesnych instrumentów''. Jestem zdania, iż nic nie zastąpi
dobrego basisty czy też dźwięku perkusji, ale słuchając utworów, które aktualnie
puszczane są w radiu, zastanawiam się w jakim kierunku idzie muzyka i czy w
przyszłości ludzie zrezygnują z grania na instrumentach (jakichkolwiek) na poczet
tworzenia muzyki komputerowo?
Drugim zespołem na którym się zawiodłam jest Paramore. Tutaj przemiana w
''komercyjny twór'' pasujący do szerokiej rzeszy odbiorców, którzy nie mają
jakichkolwiek wymagań, trwała trochę dłużej, gdyż już DWA ostatnie krążki nie

Nutami szyte

Naprzeciw nr 1

s. 22

przypadły mi do gustu. Wiadomo, że gusta są różne i prawdopodobnie teraz pojawi się
rzesza fanów, którzy kochają nowe Paramore, w nowym wydaniu, bardziej
nowoczesnym i bardziej elektronicznym.
Dokładnie to samo mogę powiedzieć o Panic! at The Disco, zespole, którego
nowego albumu jeszcze nie jesteśmy w stanie przesłuchać, ale skupiając się jedynie na
wychodzących singlach, mogę spokojnie stwierdzić, że będzie to kolejny krążek, po
przesłuchaniu którego będę miała ochotę skoczyć z mostu na torowisko w poszukiwaniu
dźwięków metalu, który będzie o wiele przyjemniejszy niż dźwięk elektroniki.
Najbardziej boli mnie fakt, że zespoły za wszelką cenę próbują podporządkować
się regułom panującym w ówczesnym muzycznym świecie. Przecież do tej pory istniały
bandy, wokaliści i muzycy tworzący dla swojej grupy fanów, czyli ludzi, którzy
UWIELBIAJĄ ICH MUZYKĘ ZA TO JAKA JEST, oraz istniała grupa artystów
ograniczająca się do tworzenia muzyki stricte pod ludzi, którzy nie posiadają swojego
gustu muzycznego i żadnego rozeznania w tym kierunku. I nie myślę, że artyści, którzy
poddali się komercji są gorsi, po prostu uważam za niepotrzebny fakt, iż teraz każdy ma
parcie na szkło i pieniądze, które jest w stanie zebrać za opublikowanie singla w radiu.
Kończąc, chcę tylko napisać to jedno zdanie, które aż nie chce przejść mi przez
palce: muzyka zaczyna schodzić na psy. Dziękuję.
bobik.

Filmowo-serialowe refleksj e

Naprzeciw nr 1

s. 23

Filmowo­serialowe refleksje

„Nasze Matki, Nasi Ojcowie”
…czy też „nazi matki, nazi ojcowie”, jak chcą niektórzy internauci, to jeden z niewielu
seriali, który wzniecił taką burzę dyskusji (i wszelkiego rodzaju pogawędek, które też
niestety współcześnie niektórzy nazywają dyskusjami).
Co to właściwie jest?
Spytała mnie mniej zainteresowana tematem koleżanka, która dojść nie mogła do tego,
co ten serial w sobie zawiera. Rzeczywiście, jak się okazało po chwili – nie widziała ani
kawałka. Mimo to bardzo zagorzale starała się o nim rozmawiać. Zapewne nie jest
jedyną osobą, która z góry oceniła tę produkcję, nawet jej nie obejrzawszy.
Pełna gotowości do poświęceń zobaczyłam wszystkie trzy części (po półtorej godziny)
tego, nazywanego „obrzydliwym”, „kłamliwym”, bądź „prawdziwym” i „szczerym,
dobrym”, serialu.
Właściwie jest to opowieść o wojnie i przyjaźni. Z założenia, tak mi się wydaje, widz
miał skupiać się na związkach młodych ludzi i tragedii wojny. Gdyby odrzucić całą
wiedzę związaną z II wojną światową byłaby to po prostu wzruszająca historia.
O co ten cały krzyk?
Nasuwa się pytanie, gdy wracamy do wiadomości związanych z produkcją.
Motyw „polski” pojawia się w serialu dosyć późno. Zbiegły z transportu Żyd (Niemiec)
trafia do polskiej partyzantki razem z Żydówką (Polką).
Można powiedzieć, że w Polsce był antysemityzm. Można nawet pewnie powiedzieć, że
byli polscy partyzanci, którzy niewiele mieli wspólnego z dobrymi manierami.
Krzyk jednak o co innego. Mianowicie o to, że w serialu pokazani są TYLKO TACY
POLACY. Oglądamy wyłącznie antysemitów – zbieg woli się przyznać, że jest Niemcem,
niż że jest Żydem. Kiedy prawda wychodzi na jaw zostaje (w akcie łaski) wypuszczony
gdzieś w lesie („A mógł zabić!”). Dodatkowo polscy wojskowi to typowe gbury, którym
tylko bigos w głowie. Prowadzona przez nich akcja jest słaba. Właściwie wszystko
wygląda tak, jakby na chybił­trafił biegali po lesie. Na dodatek biegają po nim z biało­
czerwonymi opaskami z napisem AK…
Dziwne jest to, że Polacy nie potrafią znieść prawdy o sobie, a prawda jest taka, że w
Polsce był antysemityzm – parafrazując słowa obrońców serialu. Osobiście myślę, że nie
chodzi o sam fakt pokazania antysemityzmu, tylko o jego wyłączność. Polacy zatrzymują
wagony z bronią, a w środku są również transportowani Żydzi. Co robią? Biorą broń i
zostawiają Żydów w wagonach. Dopiero wspomniany wcześniej Niemiec ich uwalnia.

Filmowo-serialowe refleksj e

Naprzeciw nr 1

s. 24

„To hańba, że TVP wyemitowała coś takiego…”
To często powtarzane stanowisko, z którym akurat się nie zgodzę. Rozumiem, że w grę
wchodzą pieniądze podatników, rozumiem, że są osoby, które podnoszą wrzask o to, że
to oznacza poparcie TVP dla tej produkcji. A mimo to napiszę: Dobrze, że TVP to
wyemitowała. Wiem, że w dobie Internetów „każdy” może to znaleźć i obejrzeć, więc
„nie było takiej potrzeby”. Jednak wiem też, że moi rodzice by sobie tego nie znaleźli i
nie obejrzeli. Moja babcia też nie. Ani żona brata mojego ojca. Do czego zmierzam? Jest
mnóstwo osób, dorosłych, które nie obejrzałyby tego w Internecie. Mieli taką możliwość
przez emisję w TVP.
Teraz ludzie to obejrzeli w polskiej telewizji i myślą, że ten serial jest pełnym
obrazem prawdy historycznej…
… Z taką opinią przeciwko emisji się spotkałam. Odrzucam ją z powodów czysto
emocjonalnych – żywię bardzo głęboką nadzieję, że ludzie mimo wszystko potrafią
krytycznie podejść do tego, co im się serwuje. Nie, nie wszyscy, rzecz jasna. Jednak
wysuwając taki argument, jak powyżej, musielibyśmy z góry założyć, że Polacy to naród
idiotów. Ja tak nie zakładam. Za to zakładam, że warto coś poznać, zanim się to
skrytykuje – po prostu, żeby wiedzieć o czym się mówi.
I co tak właściwie z tego wynika…?
Z krzyków? Właściwie nic. Z dyskusji trochę więcej. Dla wielu osób to kolejna lekcja
historii, kolejna lekcja poszukiwania, kolejna lekcja krytycyzmu.
Z serialu? Oprócz smutnej opowieści – niewiele. O tym, tak szaleńczo obrabianym,
motywie „polskim” już napisałam. Natomiast co do Niemców, to muszę powiedzieć, że
się zawiodłam. Poważnie. Myślałam, że ten serial będzie miał ważny plus – będzie
stanowił jakieś rozliczenie Niemców z własną historią. Jednak dla mnie to wszystko
wyglądało nie jak rozliczenie, a jak usprawiedliwianie się.
I szkoda mi tylko, że scenariusz potoczył się tak, a nie inaczej, i że żydowski bohater
uciekł z transportu a nie dostał się do obozu zagłady, bo to chciałabym zobaczyć w filmie
w niemieckim wykonaniu.
Nina

Filmowo-serialowe refleksj e

Naprzeciw nr 1

s. 25

Jeździec (nie do końca) znikąd
Po obejrzeniu trailera zapragnęłam iść do kina. W końcu film twórców Piratów z
Karaibów nie może być zły – to klasa sama w sobie. Johnny Depp tylko podkręcał
atmosfere i, powiedzmy, był ostatecznym argumentem ZA.
Z kina natomiast wyszłam... Nie, nie zawiedziona, nie rozczarowana... Po prostu
zdezorientowana. Właściwie to ciężko Jeźdźcowi znikąd cokolwiek zarzucić, a jednak
pozostawia pewien niedosyt. Wydaje mi się, że 149 minut można o wiele lepiej
wykorzystać. A może to tylko przyzwyczajenie, że amerykańskie superprodukcje
fundują widzom nieprzerwany ciąg akcji, wybuchów i popisów akrobatycznych? Może
na ten film warto spojrzeć z nieco innego punktu widzenia?
Przed napisaniem tej recenzji postarałam się pogrzebać we wspomnieniach.
Kiedyś Dziki Zachód był mi bardzo bliski – zarówno literacko, jak i pod względem
filmowym. I tu odnalazłam to, czego zabrakło mi w czasie kinowego seansu.
Dopiero teraz odkryłam, że zaskakujące sceny z przyszłości (z roku 1933) mają na
celu pokazanie mitu Dzikiego Zachodu. Zarówno tego, jak powstawał, ale i jego
zmierzchu. Nie jest to jedynie dziwne spoiwo akcji. Chłopiec, słuchając opowieści
ożywionego Tonto, powraca do czasów, gdy tworzyły się legendy.
W każdej opowieści potrzebny jest bohater. Tym razem dość niefortunnie trafia na
Johna Reida, młodego prokuratora, który zakończywszy studia w mieście, powraca na
prowincję, do rodzinnej miejscowości. Jest zupełnie nieprzygotowany na to, co go czeka.
Jak się okazuje, idealistyczne regułki z Dwóch traktatów o rządzie nijak mają się do
twardych realiów Dzikiego Zachodu. A jednak ciężko mu porzucić własne przekonania.
Potrzebuje naprawdę wstrząsających, brutalnych przeżyć, by móc stanąć wreszcie po
stronie sprawiedliwości.
Zapewne gdyby był sam, film byłby totalnie pogrzebany. Na szczęście
towarzyszy mu komiczny Komancz, Tonto. Wzajemna nieufność i uprzedzenia
sprawiają, że ci dwaj muszą przejść długą drogę, by zyskać wzajemny szacunek i móc na
sobie polegać. A jednak ich słowne pojedynki znacznie urozmaicają seans i osładzają
lekko ten dość brutalny film.
Na plus można zaliczyć także niesamowite wyczucie reżysera, Verbinkiego. Choć
stosuje znane motywy i niemalże cytuje całe sceny, nie nudzą one, a wywołują na ustach
widza sentymentalny uśmiech. Lubię, gdy film odwołuje się w subtelny sposób do
swoich poprzedników, zmuszając do myślenia. Poprzez początkową scenę na stacji czy
wzbijające się do lotu ptaki, reżyser skłąda ukłon w stronę klasyki gatunku.
Co dla fanów popisów kaskaderskich? Tym razem tylko sceny z pociągami.

Filmowo-serialowe refleksj e

Naprzeciw nr 1

s. 26

Początkowa scena napadu na pociąg jakoś mnie nie przekonała. Jest dość oklepana i
wydaje mi się, że w zbyt uderzający sposób nawiązuje do innych produkcji Disneya
(osobiście miałam tutaj skojarzenie z Piratami z Karaibów, gdzie Sparrow pojawia się w
kadrze na maszcie tonącego okrętu). Natomiast scena końcowa jest bardzo
spektakularna i mimo wielu nierealistycznych momentów, zapiera dech w piersiach.
W ramach podsumowania – warto obejrzeć, choć nie każdy będzie
usatysfakcjonowany. Zdecydowanie lepiej mieć jakieś doświadczenie z gatunkiem, niż
liczyć na dobrą superprodukcję z całą masą efektów specjalnych. Film, mimo wielu
komediowych elementów, ma raczej ponurą wymowę.
Domi_P

American Psycho
Piszę o tym filmie tylko z jednego powodu: Nie wiem co o nim napisać. I nurtuje
mnie to. Dlatego podejmuję tę próbę. Dziwną próbę opisania dziwnego filmu.
Choćbym nie wiem jak chciała zająć się wyłącznie fabułą, nie mogę tego zrobić.
Wyjątkowo czuję się przymuszona do opisania gry aktorskiej. W roli głównej oglądamy
Christiana Bale, którego wszyscy chyba kojarzą z filmu Batman (a którego to filmu,
notabene, jakoś szczególnie nie lubię). American Psycho całkowicie zmienił moje
postrzeganie tego aktora i zaczęłam bardziej szanować jego grę i umiejętności. Jak to
orzekła moja przyjaciółka, z którą oglądałam film, dobrali idealnego aktora do takiej roli.
Kamienna twarz mogłaby być jego drugim „ja”.
Film nie jest najnowszy (2000 rok), ale mimo to myślę, że jego przesłanie (jak już je
odnaleźć w całości) jest raczej multiczasowe. Z opisu wynika, że jest to Thriller. Chyba
powinien zaistnieć jakiś dodatek do tego, ponieważ nie jest to thriller jak wszystkie inne.
Zaczynamy od poznania głównego bohatera i osób, wśród których się obraca.
Właściwie jest to nic innego jak środowisko pełne snobów i pozerów. Bohater to maska,
jednak nie w jakimś do głębi przenośnym i psychologicznym znaczeniu. Przybiera swoją
maskę z jednego powodu: ponieważ w tym środowisku, w takim życiu, tylko ona ma
znaczenie. Nikogo nie obchodzi wnętrze. Nikogo tak naprawdę nie obchodzi co ktoś
mówi – wręcz przeciwnie, nie słucha się innych osób w bardzo rażący sposób. Kiedy
widzimy bohatera jako zimnokrwistego mordercę (przy czym większość scen mordu jest
w pewien sposób czarnym humorem, bardziej mrozi i bawi, niż tylko przeraża) nie
jesteśmy tym tak zdziwieni jak faktem, że wszyscy ignorują oznaki jego zmiany a nawet
jego informacje o tym, że zabija. Najistotniejsza jest bowiem pozycja. Ten, kto potrafi
zarezerwować stolik w najlepszej restauracji jest wielki. Liczy się tylko aby być o krok
przed innymi, aby być lepszym i ważniejszym. Wymiana wizytówek i obserwowanie
każdego detalu na nich (krój pisma, papier) kojarzy mi się z gombrowiczowską walką na
miny. Bezsensowną walką, walką pozorami, a jednak traktowaną najzupełniej poważnie.

Filmowo-serialowe refleksj e

Naprzeciw nr 1

s. 27

Pisałam o przesłaniu tego filmu, ale nie jestem pewna, czy ja jakieś znalazłam.
Może nie jestem na tyle rozumna, by je dostrzec. Póki co zadaję sobie tylko pytanie: czy
możemy poznać samych siebie? I ile warto zrobić dla pozorów?
Nie jestem pewna znaczenia morderstw, ani ich realności. Nie jestem pewna co do
końca miała pokazać wielotwarzowość bohatera.
Właściwie to jestem pewna tylko jednego – muszę wrócić do tego filmu, obejrzeć
go raz jeszcze. Dlatego też nie tworzę żadnej skali i nie wystawiam oceny. To nie jest film
do oceny, tylko do rozwagi. Może jak go kiedyś zrozumiem dokładnie, to lepiej go
opiszę. Na pewno w tym celu wesprę się powieścią Breta Eastona Ellisa, na podstawie
której powstał.
Nina

Kącik literacki

Naprzeciw nr 1

s. 28

Kącik Literacki
POEZJA

Spacery z Cierpieniem...
We własnej sieci obłudy
We własnej pustce ciemności
Przez życie prowadzące do zguby,
pędząc, w poszukiwaniu jasności.
Drogi kręte, korytarzy miliony
Bez lampy, świecy, słońca
Przez życie biegnące stokiem stromym
pędząc, w poszukiwaniu końca.
Samotnie, wciąż szczęścia szukając
Patrząc na niewyraźne chmury na niebie.
Przez życie, na oślep, doświadczenia nie mając
pędząc, w poszukiwaniu samej siebie.

~~***~~
Skradzionej Wolności gorzki smak
czując niewyraźnie, chcąc wyrzucić go
Nikły, niepełny, a mocny tak
krąży we krwi, jak zatrute wino
Przesuwając dłoń po bezwiednym kwiecie
Zrywając po kolei płatki bezbronne
Mordując go w niegdyś bezpiecznym świecie
i wrzucając obraz we wspomnienia chłonne
Pozostaje więc widzieć kwiat gdzieś w snach
nie ronić łez, milczeć, nie wspominać za dnia
walczyć o niego w zapomnianych godzinach
dodawać słój do pamięci pnia.
Skradzionej Godności gorzki smak
czując wyraźnie, wciąż stłumić go chcąc
wyraźny, namiętny, palący tak
...bezpowrotnie Wolę na strzępy rwąc.

Kącik literacki

Naprzeciw nr 1

s. 29

~~***~~
Niesłyszalny szum drzew.
Niewidzialny księżyca blask.
Wilgoć ziemi, wody śpiew,
szelest trawy i gałęzi trzask.
Niesłyszalny krzyk rozpaczy.
I w ciemnościach niewidzialny ból.
Nikt nie przyjdzie, nie zobaczy.
I sypie się, sypie na ranę sól
ze słonych łez, poleje się
jeszcze nie raz
i cierpiąc zapyta cię:
Czy to właśnie próby czas?
Wystawił, zniszczył, rozerwał,
rozszarpał, przewiercił, zgniótł,
zostawił, nicości nie przerwał, jak wróg,
Niewidzialny, Niesłyszalny, Miłosierny bóg.
~~***~~
Może Lilią byłabyś
zdobiącą świat ten?
Może ogniem byłabyś
ogrzewającym ludzki sen?
Może kamieniem byłabyś
niezniszczalnym w obronie miłości?
Może literą byłabyś
Nadającą językowi zdolności?
Dziś lilie zdobią,
między ogniami bliskich
Twój kamienny dom
Złotymi literami opatrzony.
Nina

Kącik literacki

Naprzeciw nr 1

s. 30

PROZA

Dwa Światy (cz.1)
Marianna siedziała na parapecie okiennym, trzymając w dłoni książkę. Pogrążona
w myślach, spoglądała przez okno, zupełnie zapominając o bohaterach powieści.
Zbytnio pochłonęła ją magia rozgwieżdżonego letniego nieba. Przyglądała się
pojedynczym ciałom niebieskim, zastanawiając się, czy są zamieszkane, a jeśli tak, to
przez kogo. Od dziecka uwielbiała spoglądać w nocne niebo. Codziennie inne, miało
swój niepowtarzalny urok.
Niespodziewane pukanie do drzwi wejściowych wyrwało ją z zamyślenia. Kto się
tak dobijał o tej porze? Było już trochę za późno na niezapowiedziane odwiedziny, a nie
wiedziała, by kogoś oczekiwano. Wyjrzała z pokoju i nasłuchiwała chwilę. Nikt nie
kwapił się, by wpuścić wędrowców. Wysunęła się więc na korytarz i zeszła po schodach
na półpiętro. Przejrzała się w zajmującym całą ścianę lustrze i poprawiła opadającą na
oczy grzywkę. Ciemnobrązowe włosy spływały lśniącą kaskadą, otulając drobną
twarzyczkę o jasnej cerze, a kilka ledwo widocznych piegów podkreślało linię nosa i
oczy w kolorze niezapominajek.
Gdy pukanie rozległo się ponownie, stała już przy drzwiach. Nacisnęła klamkę i
pociągnęła. Musiała cofnąć się o parę kroków, żeby móc swobodnie wyjrzeć na
podwórze. Stanęła oko w oko z dwójką młodzieńców, podobnych do siebie, jak dwie
krople wody.
­ Wpuść ich. ­ Za jej plecami rozległ się cichy, acz stanowczy głos.
Zerknęła przez ramię, by ujrzeć Nathaniela. Ubrany był w mocno znoszone jeansy
i przydużą koszulką. Na ramiona opadały mu w nieładzie czarne włosy, przysłaniające
większość twarzy. Był gospodarzem i to on decydował, kto może znajdować się na
terenie posesji.
Marianna odsunęła się, by przepuścić młodzieńców. Gdy znaleźli się w świetle
płynącym z kuchni, zorientowała się, że wcale nie są do siebie aż tak podobni.
­ Jestem Darius – przedstawił się ten o parę centymetrów niższy. Był dobrze
zbudowany, ale nie wyglądał na osiłka. Raczej na zwyczajnego chłopaka z sąsiedztwa.
Gdyby nie zielonkawe przebłyski w szarych oczach...
­ Robert – odezwał się drugi, podając jej rękę. Miał szorstkie dłonie i silny uścisk.
Już na pierwszy rzut oka wydawał się straszy i poważniejszy. Szare oczy zerkały
nieufnie spod ciemnej grzywki, podczas gdy jego brat cały czas się uśmiechał.
Dziewczyna przeniosła wzrok na Nathaniela. Była ciekawa, kim są młodzieńcy.
Mężczyzna w lot zrozumiał jej nieme pytanie, bo przedstawił ich jako swoich
przyrodnich braci i od razu zaciągnął ich do kuchni. Chciała iść za nimi, lecz gospodarz
zamknął drzwi tuż przed jej nosem, dając w ten sposób do zrozumienia, że nie jest tam
mile widziana.
­ To ona, prawda? ­ Usłyszała stłumiony głos zza drzwi.
­ Ciszej! ­ warknął Nathaniel.
Stała jeszcze chwilę bez ruchu, jednak nie dobiegł jej już żaden dźwięk.
Westchnęła. Odwróciła się i skierowała kroki w stronę schodów, by poszukać siostry i

Kącik literacki

Naprzeciw nr 1

s. 31

opowiedzieć jej o przybyszach. Zastanawiała się, który z młodzieńców o nią pytał i
dlaczego mówił tak, jakby ją dobrze znał.
Ledwie postawiła stopę na trzecim stopniu schodów na piętro, gdy drzwi do
kuchni otworzyły się z rozmachem. Trzej mężczyźni wyszli z ociąganiem, poganiani
przez zgrabną blondynkę. Leticia była dziewczyną Nathaniela i na czas przygotowań do
urodzin starszego pana przejęła we władanie wszystkie garnki i rondelki. Z hałasem
rządziła w swojej domenie i lepiej było nie wchodzić jej w drogę.
­ Mówiłam Ci już tyle razy, żebyś mi nie przeszkadzał – upomniała swojego
chłopaka.
­ Ostatnio w ogóle nie masz dla mnie czasu... ­ odpowiedział z wyrzutem,
przyciągając ją do siebie.
­ Gdybyś mi więcej pomagał, nie miałabym aż tyle roboty. Marianno, zechciałabyś
przyjść i potrzymać mi sito? Muszę dokończyć sos – zwróciła się przyjaźnie do
nastolatki.
­ Jasne, bardzo chętnie – Dziewczyna wyminęła trzech braci, uśmiechając się
współczująco do Nathaniela.
Jego dziadek następnego dnia kończył osiemdziesiąt lat, wnuk zaplanował więc
wielką imprezę urodzinową i zaprosił całą rodzinę. Zarówno tę bliższą, jak i tę dalszą, z
którą na co dzień nie utrzymuje się kontaktu. Goście zjeżdżali się już od kilku dni,
zajmując każdy wolny skrawek niewielkiego domku przy Green Avenue. Tak samo było
z Marianną i jej najbliższymi. Właśnie mijał trzeci dzień od momentu, w którym
przyjechali do dawno nieodwiedzanych krewnych. Dom z dnia nadzień zapełnił się
obcymi twarzami. Z początku panowała atmosfera niepewności, powoli przechodząca w
niecierpliwe oczekiwanie na wielką fetę.
Marianna została w kuchni dłuższą chwilę, zamierzała bowiem pomóc Leticii w
przygotowywaniu kolacji. Nie chciała zostawiać młodej gospodyni samej z
nakrywaniem do stołu, znoszeniem przysmaków i porządkowaniem kuchennego
bałaganu. Mogłaby zawołać kogoś do pomocy, ale wolała oddać się radosnym
rozmyślaniom o powrocie do szkoły. Znów miała spotkać dawno niewidzianych
przyjaciół! Oczywiście były też i minusy... Ale po co zaprzątać sobie nimi głowę?
Już po piętnastu minutach wszystko było gotowe i mogli zasiąść do stołu.
Biesiadnicy schodzili się powoli z różnych części domu, zasiadając na swoich miejscach
przy długim stole. Młodzież zebrała się przy jednym końcu, by swobodnie móc
prowadzić rozmowę i nie musieć krzyczeć przez całą długość jadalni. Oprócz
przyrodnich braci Nathaniela i Marianny były jeszcze dzieciaki od Springerów
reprezentujące szeroką rozpiętość wiekową. Jak zwykle brakowało Rebecci.
­ Smacznego! ­ Od wejścia rozległ się znajomy głos. Po chwili na przeciw
Marianny usiadła jej starsza siostra. Ciemnorude loki jak zwykle miała w nieładzie, a
zielone oczy błyszczały radośnie. Kilka piegów na nosie i policzkach podkreślało bladość
cery. Zwykle nikt nawet nie przypuszczał, że te dwie, tak różne dziewczyny mogą być
siostrami.
­ Gdzie ty znowu byłaś, co? ­ naskoczyła na nią Maryśka.
­ Leticia prosiła, żebym ogarnęła poddasze. – Uśmiechnęła się szeroko. ­ Mieliśmy
mieć dzisiaj gości. ­ Rozejrzała się dookoła i dopiero teraz zauważyła dwie obce twarze.

Kącik literacki

Naprzeciw nr 1

s. 32

Przedstawiła się i ponownie skierowała uwagę na ciemnowłosą.
­ Jak zwykle dowiaduję się ostatnia... ­ podsumowała dziewczyna, nakładając
sobie sałatkę.
­ Chciałam cię zagonić do roboty, ale jakoś nie mogłam cię znaleźć. Cały czas
byłaś na dole, nie? ­ zagadnęła. Nie czekając na odpowiedź, kontynuowała: ­ Muszę z
tobą pogadać po kolacji.
Marianna uśmiechnęła się pod nosem. Dobrze wiedziała, czego chce od niej Ruda.
Na pewno marzyło jej się wyciągnięcie jakiś informacji o Dariusie i Robercie, ale
niedoczekanie. Będzie musiała się nieźle namęczyć, żeby usłyszeć choć słówko.
Spojrzała na siostrę. Rebecca patrzyła szeroko otwartymi oczami gdzieś ponad jej
głową. Odwróciła się, by sprawdzić, co tak zaskoczyło dziewczynę. Wtedy też ujrzała
marę. Nie, nie... To tylko matka Nathaniela. Ale pierwsze wrażenie może mylić –
wychudzona postać przybrana w staroświeckie szaty. Kobieta przepłynęła przez pokój i
zniknęła w kuchni. Po krótkiej chwili pojawiła się ponownie, niosąc w dłoni jabłko.
Przy stole panowała cisza. Wszyscy spoglądali na Sabine, nie bardzo wiedząc jak
zareagować. Do tej pory mało kto miał z nią styczność, gdyż zwykle siedziała w swoim
pokoju, z którego wychodziła jedynie późnym wieczorem, bądź o świcie. Odkąd spełniła
się jej przepowiednia dotycząca śmierci męża, unikała ludźmi, nie odzywała się do
nikogo i prawie nic nie jadła. Nie pomagały żadne leki, wywary ani zaklęcia.
Atmosfera nie poprawiła się do końca kolacji. Wszyscy patrzyli, żeby jak
najszybciej iść do siebie. Sytuacja była krępująca, jednak najciężej znosił to Nathaniel. W
końcu chodziło o jego matkę.
Rebecca z Marianną pomogły posprzątać ze stołu, a także pozmywać i wytrzeć
naczynia. Jakoś tak wyszło, że od pierwszego dnia pobytu na Green Avenue włączyły się
w życie domu. Nie chciały bezczynnie czekać na urodziny dziadka Andrew, zwłaszcza
gdy brakowało rąk do pomocy. Godzina przyjęcia zbliżała się wielkimi krokami, a wciąż
pozostawało wiele do zrobienia.
Późnym wieczorem poszły do pokoju, który przydzielono im na te kilka dni.
Umyte i przebrane w piżamy, ułożyły się w sąsiadujących ze sobą łóżkach. Pogadały
chwilę o wszystkim i o niczym. Rebecca była jednak zbyt zmęczona na dłuższe
pogaduchy i w końcu usnęła. Maryśka zaś zabrała się za czytanie. Nie chciało jej się
jeszcze spać, a poza tym miała bardzo ciekawą książkę, którą chciała wreszcie skończyć.
Nie minęła godzina, gdy od książki oderwał ją przeraźliwy wrzask Rudej.
Marianna zerwała się z łóżka i uklękła przy szamoczącej się siostrze, która była
rozpalona.
­ Rebeć, obudź się! ­ prosiła, potrząsając ją za ramię.
W końcu otworzyła oczy. Wzrok miała nieprzytomny, jak przy wysokiej gorączce.
­ Proszę, otwórz okno... ­ wychrypiała.
Marianna szybko spełniła prośbę. Gdy ponownie klękała przy łóżku siostry,
otworzyły się drzwi do pokoju.
­ Co tu się dzieje? ­ warknął Nathaniel. Zza jego ramienia wyglądała Leticia i parę
innych osób. Na korytarzu robił się coraz większy hałas. Ktoś pytał, ktoś odpowiadał...
Nikt nie wiedział, o co chodzi.
­ Chyba jej się coś śniło... ­ wyjaśniła cicho ciemnowłosa. Nie miała pojęcia, co

Kącik literacki

Naprzeciw nr 1

s. 33

odpowiedzieć. Podeszła do drzwi i zadecydowała: ­ Dzisiaj trzeba jej dać spokój. Rano
nam wszystko opowie. Dobranoc!
Zamykała drzwi, gdy usłyszała głos jednego z przyrodnich braci gospodarza:
­ Zaczęło się...
Domi_P

Autorzy tekstów:
Koka. - http://spojrzeniem.blogspot.com/
Bobik. - http://kopnij-to.blogspot.com/
Domi_P - http://tajniac.blogspot.com/
Natalia - http://mojportret.blogspot.com/
Nina - http://histeryczna.blogspot.com/
Korekta: Domi_P
Skład: Nina
Projekt i wykonanie okładki: Bobik.
Kontakt:
Masz jakieś pytania? Sugestie? A może chcesz tworzyć razem z nami?
NAPISZ DO NAS!
naprzeciw.blog@gmail.com
Strona internetowa:
http://naprzeciw-wam.blogspot.com/


Related documents


najpowszechniejsze paskudne kamsta kt re telewizyjni1681
nr 1
02 w pier cieniu ognia
2
jakie foteliki samochodowe s dostepne1799
test


Related keywords