PDF Archive

Easily share your PDF documents with your contacts, on the Web and Social Networks.

Share a file Manage my documents Convert Recover PDF Search Help Contact



Wizaż .pdf


Original filename: Wizaż.pdf

This PDF 1.4 document has been generated by Documill Publishor 6.3.14 by Documill (http://www.documill.com/) / iText 2.1.6 by 1T3XT, and has been sent on pdf-archive.com on 02/12/2013 at 10:14, from IP address 89.72.x.x. The current document download page has been viewed 2830 times.
File size: 245 KB (42 pages).
Privacy: public file




Download original PDF file









Document preview


CO BY SIĘ STAŁO GDYBY
ANONY I PLAŻE Z WIZAŻU
MIAŁYBY UTWORZYĆ
SPOŁECZEŃSTWO?
By Anonymous
oryginalna nitka

1

Prolog
Rok 2014. Gdy do władzy w Polsce dochodzi radykalne ugrupowanie o profilu narodowo- katolickim, rząd uznaje,
że należy pozbyć się bezwartościowego elementu. Na pierwszy ogień idą użytkowniczki popularnego portalu
wizaż oraz osoby regularnie udzielające się na forum karachan.org. Mimo zapewnień tych drugich o gotowości
do walki za chwałę białej rasy, Partia pozostaje nieugięta. Opancerzone autokary mające przetransportować ich
do opuszczonego miasta- więzienia, oddzielonego murami od świata zewnętrznego już czekają na więźniów. Trzy
godziny później jego bramy zamkną się pozostawiając ich uwięzionymi na zawsze.
- Boże, czemu spotkało to akurat mnie. Tęsknię za moim TŻ. Co z nami będzie? - Te, jak i wiele innych,
podobnych do siebie kobiecych głosów zlewało się w jeden wielki lament. Około czterysta loch w różnym wieku
rozpaczało nad swoją aktualną pozycją. Zamknięte na zawsze. Oddzielone od przyjaciół, chłopaków, mężów,
rodziców.
Zupełnie inne nastroje panowały w obozie anonów. Ci zdawali się być obojętni wobec perspektywy nowego
życia, a ich jedynym zmartwieniem był brak komputerów i internetu. Jeden, czy dwóch grubasów niepokoiło
się też faktem, że nigdy nie zjedzą już frytek w McDonaldzie jednak szybko zostali doprowadzeni do pionu
przez resztę elity internetu. Dwieście par oczu spoglądało niepewnie na załamane swą sytuacją, pogrążone w
nieszczęściu, tak znienawidzone przez nich kurwy z wizażu.
Kiedy emocje zdążyły ostygnąć rozległ się hałas. Kilka helikopterów zrzucało na opustoszałą ulicę drewniane
skrzynki. Jak miało się okazać, były to bieda-paczki, zawierające gęsiwo, paprykarz i Polokoktę, a anony
wiedziały już, że są w raju. Sen o życiu i żarciu wreszcie się spełnił. Jednak czym się zająć, gdy nie można grać w
gierki? Odpowiedź na to pytanie miała przyjść już niedługo.
- Posuń się pizdo - Takie słowa usłyszał pulchny anonek z dziecinną buzią, od filigranowej brunetki w markowym
płaszczu, gdy próbował dostać się do upragnionego jedzonka. Biedaczek nie jadł już od kilku godzin i wyraźnie
burczało mu w brzuszku. Spojrzał na nią z zakłopotaniem, by bez słowa odstąpić przepyszny paprykarz
szczeciński. Jaka szkoda. Wyglądał naprawdę smakowicie. Część anonów po cichu zajadała się zdobytymi
frykasami, słuchając pokornie obelg i szyderstw, jakimi darzyły ich plaże.
- Kurwy i dziwki. Wyżywają się na nas - pomyślał niejeden z nich, lecz żaden nie zdobył się na wypowiedzenie tej
myśli na głos.
W końcu nastał wieczór, i wszystkim zachciało się spać. W grupach lub w pojedynkę, skazani zajmowali
puste mieszkania, pozostawione przez wygnane z nich rodziny... Gdy już na dobre zrobiło się ciemno, jeden
z anonów - miłośnik ASG i Call of Duty - postanowił udać się na nocny spacer. Przechadzając się pomiędzy
betonowymi ścianami i zaniedbanymi wystawami sklepowymi dostrzegł za jedną z nich poruszającą się sylwetkę.
Zaciekawiony, postanowił sprawdzić kto to taki i czego szuka w Polo Markecie. Jakież było jego zdziwienie
gdy ukazała mu się szczupła, na oko dwudziestoletnia dziewczyna obżerająca się najdroższym pieczywem,
wyrzucając przy tym twardsze skórki. Ta z początku nawet go nie zauważyła, jednak gdy anon podszedł bliżej
odwróciła się, odgarniając przy tym długie, rude włosy i chcąc nie chcąc eksponując jędrne piersi opinane przez
przylegającą do ciała, jasnoniebieską bluzeczkę. Widząc spierdolinę obciętą na jeża, ubraną w polar i spodnie z
białymi od spermy plamami skrzywiła się w wyrazie obrzydzenia i pogardy.
- Na co się gapisz ciulu? - spytała spokojnie, lecz jakby ze zniecierpliwieniem i wyraźną arogancją w głosie.
Dziewczyny nigdy nie widziałeś? - Anon zaczerwienił się natychmiastowo i wydukał z siebie tylko ciche “no
przechodziłem tędy i zobaczyłem, że coś się rusza za wystawą..."
- Dobra, nie obchodzi mnie to lamusie. Wypierdalaj - przerwała mu szorstko niewychowana i jak się właśnie
okazało - wulgarna locha, dodając przy tym szydercze "masz podkoszulek z tyłu na przód".

2

Nasz bohater jak przystało na spokojnego chłopaka już chciał odwrócić się i odejść w bezpieczne miejsce,
lecz jego uwagę przykuł wyeksponowany dekolt dziewczyny. W tym momencie dotarło do niego, że są w
opuszczonym sklepie i może zrobić właściwie cokolwiek, bez żadnych konsekwencji. Podszedł trochę pewniej w
jej kierunku, a jego ręka wylądowała na jej ramieniu.

ASG-anon
- Co ty kurwa... Zabierz te łapy! - Wykrzyczała wizażanka odrzucając przy tym dłonie anona.
- Ty jebany śmieciu. Spróbuj jeszcze raz mnie dotknąć to...
Dziewczyna nie zdążyła nic odpowiedzieć. Silna ręka mocno zacisnęła się wokół jej szyi i gwałtownie przycisnęła
ją do ściany. Pogarda w jej wzroku ustąpiła miejsca przerażeniu, a wyzwiska błaganiu o litość. W odpowiedzi
dostała tylko krótkie "to na nic, tutaj nikt ci nie pomoże". W tym momencie ruda zalała się łzami i z jeszcze
większą rozpaczą poczęła prosić ASG-anona o litość. Ten miał jednak inne plany.
Pierwszy raz w życiu jego usta łapczywie zetknęły się z szyją kobiety, a ręce ścisnęły jędrne pośladki. Krzyk
rozpaczy rozległ się w całym supermarkecie, a nogi jego ofiary gwałtownie poruszyły się, jakby chciały uciec od
tego co nieuniknione.
- Po co się tak wierzgasz szmato? Zaraz poczujesz mnie od środka - Stulej czuł się coraz pewniej. Lęk przed
kobietami zniknął jak ręką odjął. Ciekawe czy tą samą, która właśnie znalazła się w majtkach dziewczyny? Tego
nie wiedział. Wiedział jednak, że za chwilę nie wytrzyma i spuści się w spodnie. Nie tracąc czasu zerwał z loszki
bieliznę, zsunął jej bluzkę i brutalnie wsadził swojego członka w jej ciasną cipkę. Ta zawyła w akcie bezradności i
poddała się oprawcy, nadal cicho popłakując.
Anonowi nie zajęło długo by skończyć w Rudej. Gdy osunął się na nią powalony rozkoszą orgazmu ta w
chwilowym przypływie pewności nieroztropnie wyzwała go od nieudaczników. Nie był to już jednak ten sam
stulej wstydzący się spojrzeć dziewczynie w oczy. Mocno spoliczkował lochę i kazał jej otworzyć usta. Gdy ta
odmówiła siłą ścisnął jej policzki, a ta poddała mu się, bo co innego mogła zrobić. Po tym zebrał trochę flegmy
i splunął jej wprost do ust. Wychodząc z niej zaśmiał jej się w twarz, a następnie zostawił samą w dziale z
pieczywem, by wybiec z budynku i niczym Prometeusz krzyczeć dobrą nowinę, tak by oświecić jak największą
ilość anonów w jak najkrótszym czasie.
- Jebać, jebać, nic się nie bać! - krzyczał na cały głos ASG-anon biegnąc przez ciemne, puste ulice ich miejsca
odosobnienia. W mieszkaniach zaczęły zapalać się światła a z okien wychylać głowy.
- Zamknij mordę frajerze, próbuję zasnąć - odpowiedziała z któregoś okna wizażanka. Anon szybko zripostował:
- Zaraz zamknę ci mordę swoim chujem, szmato!
Nieśmiało wyglądający na ulicę stulejarze zaczynali rozumieć o co chodzi. Wychodzili z klatek schodowych
powoli, rozglądając się na boki, przyzwyczajeni do życia w strachu przed podwórkowymi bonusami. Bonusów
jednak tu nie było a obecność obrażających papieża przyjaciół dodawała pewności siebie. Maszerujący ulicą
tłum anonów gęstniał i falował, a w powietrzu unosił się zapach potu, niezmienianej od tygodni odzieży, zgniłej
spermy i taniego piwa z biedronki. W powietrzu wisiało tłumione latami pożądanie i chęć rewanżu za lata
upokorzeń takich jak podśmiewanie się na przerwach w szkole czy w komunikacji miejskiej. Atmosfera gęstniała
i zemsta była tylko kwestią czasu.

3

Mirek
Mirek, wysoki anon, trochę klinefelterowaty typ, za to modnie ostrzyżony na Hitlerjugend i ubrany w jeansy rurki
i sweter w skandynawski wzorek, obudził się z płytkiego snu, półleżąc oparty o ścianę mieszkania, które dzielił
z dwoma innymi /fa/nonami i Matim, znajomym spiedolinką, z którym jeszcze parę miesięcy temu śmieszkował
kurwiąc się czanmową w kucbazie. Założył na nos okulary. Jedno szkło było nadtłuczone, wynik przepychanek
przy wydawaniu jedzenia. Anony bodybuilderzy, fani ASG i narodowcy krzywo patrzyli na wszelkie przejawy /
fa/ starali się pomijać /fa/nonów przy wydawaniu żywności. Przypomniał mu o tym ból pustego brzucha, który
nasilił się przy próbie podniesienia się z podłogi. Mirek wyszedł na balkon, wyciągnął knagę przez rurki i odlał
się z wysokości czwartego piętra wprost na wywieszoną na parterze polską flagę. Narodowy rak nawet w tych
okolicznościach nie odpuszczał.
Mimo swojej /fa/ aparycji, Mirek był prawdziwym anonem, gardzącym wszelkimi poglądami, kierującym się
pragnieniem lulzów. Bywał parę razy na wyklętym boardzie kurahena, ale jego prawdziwym domem było /b/, tam
postował sporo octu i ładnych rzeczy, dlatego gdzieś w środku bolało go, że dla większości braci równy jest
dwójce śpiących teraz w jego salonie frajerów. "Dziś Mati zapierdala po żarcie." pomyślał.
Strząsnął z penisa ostatnie krople moczu, kiedy to kątem oka zauważył ruch w oknie bloku stojącego naprzeciw.
Może mu się wydawać, ale postawiłby pół swojej kolekcji hentai na to, że błysk towarzyszący szamotaninie to
złoto. Od razu wykluczył anonów - złote kety nie były /fa/, nie podejrzewał też żadnych białych czarnuchów o
lurkowanie. "Wizaż" - przemknęło mu przez myśl.

4

ASG-anon
- Co wy odpierdalacie lamusy! Wracajcie pod kołderkę walić konia! - takie obelgi docierały jeszcze z niektórych
miejsc, jednak większość wizażystek wystraszyła się rozwścieczonego pochodu i tylko dyskretnie wyglądała zza
firanek.
- Jebać do woli panowie - krzyknął ktoś z tłumu, a reszta anonów zaczęła skandować:
- Je-bać! Je-bać! Je-bać!
Przez wrzask stujów dało się usłyszeć pierwsze piski przerażonych loszek i odgłosy wyłamywanych drzwi od
mieszkań. Tłum zaczął rozlewać się z ulicy do klatek schodowych. Jakaś wizażanka krzyknęła:
- Odejdźcie od drzwi idioci albo dzwonię po policję!
- Tu nie ma policji, Kusanagi - odkrzyknął jakiś anon.
- Nie jestem żadną Kusanagi! pomyliłeś mnie z kimś!
- Już jesteś szmato, już jesteś!
To co wydarzyło się w głowach anonów można porównać z grupowym oświeceniem jakie obiecują nam różni
guru na forum prawda2.info lub ze zjedzeniem owocu z drzewa poznania dobra i zła. Ich umysł napełniła radość
i poczucie nieskrępowanej niczym wolności. Czując, że nie dotyczą ich już żadne zasady ani moralność wybiegli
na ulicę by w niezmąconej niczym ekstazie zacząć tańczyć i rzucać się sobie w ramiona. Całe ich spierdolenie
odeszło jak ręką odjął. Nikt nie dawał jebania o nic, każdy był dla siebie bratem. Nafing razem z Lalkarzem
złapali się pod ręce i ku uciesze wszystkich zaczęli wywijać kankana. Był to ich pierwszy taniec w życiu, lecz
kto, no kto mógłby ich za to wyśmiać? Dało się wyczuć obecność ducha Cichowskiego, który zrzucił na anonów
symboliczny deszcz tabletek acodinu, zwiastujący nadejście nowej ery. Nie, żadnej pierdolonej Ery Wodnika. Era
Kiwi, najbardziej spierdolonego zwierzęcia rozpoczęła się z hukiem. Od dziś on tu rządzi i nikt nie może nic z tym
zrobić.
Każdy medal ma dwie strony, tak mawiał stary grecki filozof. Miał rację. Słysząc o zamiarach anonów, wizażanki
zaszyły się w swych legowiskach w nadziei, że w nich będzie bezpiecznie. Ten sam mędrzec powiadał też, że
nadzieja jest matką głupich i tamtym razem także się nie mylił, o czym to przekonały się dwie na oko zbliżające
się do trzydziestki, całkiem ponętne lochy. Wpadły one jako pierwsze w ręce anonów, a ci zerwawszy z nich
ubrania wyciągnęli je nagie z mieszkania i wlekąc przez ulicę z dumą prezentowali swój łup, który nie wiedzieć po
co darł się, jakby ktoś mógł mu pomóc. Ku nieszczęsnym loszkom ustawiła się cała kolejka byłych już spierdolin.
Po kolei wchodzili w nie swoimi krzywymi, śmierdzącymi penisami, podczas gdy te przestały już nawet krzyczeć,
a zamiast tego patrzyły się tępo przed siebie. Nie spodobało się to anonom, które policzkowały je, gdy nie
przykuwały do nich uwagi. Kolejka była coraz dłuższa, dlatego też postanowiono, że gwałty będą odbywać
się trójkami. Po wszystkim zostawiono wypełnione spermą lochy nagie, na ulicy. Ze wszystkich ich otworów
wylewała się biała ciecz, a ich włosy były posklejane głównie śliną, z racji tego, że obficie pluto im w twarz.
Nagła mobilizacja ogarnęła anonów. Marazm odszedł daleko. Po depresji nie pozostało nawet najmniejszego
śladu. Utworzyły się pierwsze grupy i gangi, takie jak /mil/anony uzbrojone w ręcznie zrobione łuki i proce
zrobione z kawałków mebli. Posiadali też kilka rewolwerów, z racji tego, że zawartość mieszkań nie pozostała
rozgrabiona i można w nich było znaleźć wiele ciekawych rzeczy. Zara i H&M prędko zostały opróżnione
przez /fa/nonów, na których reszta patrzyła z lekką pogardą, nie ustępującą jednak życzliwości. Nie muszę
chyba dodawać, że /thc/anony wspólnymi siłami zniszczyły znajdujące się w aptekach sejfy z morfiną i
benzodiazepinami, by w końcu w nich zamieszkać. /v8/anony organizowały wyścigi samochodowe, podczas
których na ulicę wyrzucano co brzydsze panie robiąc tym samym coś w stylu Carmageddonu.

5

Około pięciu anonów wpadło do jednej z klatek schodowych i sforsowało drzwi zza których dochodził zapach
damskich perfum, który wyczuli niczym psy gończe. Zajmująca mieszkanie karynka szybko zatrzasnęła się w
sypialni jednak anon-erise z rozpędu przeleciał przez nie jak przez papier, wzbijając w powietrze setki drzazg.
- Wynocha z mojego pokoju! Seba wam napierdoli jak się o tym dowie! - Krzyczała dziewczyna ubrana jedynie w
strój do spania: kuse majteczki i obcisłą koszulkę RPK.
- Nie będziecie mieli życia na dzielni! Seby się wszyscy boją! To mój chłopak, idzie ze mną na studniówkę!
Anony zaniosły się śmiechem, po czym jeden z nich, posiadający wzrok psychopaty, bezpardonowo wypierdolił
karynie plaskuna w ryj.
- Zaraz zobaczymy twoją ciemną strefę - Powoli wycedził erise do leżącej na ziemi loszki, po jednym ruchem
rozerwał jej prawilną koszulkę, ukazując anonom jędrne piersi pokryte delikatną opalenizną z solarium i
zwieńczone malutkimi sutkami.
Karyna zaczęła miotać się na ziemi.
- Trzech musi trzymać a dwóch w tym czasie może jebać - Szybko ocenił sytuację kuc i zapytał od kiedy lurkują
jego towarzysze.
- Tapchan.
- Wyborcza.
- Ojciec wędkarz.
- Tentacle.
- Ja od CKU - Zakończył kuc.
- Starocioty z tap i tentacla pierwsze - wskazał na suchoklatesa z zapadłą klatą i erisa.

6

Mirek
Ignorując przytulonych na rozłożonym peacoacie /fa/ pedałów, doskoczył do Mateusza i potrząsnął nim
gwałtownie:
- Mati kurwa, obudź się!
- C-co?
- Papież kurwo gwałci twoje dzieci! - To zdanie zadziałało.
- Wojtyła, skurwysynu, zostaw je! - Z tym okrzykiem mentalny stulejarz wyskoczył ze swojego posłania,
złożonego z zabranego w czasie łapanki śpiwora i zapasowej bluzy polarowej. Jako rasowy paranoik, Mati
zawczasu przygotował się do wywózki. Pomyśleć tylko, że Mirek śmiał się kiedyś z poglądów przyjaciela, nie
miał jednak czasu rozpamiętywać, bo oto Mateusz, wciąż zamroczony, rozglądał się po pokoju w poszukiwaniu
znanego wszystkim anonom zbrodniarza.
- Spokojnie, spokojnie, nie masz dzieci, żaden z nas nie srał, pamiętasz?
- Stary, co ty odpierdalasz, co? Masz ty rozum i godność człowieka? Taki piękny sen miałem - W oczach
Mateusza szkliły się łzy. Mirek nie dawał na to jebania.
- Femki stary, femki.
- Czo? Gdzie?
- W bloku naprzeciw.
- Co ty pierdolisz, Miruś?
- Widziałem z balkonu. Wizażystki na bank.
- Chłopaki z dołu wiedzą? - Mirek skrzywił się z niesmakiem na określenie mieszkających poniżej podludzi
mianem "chłopaków".
- Nie i lepiej, żeby tak zostało. Dzisiaj sebo, zaznamy odrobiny wygrywu.

7

Erise-anon
Psychopata i śmieszek z kwejka siłą rozciągnęli dziewczynie nogi a Erise-anon zrzucił w dół spodnie, podciągnął
brzuch i rzucił się z zarośniętą stuleją na wygoloną na zero, ciaśniutką cipkę karyny. Suchoklates rozpiął
rozporek i wywalił na wierzch knagę tak wielką, że stanowiła prawdopodobnie połowę masy jego ciała. Karyna
dysząca już z powodu penetrującej ją stulei Erise-anona i przygniatającego ją brzucha wydała z siebie stłumiony
odgłos przerażenia.
Ugryź,
to
cię
zapierdolimy
Wyszeptał
suchoklates,
po
czym
wprowadził
swojego
dwudziestopięciocentymetrowego kutasa prosto w wąskie usta loszki. Przy pierwszym posunięciu schował
się on tylko do połowy, jednak przy drugim wszedł już prawie cały - a przy trzecim nozdrza karyny zostały na
moment zatkane jego jądrami. Dziewczyna zaczęła robić się czerwona a ślina nie znajdując innej drogi wyjścia,
wylatywała jej nosem, spływając po twarzy i rozmazując blacharski makijaż.
Po kilku minutach dymania Erise doszedł, zapełniając cipkę karyny cuchnącą spermą i zaproponował
kompanowi zmianę. Suchoklates zgodził się i bez zbędnych formalności wsadził dziewczynie prosto w dupkę.
Czuć było, że jej seba nigdy nie dostąpił tego zaczczytu.
- Błagam, przestań! Kurwa jak boli! Rozerwie mnie! - Krzyczała karyna. Jednak suchoklates walił mocniej i
mocniej.
- Ciemna strefa żadne dicho - Zarechotał erise po czym usiadł karynie na twarzy i złapał ją za włosy.
Spod jego monstrualnych pośladków dochodziły mocno przytłumione odgłosy jęku spowodowanego penetracją
analną oraz odruchu wymiotnego spowodowanego zajzajerem w okolicach odbytu grubego anona.
- Świdruj kurwa świdruj! - Krzyczał erisa zachęcając dziewczynę do większego zaangażowania w gównianą
robotę poprzez ostre szarpnięcia za włosy.

8

Mirek
Anony szybko rozejrzały się po pokoju. Wysiedleńcy zabrali wszystko, zostawiając jedynie gołe ściany i podłogi.
Zawartość dużego pokoju przezentowała się następująco:
● czterech anonów
● posłanie Matiego
● plecak turystyczny marki Campus (również należący do Matiego)
● kożuch Mirka i jego torba sportowa.
O ile w pięć minut, jakie zazwyczaj dawały anonom bagiety na spakowanie się, Mirek ledwie zdążył powrzucać
do torby ciuchów i przyborów osobistych, o tyle zawczasu przygotowany plecak Mateusza mógł zawierać w
sobie potencjalną broń. Nadzieje nie okazały się płonne. Poza butelkami hehe piwa, z których można by zrobić
tulipany, znalazł się też gówniany nóż-motylek z allegro, mały palnik acetylenowy z małą butlą gazową, młotek,
gwoździe i kombinerki.
Mirek wsadził młotek za pasek, podał motylka Matiemu, po czym podszedł do jednego z /fa/nonów. Obudził go
trącając butem. Pryszczaty modniś pomruczał chwilę, ale zaraz obrócił się na plecy mrużąc oczy i poprawiając
Raybany.
- Pilnuj fantów, jak coś zginie będę kopał po ryju.
Mirek, mimo braku klaty, był z racji swoich prawie dwóch metrów samcem alfa ich miniaturowej spierdolonej
watahy.
Zejście po schodach niezauważonym nie było trudne. Chłopcy z /thc/ już po pierwszej dostawie żywności
wykombinowali, jak na bazie chemicznie modyfikowanej żywności zrzucanej na teren getta wyprodukować
ponad 9000 substancji psychoaktywnych. W zbudowanym z rozebranej instalacji wodociągowej jednego z
mieszkań destylatorze na drugim piętrze bulgotał też nastawiony zacier. "Chłopcy": narodowcy, lewackie
śmieszki i byłe semi-wygrywy zabijały depresję spowodowaną ogólną chujowością sytuacji chemicznie, a teraz
odsypiały całonocne ćpanie.

9

/
Niedobitki z rajdów przywiązywano paskami do zderzaków i wożono dookoła biedronki. Dawało to ogromną
radość wszystkim fanom motoryzacji.
Pamiętacie może anona z dziecinną twarzą, tak źle potraktowanego przez bananową lochę? Nie uwierzycie, kiedy
powiem wam, że tamto spotkanie tych dwojga nie było ostatnim. Gdy oczom erise1 mignęła w jednym z okien
znajoma twarz, postanowił spotkać się ponownie z koleżanką i znając jej apetyt, uraczyć ją swoją kiełbasą. Bez
trudu odszukał mieszkanie, w którym ta rezydowała i trzy razy zapukał przedstawiając się jako dostawca pizzy.
Dziewczyna chyba nie należała do najbystrzejszych, ponieważ otworzyła mu drzwi i nie zdążyła wypowiedzieć
nawet "niczego nie zamawiałam", gdy erise wtargnął już do środka oraz rzucił ją na łóżko. W rytmie pisków i
płaczu nieporadnie zdejmował jej ubranie, a pierwszy raz widząc nagie kobiece ciało mimowolnie wystrzelił
w jej kierunku trafiając w okolice brzucha. Nie była to jego ostatnia wpadka, gdyż podczas zdejmowania
koszulki "pierdolę nie robię" zaplątał się w nią, co wykorzystała eIlarna locha, uciekając nago z mieszkania. W
perspektywie zostania seks-zabawką grubaska o twarzy przedszkolaka utraciła chyba resztki rozumu, a już na
pewno szczęścia, bo wbiegła do jednego z mieszkań, nie wiedząc nawet kto w nim rezyduje. Mogła ją zwabić
melodyjna muzyka śpiewana falsetem, tworząc złudzenie, że słucha jej jakaś delikatna artystka. Delikatna
artystka okazała się jednak rzucającą się po pomieszczeniu wychudzoną anorektyczką z szaleństwem w oczach.
Jedyne czego mogła dowiedzieć się od niej niedoszła naszego grubaska to to, że pod nieobecność jej pana ta
zjadła jakiś dziwny proszek, leżący na biurku, myśląc, że to trucizna. Mówiąc to wskazała na sakiewkę podpisaną
jako 4-ho-met 1 gram.
W tym momencie w drzwiach ukazał się nagi erise, ze sterczącym penisem gotowym do akcji.
- Słyszałem, że jesteś głodna. Co powiesz na tę parówkę? - kwestia ćwiczona godzinami zabrzmiała jeszcze
lepiej ze względu na efekt zaskoczenia. To wejście było jednak niczym, przy następnym, jakiego dokonał
grubas. Gdy pierwszy akt dobiegł końca, a obydwoje zmęczeni igraszkami padli bezwolnie na podłogę, nieudana
samobójczyni powtórzyła słynny wyczyn Magika i rzuciła się z okna, w nadziei, że wyfrunie z getta. Lot zakończył
się jednak lądowaniem awaryjnym na dachu Audi A8 anona od sprzedawania jeży. Ten wpadł w taką furię, że
nie mogąc ukarać nieboszczki, postanowił, że konsekwencje jej nierozważnego zachowania poniesie kto inny.
Wziął pod rękę pierwszą lepszą lochę, a gdy ta zaczęła go błagać o to, by nie gwałcił jej, bo jest dziewicą, ten
uśmiechnął się tylko tajemniczo i rzekł:
- O nie nie nie kochana... Ja nic ci nie zrobię - Po czym wyjął telefon, by rzucić krótkie:
- Zgniły, mam dla ciebie zadanie.

1

nie mylcie z Erise-anonem, z tego co widzę ten wątek opowiada o anonie z dziecinną twarzą który jest tu czasem
nazywany erise

10

Karyna

Karyna mimo brudzących jej twarz kawałków kału, zwisających z gęstych włosów w rowie erisa, była przez
penetrację suchoklatesa bliska bolesnej ekstazy. Jej wysportowane ciałko wygięło się w mimowolnej rozkoszy
i zaczęło drżeć. Przestała szarpać się z pozostałymi anonami a jej drobne rączki, zablokowane do tej pory w
uścisku kuca, zaczęły grzebać w okolicach jego rozporka. Po omacku rozsunęły suwak i zaczęły pieścić kuckutasa, który już od dawna był w pełnej gotowości.
Anon psychopata wylizywał dokładnie gołe stópki karyny a śmieszek jedna ręką zabawiał trzymał nogę
dziewczyny a drugą zabawiał się sam ze sobą i po chwili wytrysnął prosto na chudy brzuszek i okrąglutkie piersi.
- Tak! Tak! Jestem wasza! Jeszcze! Mocniej kurwa, mocniej! - Spod dupy erise dochodziły przytłumione okrzyki.
- Zmiana, chłopaki! - Zarządził psychopata i przystąpił do jebania w duecie z kucem.
- Róbcie to mocno! Chcę jeszcze! - Błagała rozgrzana do czerwoności karyna, która w ciągu tych kilkunastu
minut zabawy miała już przynajmniej 3 orgazmy.
Kuc, który stał nad jej głową zapuścił swoje owłosione jaja prosto do jej ust. A psychopata nie bacząc na spermę
erisa zaatakowwał cipkę i już po sekundzie o poobcierany odbycik dziewczyny obijały się z prędkością karabinu
maszynowego jądra.

11

Mirek

Na parterze Mirek przystanął na chwilę. Gruby kuc leżał w poprzek klatki, zagradzając nogę. Tym, co zwróciło
uwagę anonka, był długi, złożony dwukrotnie łańcuch przyczepiony karabińczykami do szlufek przy bojówkach
metala.
Ostrożnie, niczym papież zakradający się do przedszkola, odczepił go i zawinął w sweter, żeby nie brzęczał.
Łańcuch był ciężki, dobry do użycia jako broń, albo spętania zdobyczy. Chłopaki cicho przestąpili nad erisem, na
palcach pokonali drogę do wyjścia z bloku, po czym rzucili się biegiem przez ulicę.
Po drugiej stronie Mirek odwinął łańcuch, owinął się nim ciasno i spiął karabińczykami. Koszulę i sweter
wyciągnął na wierzch, by zagłuszyć dźwięk szurających o siebie przy każdym kroku ogniw. Łańcuch był zimny,
w połączeniu z buzującą w żyłach adrenaliną i fetyszem BDSM Mirosława dawał mu już lekkiego kościeja.
Drepczący za nim Mati pocił się i rozpinał polar. Locha, loszka, wizażystka. Taka krucha, słaba, teraz nie ma
kto jej bronić, jej femifaszyzm już nie obowiązuje, teraz rządzi silniejszy, a Mirek ze swoimi osiemdziesięcioma
pięcioma kilogramami żywej wagi czuł się teraz kurewsko silny. Nawet chudy i niski Mateusz, w porównaniu z
niećwiczącą od czasu pierwszej gimnazjum plażą był prawdziwym predatorem.
W milczeniu pokonywali piętra, pierwsze, drugie, trzecie, zwolnili na dopiero na półpiętrze czwartego. Mirek
położył palec na ustach i powoli, ostrożnie zbliżył się do pierwszych drzwi, gestem nakazując koledze obstawić
drugie. Spróbował je otworzyć - były zamknięte. To tu. Nie było po co się dalej kryć. Wyciągnął zza pasa młotek
i z całej siły uderzył w gównianą biedasklejkę. Młotek wbił się w drzwi i został w środku, jednocześnie do uszu
anonów dotarł wysoki krzyk. Wspólnie wyszarpnęli młotek. Kolejny cios. Jeszcze jeden. Następny.
W drzwiach ziała już dość pokaźna dziura. Mati sięgnął przez nią do pokrętła zasuwy. Zamka nie zamknęły,
oczywiście, przecież nie miały klucza.
Weszli do korytarza.
- Wiem, że tu jesteście, nie zrobimy wam krzywdy! - Mirek powoli wysuwał łańcuch spod koszuli.

12

Ania

W tym samym czasie w innej części miasta niska dziewczyna pędziła przed siebie ile sił w nogach. Za plecami
słyszała tylko zbliżający się nieubłaganie głośny tupot.
Aby zdezorienotwać pościg skręcała w losowe ulice i przejścia. W końcu wbiegła w podwórko i dopadła do
drzwi. Były jednak zamknięte, tak samo jak następne i następne. Przerażona odwróciła się i wstrzymała oddech.
Goniącej jej postaci nie było już jednak ani widać ani słychać.
- Chyba go zgub...
Zdążyła pomyśleć do momentu, kiedy w prowadzącej na podwórko bramie ukazała się olbrzymia postać.
Mrok nie pozwalał jej zobaczyć twarzy osoby, która spokojnym krokiem zbliżała się w jej stronę. Dopiero gdy
tajemnicza osoba weszła na podwórko dostrzegła jej rysy, które momentalnie rozpoznała.
To był Seba, chodził z nią do gimnazujm i liceum. Zawsze irytowało ją, że ona, tak uzdolniona artystycznie
dziewczyna z zamożnej rodziny musi chodzić do szkoły z takim prostakiem. W tamtych czasach seba był
chłopakiem zupełnie przeciętnym z wyglądu i - przynajmniej jak jej się wydawało - głupim, gdyż za każdym razem
kiedy zadawała mu jakieś pytanie on czerwienił się i niewyraźnie mamrotał coś pod nosem. Robiła sobie z niego
żarty pytając, jaki obraz Caravaggia lubi najbardziej, na co seba reagował smutnym spojrzeniem w podłogę i
odejściem na drugi koniec korytarza. Debil nie znał nawet Moneta, podczas gdy ona wrzucała już pierwsze prace
na Deviantart i jeździła z rodzicami do galerii w Paryżu i Rzymie. Biedak cały rok chodził w tych samych butach
Umbro i bluzie z kapturem po starszym bracie.
Po zakończeniu liceum ona poszła na ASP i widywała Sebę tylko czasami, gdy w piątkowy wieczór tata podrzucał
ją na imprezę w klubie swoim audi i przejeżdżając w okolicach starej szkoły przez okno zauważyła sebę
wracającego w kierunku swojego domu z przewieszoną przez ramię torbą sportową i wpatrzonego w chodnik.
Trzeba przyznać, że za każdym razem gdy go widziała był trochę większy. Wróżyła mu zawrotną karierę wykidajły
w osiedlowym pubie.

13

Mil-anon
Jeden z /mil/ anonów przemieszczał się po zagrodzonej strefie, szukając sposobu na wydostanie się z tej
gównianej sytuacji. Zawsze był typem samotnika i nie miał ochoty teraz kumplować się z tymi brudasami, ani tez
specjalnie stawać w obronie jakichś loszek. Usłyszał zgiełk - wrzaski kobiet i krzyki mężczyzn.
Wcześniej w jednym opuszczonym mieszkaniu znalazł resztki arsenału jakiegoś fana militariów. Przypasał sobie
sporej wielkości bagnet z czasów I wojny światowej, w całkiem niezłym stanie, na którym wygrawerowano: "In
Erinnerung an meinen Wehrdienst, 1916-1918 U.J.H.", a do kieszeni bojówek schował pałkę teleskopową i nóż
składany przypominający sycylijskie sprężynowce. Inny pozostawiony nóż typu push dagger wsadził do buta.
- Dziwne, że ktoś to zostawił - powiedział do siebie półgłosem anon. Znalazł jeszcze kilka przydatnych
przedmiotów, które mogły mu pomóc, gdyby ktoś stanął mu na drodze - łuk kompozytowy i 12 strzał, latarka i
zapasowe akumulatory. Po bałaganie w pokoju widać, było, że właściciel zabrał część kolekcji, a reszty już nie
był w stanie udźwignąć. Anon założył ruską kamizelkę kuloodporną i ochraniacze policyjne na ramiona i nogi.
Na rękach miał rękawiczki, twarz poczernił miałem węglowym z pieca w kamienicy, zmieszanego z tłuszczem
roślinnym. Była już noc, więc chciał się wtopić w ciemność najlepiej jak się da. W ręku miał łuk, na plecach
kołczan ze strzałami. Na szczęście już kiedyś strzelał z niezłym skutkiem, inaczej broń byłaby bezużyteczna.
Penetrował kolejne mieszkania, w poszukiwaniu czegoś co mogło by się jeszcze przydać, trzymając strzałę
na cięciwie by w razie czego zabić napastnika. W ostatnim lokalu w kamienicy, który sprawdzał gdy już miał
wychodzić, usłyszał szmer w szafie.
- W sumie, czemu nie? - mruknął i uśmiechnął się do siebie. Wystrzelił w szafę strzałę, która przebiła drzwiczki na
wylot i wbiła się w ścianę. Ze środka wydobyły się piski przerażenia.

14

/
- Zaraz dowiesz się kim jest Zgniły - zachęcająco wymruczał właściciel rozjebanego Audi.
- Jaki Zgniły?
- Kutas, kochana. Zgniły kutas - zgodnie z prawdą odrzekł biznesmen-zoolog.
Gdy znaleźli się w jego mieszkaniu, obydwoje siedząc w poczekalni przyglądali się portretom Harrisa i Klebolda
w złotych ramach, na których widniały wygrawerowane inskrypcje "chwała wielkim polakom(celowo z małej)".
Nagle rozległy się kroki, a naszej dwójce ukazał się elegancki młodzieniec w szlafroku, z fajką w ustach i lampką
wina w dłoni.
- Możemy zaczynać? - spytał uprzejmie i z gracją.
- Tak, tak. Jak sobie życzysz - Zgniły Kutas cieszył się niemałym szacunkiem anonów.
Gdy weszli do pokoju ten chciał już zabierać się do roboty, lecz jakby o czymś sobie przypomniał i zawrócił
obracając się na pięcie. Zdezorientowany handlarz kolczastymi czworonogami przestraszył się, że popełnił jakąś
straszną gafę i jego Mistrz obraził się na niego, lecz było wręcz odwrotnie.
- Lepiej to załóż - dobrotliwym tonem rzekł Zgniły, podając mu maskę przeciwgazową.
- Może się przydać - dodał, a jego twarz nawiedził niepokojący uśmiech.
Ten uczynił co mu kazano i rozsiadł się wygodnie w fotelu, czekając na przedstawienie.
Gdy gospodarz zdjął swą szatę, dziewczyna natychmiastowo zwymiotowała na podłogę.
- Będziesz to zlizywać szmato - zagroził jej Sami Wiecie Jaki Kutas, wymachując przy tym palcem, jakby chciał
spotęgować wagę groźby, która mimo wszystko wypadała blado w porównaniu z perspektywą ssania czegoś, co
można by porównać do zaskrońca w stanie rozkładu. Ten jednak żył i unosił się powoli do góry, jakby na znak, że
to już czas rozpoczęcia wielkiej ceremonii.
Dziewczyna nagle zemdlała. Nie mogąc się powstrzymać Zgniły zaczął gwałcić nieprzytomną pannę. Gdy jednak
złapał ją za szyję zorientował się, że ta nie ma pulsu, a on odbywa stosunek z nieboszczką, która podzieliła
los swojego pradziadka otrutego gazem bojowym podczas pierwszej wojny światowej. W ten właśnie sposób
pomógł jej kultywować rodzinną tradycję, a sam z uśmiechem kontynuował posuwiste ruchy, wiedząc, że
martwa dziewczyna jest bardziej odpowiednią partnerką dla niego, a raczej będzie bo w niej jeszcze nie zaczęły
zachodzić procesy gnilne.

15

Mirek
Nagle z segmentu kuchennego wybiegła drobna blondyneczka. Zamachnęła się trzymanym w ręce przedmiotem i
uderzyła nim pierwszego z anonków w twarz, zanim zdążył się zorientować, co się dzieje.
Badziewna plastikowa listwa złamała się nie czyniąc Mateuszowi żadnej szkody. Spierdolinka jednym celnym
ciosem znokautował wizażystkę. Na chwilę czas się zatrzymał.
Mati spoglądał to na blondyneczkę, to na swoją pięść. Leżała na boku na ziemi, a jej jasne włoski lepiły się
do wypływającej z rozbitego nosa krwi. Miała wydatne usta, teraz rozcięte na górnej wardze, wydatne kości
policzkowe i niemal niewidoczne brwi. Ubrana była w luźny podkoszulek, niegdyś jednolicie kremowy, teraz
naznaczony czerwienią oraz krótkie dżinsowe szorty. Czarne vansy mogły mieć maksymalnie rozmiar 35.
Hipsterskie wełniane pończochy przypominały Mirkowi Japoneczki z chińskich bajek, do których niegdyś fapał.
Właśnie to skojarzenie przypomniało mu, po co tu przyszli. Klęknął przy plaży, odgarnął jej włosy z czoła i
delikatnie poklepał po policzku. Zamruczała. Trzeba przyznać Matiemu, że choć klatę miał suchą, jego wyciskanie
peerelowskimi żelaznymi ciężarkami po dziadku zomowcu zaowocowało prawdziwą petardą w dłoni. Czysty
nokaut.
Nagle coś zaświtało Mirkowi w głowie. Sprowadził ich tu błysk naszyjnika. Naszyjnika, którego ta bladź nie miała.
Chłopak chwycił porzucony koniec odwiniętego łańcucha i rzucił się do kuchni. W samą porę.

16

Seba
- Cześć Aniu, poznajesz mnie? - Zapytał seba zbliżając się do niej powoli. Był w niej zakochany już od
gimnazjum. Już wtedy mimo niskiego wzrostu miała ogromne piersi, w których falowanie wpatrywał się gdy
mieli razem WF. Praktycznie nic się nie zmieniła od tego czasu, nadal była niska, cycata, miała śliczną buźkę,
niebieskie oczy i figlarny uśmiech. Nigdy nie marzył o niczym więcej niż aby chociaż raz ten uśmiech został
wysłany prosto do niego, jednak Anka tylko robiła sobie z niego żarty i pytała o jakieś dziwne rzeczy, których
jako syn rencisty i woźnej nie miał prawa wiedzieć.
Z czasem miłość została częściowo zastąpiona przez nienawiść spowodowaną zaczepkami Anki i różnicami
klasowymi. Po skończeniu liceum regularnie wchodził na jej konto na fejsbuku i zapisywał wszystkie pojawiające
się zdjęcia, wpatrywał się w nie godzinami i walił konia. Po orgazmie za każdym razem dopadał go smutek.
Zdjęcia były robione w eksluzywnych klubach, na złocistych plażach odległych krajów czy na imprezach w
wielkich domach. Co on, ubogi, prosty chłopak miałby jej do zaoferowania. Melancholię tą zabijał sztangami na
siłowni. W trzy lata od skończenia liceum dobił do 45 centymetrów w bicepsie.
- O cześć Seba, dobrze cię widzieć, musisz mi pomóc, tu dzieją się jakieś straszne rzeczy - Mówiła bardzo szybko
Ania. Sebstian stał już tylko kilkanaście centymetrów od niej.
- Oczywiście, że ci pomogę Aniu - Odpowiedział sebastian po czym niespodziewanie złapał ją za szyję i jak
piórko uniósł w powietrze.
-Co tam u tego twojego Trembranda? - Zapytał, wsadzając jednocześnie palec za jej dekolt i powoli ściągając
bluzkę, aż wielkie cyce w staniku wyskoczyły na wierzch
-YYYhhyhy, seeeYyyba puuuuść - Sapała Ania. Seba jednak nie posłuchał, tylko jedną ręką rozerwał jej
bluzeczkę w modne w tym sezonie wzory ludowe a następnie rozpiął stanik, rzucił go na ziemie i zaczął mocno
miętolić ogromne piersi.
-Hyyyy- - Tylko to dało się usłyszeć od fioletowej juz anki
Widząc, że jeszcze chwila i będzie musiał się przerzucić na nekrofilię, seba upuścił dawną koleżankę na ziemie.
Gdy po kilku chwilach udało jej się złapać oddech zaczęła błagać Sebastiana:
- Przestań, proszę, co ja ci zrobiłam?!
- Ty już wiesz co, co tam u twojego Macieja Anioła pierdolonego, co?! - Krzyknął sebastian, w którym rosła
wściekłość. Wysunął na wierzch dorodnego chuja i powiedział:
- Ssij a potem między cyce,tylko masz się kurwa postarać.
- Seba co ty, przestań, błagam!
- Ssij, albo zgniotę ci łeb o chodnik - Ani zaczęły cieknąć łzy, zapach kutasa Sebastiana odrzucał ją, jednak nie
miała wyjścia i wzięła go do ust.
-Staraj się kurwa, albo ci rozłupię czaszkę - Ania zaczeła świdrować językiem jak nigdy w życiu.
Po kilku minutach sebek wyjął z jej ust nabrzmiałego kutasa i wytarł ociekającą po nim ślinę między cyckami
Anki.
-Jedziesz słonko - Zakomenderował.

17

Ania klęczała przed Sebą i prostowała uda i machała piersiami jak najszybciej mogła. Momentami cały penis
chował się w jej cyckach. Gdy była już na skraju wyczerpania Sebstian wytrysnął ogromną ilością spermy na
jej piersi, brodę i usta, mieszając się ze śliną i łzami. Końcówki sięgających do ramion włosów również zostały
ubrudzone.
- Zrobiłam co chciałeś, teraz mi pomożesz? - Zapytała Anka przez płacz.
- To dopiero początek, kochanie - Powiedział Seba po czym podniósł dziewczynę z ziemi, przerzucił przez ramię,
wywalił z kopa znajdujące się obok drzwi i zaniósł ją do znajdującego się na najwyższym piętrze mieszkania.

18

Mil-anon

Anon otworzył szafę i jego oczom ukazały się dwie wizażanki, jedna patrzyła się na niego z przerażeniem, druga
kwiliła cicho zwinięta w kłębek.
- Nie za wygodnie wam tutaj dziewczyny? - zarechotał Anon, chowając strzałę.
- Nie rób nam krzywdy - zaczęła błagać chuda blondynka, z włosami związanymi w kuc. Jej towarzyszka,
lekko puszysta brunetka nadal tkwiła w kącie szafy mocno skulona, bojąc się spojrzeć na czarną twarz Milanona. Trzeba przyznać, że prezentował się ze swoim rynsztunkiem i z kamuflażem przy swoim wzroście jak
psychopatyczny siepacz pułkownika Kurtza. Stał tak i zastanawiał się co z nimi zrobić, a raczej co zrobić
najpierw.
- Okurwastary - rozległ się głos w tle i oczom Mil-anona ukazał się chudy kuc dorównujący mu wzrostem, z
toporkiem w ręku.
- Niezłe kurwy znaleźliśmy, akurat po jednej dla każdego - Kuc miał pryszczata twarz i cuchnął od dawna
niemytymi włosami i serowymi cheetosami. Mil-anon wściekł się, że nie usłyszał jak nadchodzi, ale nie okazał
tego zewnętrznie.
- Rzeczywiście, po jednej na łebka, albo moglibyśmy się zmieniać - uśmiechnął się do kuca, a potem do
przerażonych loszek.
- No to ja biorę tą grubszą na początek - ucieszył się kuc po czym wbił toporek w stojący obok stół i ruszył w
stronę brunetki. Czarnulka jęknęła, szarpana za ramiona przez kuca, blondynka cofnęła się w drugi róg szafy i ze
łzami w oczach patrzyła na ta scenkę, to raz na Mil-anona.
- No chodź tłusta kurwo, mój kutacz jest już gotowy - zakrzyknął kuc szarpiąc się z dziewczyną, ale że był
mizernej muskulatury, nie mógł jej okiełznać. Odwrócił się w stronę Mil-nona.
- Może byś mi pom... hrrr - zarzęził i upadł z przeciętą jednym chlaśnięciem krtanią. Pruska klinga po 90 latach
bezczynności znów poczuła smak krwi.
- Jakoś nie lubię się jednak dzielić - mruknął Mil-anon, i zaczął się zbliżać do wizażanek, z zakrwawionym
bagnetem w ręku.

19

Mirek

Wizkurwa trzymała kurczowo nóż kuchenny. Mirek zaśmiał się kręcąc łańcuchem na tyle, na ile pozwalała mu
ograniczona przestrzeń.
- Nie bój się, jestem twoim przyjacielem - Uderzył łańcuchem w kafelki na podłodze.
- Odłóż ten nóż plażo, no odłóż.
Z korytarza słuszał odgłosy dławienia. Westchnął ze smutkiem. Teraz, po kontakcie z knagą Mateusza, trudno mu
będzie całować śliczne usta blondynki. Cóż, czyj cios, tego zdobycz, uznał.
- Nie zbliżaj się psychopato! - Głos lochy łamał się, w jej dużych, ciemnych, okrągłych oczach było pełno łez.
Trochę starsza od towarzyszki, miała może z 26 lat, bardzo szczupła, ubrana na czarno: czarne rajstopki, czarna
sukienka z półprzezroczystymi rękawami w kropki. Ciemne loczki okalały pociągłą, bladą, lekko piegowatą twarz.
Pobielałe paluszki zaciskały się na nożu.
Mało nie złamały się, kiedy Mirek smagnął ją po nich łańcuchem.
Z szybkością cowieka maupy doskoczył wizażance do gardła, owinął wokół szyi łańcuch, kracząc radośnie
- KRRRAAAAA KRRRRRAAAA
Gdy chwyciła go obolałymi rączkami, drugą pętlą okręcił jej nadgarstki. W końcu, po latach masturbacji do
bondage wiedza przydała się w życiu. Mirek przepuścił łańcuch pod pachami loszki i spiął na plecach.
- Skurwysynu, zostaw mnie! Żałosny miękki fiutku, nie możesz zdobyć kobiety mhghhghghhhgg - Mirek ścisnął
jej policzki i pocałował w czoło, po czym rzucił na posadzkę. Podniesionym nożem przesuwał po jej ramieniu,
potem wzdłuż kręgosłupa, powoli, aż do pośladków, tam zwolnił na sekundę, po czym sunął dalej, po udzie, które
musiał przyciskać łokciem, by wierzgająca dziewczyna nie kopnęła go. Jej opór słabł już jednak, widać było, że
się poddaje. Nóż powoli docierał do stópek.
/wycięty fragment przenosłem do dalszej części/

20

Hadrian
Hadrian ukrywał się już trzeci dzień w opuszczonej pizzeri. Ta część miasta opanowana była przez Front
Wyzwolenia Wizażu, grupę kilkunastu wyjątkowo agresywnych i zdeterminowanych kobiet, które jakimś cudem
uniknęły gwałtu w pierwszych dniach Rewolucji Stulejarskiej. Teren który okupowały zajmował raptem dwie
kamienice i niewielki placyk przed nimi. Za nimi i przy obu dochodzących do niego uliach znajdował się Mur.
Hadrian był weteranem. Gdy trafił do Zony, miał już na swoim koncie wiele raidów i pośrednio odpowiedzialny
był za kilka głośnych samobójstw, oprócz tego zdobył nagie fotki Katarzyny Waśniewskiej, co dodało mu jeszcze
więcej szacunku Anonów. Dzięki temu szybko wywindował się na wysoką pozycję w hierarchii powstającego
społeczeństwa, przyjmując rangę Jenerała. Gdy wybuchł konflikt pomiędzy anarchistami a prawakami,
postawił się na czele anarchistów. Ich klęska o mały włos nie kosztowała go życia, jednak ostatecznie tylko go
zdegradowano do rangi szeregowego.
Tak też tu wylądował. Gdy Dowództwo dowiedziało się o tajnej organizacji Wizażystek, która wyciąga karyny z
lochów pod Wielką Pasieką, wysłało czteroosobowe kommando. Masakrę jaka nastąpiła przeżył tylko on.

21

Mil-anon
Miejsce do którego rzucono Mil-anona uwolniło w nim od lat skrywane instynkty - dzieło się dopełniło i
kompletnie odleciał. Pierwotny plan wyjścia z tej zagrodzonej strefy odszedł w niepamięć. Po tym, jak zabił kuca
i podszedł do loszek blondynka rzuciła się na niego w akcie rozpaczy z pilniczkiem w ręku. Wściekle zamachnął
się bagnetem, odrąbując jej lewą rękę. Ryknęła z bólu i zaczęła się wić po podłodze, nie mogąc tego słuchać,
dobił ją pchnięciem w klatkę piersiową. Odezwał się w nim dawny impuls, który poczuł kiedyś trzymając bagnet
z kolekcji kolegi i zastanawiając się czy by nie spróbować wbić go w niego i sprawdzić jak działa. Cudem się
jednak wtedy powstrzymał i wypuścił bron z rąk. A kolega zrobił mu awanturę, że cennym eksponatem rzuca mu
po podłodze, nie wiedząc jak blisko był śmierci.
Brunetka na ten widok zaczęła krzyczeć i spróbowała wymknąć się do drzwi, ale zabił ją praktycznie jednym
pchnięciem. Gdy wyszedł z kamienicy, w jednej ręce nadal miał zakrwawiony bagnet, w drugiej głowy kuca i
obu wizażanek, odrąbane kilkoma cięciami, które trzymał za włosy. Zbliżył się do najbliższej grupki anonów i
otoczonych przez nie wizażanek. Rzucił w nich obciętymi głowami i ryknął. Widząc go anony zaczęły uciekać, a
wizażanki za nimi. Jeszcze przed chwilą wrogowie, teraz mieli ten sam problem. Któryś rzucił w niego butelką po
Łomży, ale rozbiła się o kamizelkę, nie wzruszając Mil-anona.

22

Hadrian
Pierwszą rzeczą która ich zaskoczyła był fakt, że kobiety przed nimi nie uciekały. Wręcz przeciwnie - widząc
zbliżających się dynamitardów, kilka z nich wyszło z budynku. Anony szły dalej.
- Czekajcie, to chyba puł...
Z okien budynków stojących przy ulicy zaczęła lecieć kostka brukowa. Oddział szybko zanurkował w wybitą
witrynę sklepową dawnej cukierni. Szybko przemierzyli zasłane szkłem pomieszczenie i udali się na zaplecze,
gdzie zostali powitani ogłuszającym ogniem ciągłym ze znajdującego się tam CKM-u. Mimo iż Hadrian
błyskawicznie przeciął linę łączącą spust karabinu z drzwiami, dwójka jego kolegów już nie żyła. Trzeci
dogorywał. Ze łzami w oczach Sebastian wyciągnął służbowy pistolet i wetknął go swojemu towarzyszowi do
ręki.
- Powiedz... Krystianowi... - w oczach Łukasza czaił się strach gdy patrzył na broń.
- To bez sensu, jak... jak koń.
Rozległ się strzał.
Nie było czasu do stracenia. Sebastian zabrał CKM i kolbą wybił dziurę w ścianie. Słysząc, że bojowniczki szybko
zbliżają się do niego, odwrócił się i z okrzykiem na ustach oddał jedną, długą serię w ich kierunku. Strzelać
przestał dopiero gdy zabrakło amunicji.
Po przedostaniu się na drugą stronę, Hadrian rozejrzał się. Stał za ladą w jakiejś Pizzerii, w której co ciekawe
wciąż była masa półproduktów, nie mówiąc już o całych, zostawionych i nie zjedzonych pizzach czekających
na swojego konsumenta kilka dobrych miesięcy. Szyby były z zewnątrz zamalowane na czarno, drzwi zabite
deskami - żadna się nie domyśli że to tu znajduje się poszukiwany anon. Ryzyko i atak frontalny na siedzibę
femek też nie miał sensu, bo i tak nic to Hadrianowi by nie dało - przez swoje afiliacje polityczne nie mógł liczyć
ani na przywrócenie do rangi generała, ani choćby nawet na powrót do łask. Skulił się więc w kącie, owinął folią
aluminiową - w razie gdyby wróg miał wizjery na podczerwień - i zasnął zakopany w pudełkach po pizzy.
Następnego dnia wychynąwszy się przez dziurę którą zrobił w trakcie ucieczki zauważył, że zwłoki kobiet wciąż
są w tym samym miejscu. Zaskoczony swoimi własnymi myślami podszedł do jednej z nich, ściągnął jej spodnie
i bielizne, i mimo smrodu dochodzącego z zimnej, owłosionej pizdy począł ruchać trupa. Po jego policzkach
spływała rzeka łez, kiedy wyobrażał sobie jak mogłaby się inaczej ich historia potoczyć - on mógł się podszyć na
Wizażu pod milionera, spotkać się z nią w realu, ożenić się i mieć trójkę dzieci.
- Boga nie ma! - wykrzyknął wypełniony egzystencjalnym bólem.
Po południu zaczął mu doskwierać głód, rozejrzał się więc za czymś do jedzenia. Ku jego zdziwieniu, pod ladą
znalazł sekretny przepis na pizzę. Odpalił piec, z trudem przygotował ciasto, znalazł ser, przyprawy...
Brakowało mięsa.
Jeszcze raz wrócił do trupów pozostawionych w sąsiednim lokalu. Wyciągnął wojskowy nóż i z pośladków
kobiety wyciął kilka plasterków.
Pizza była wyborna.

23

/
Ekologiczny biznesmen uznał, że nic tu po nim. Zgniły znalazł miłość życia, wizażystka wypełniła rodzinne
zobowiązania, a on? A on usłyszał dziwne “OM OM OM” z apartamentu obok. Nie zajęło mu długo zorientowanie
się, że to tajski prawie-Budda na skraju oświecenia puka do drzwi nirwany. Nikt nie może mieć lepiej ode mnie
- pomyślał i rozpoczął dramatyczny wyścig z czasem. W ostatniej chwili wbiegł do wypełnionego odorem
kadzidełek mieszkania i rzucił się na medytującego.
- Czy ktoś tu zarżnął kozę? - zacytował co prawda 3d, ale jednak autorytet z pewnej gry komputerowej.
Jeżowy Alfons trochę się spóźnił, bo Budda oficjalnie był już Buddą, lecz nagle zdarzyło się coś
niespodziewanego, coś co nadało nowy sens jego wyprawie do zaczadzonej orientalnymi wyziewami nory. Z
szafy wychylił się lekko puszysty, wysoki chłopak z gówno - zarostem.
- Ktoś mnie wołał? - spytał.
Był to nie kto inny jak Koza - znany reportażysta, wielki dziennikarz i osobowość radiowa.
- Usłyszałem krzyki, więc schowałem się w szafie. Coś mnie ominęło?
- Nie, wracaj do szafy - skwitował krótko leśny makler. I Koza tak siedzi dalej w tej szafie, a drzwi i okna
mieszkania są zamurowane ze względu na obrzydliwy odór kadzidełek dający się we znaki sąsiadom - jednym z
nich był Under, którego to specjalny oddział ABW zgarnął prosto z Brytyjskiego zmywaka. Ten wymyślił sobie
iście królewski sposób na zabawy z dziewczynami, bowiem przywiązywał je kablem od prodiża do wentylatora i
dręczył pytaniami czemu tak się kręcą. Zdarzało mu się też łapać je za ręce i uderzać nimi w ich twarze, po czym
pytać czemu się biją. Jak dotąd żadnej nie udało się odpowiedzieć na te pytania, a Under siedzi zadowolony w
czapce w pomieszczeniu.

24

Mirek
Szybkim ruchem zerwał jej trzewiki, pociągnął czarny nylon rajstop i przeciął go nożem. Oburącz chwycił za
rozcięcie i zaczął drzeć rajtuzy, nie zważając na nową falę wierzgań. Nieopięte już ciemnym materiałem nóżki
były blade i miały na sobie tylko odrobinkę dziewczęcego tłuszczyku. Kształtny, okrągły tyłeczek opinały
ciemnoniebieskie majtki bez koronki. Mirek wsunął w nie dłoń i chwilę pościskał jędrny pośladek. Zsunął spodnie
i cottonworldy, położył się na łyżeczkę, przyciągnął loszkę. Przestała już krzyczeć, zmęczona łkała tylko lekko.
Napięta knaga opierała się o jej majtki. Ruchami bioder Mirek powodował jej ocieranie się o uda, tyłek, plecy
dziewczyny. Gwałtownie podwinął jej sukienkę, zaczepiała się o jej łokcie. Ocierał się coraz szybciej, miarowymi
ruchami.
Przeciął materiał na plecach razem z paskiem stanika, po chwili wysiłku wyszarpnął go zza łańcucha. Naga,
blada, wydawała się taka... dziewczęca.
Z korytarza dobiegły go jęki. Widać Mati wziął się za blondynę na poważnie. Trochę psuło to klimat, ale w
sytuacji, w jakiej się znajdował, naprawdę nie wypadało Mirkowi narzekać.
Wiżanka zakrywała swój średniej wielkości biust łokciami. Lepki preejakulat pokrywał jej majtki i krzyż. Drżała.
Anon ścisnął jej pierś, po czym, po chwili namysłu ugryzł ją w szyję. Zakwiczała.
Drugą ręką przycisnął jej łono do siebie, zaczął rolować majtki, zsuwać je urywanymi, gwałtownymi ruchami.
Ocieranie znowu nabierało tempa. Gryzł jej szyję, uszy, w końcu niespodziewanie zerwał się na klęczki, podniósł
jej tyłeczek i wsadził napuchniętą od krwi knagę między jej wargo sromowe. Załkała, a on chwycił ją za włosy
i przycisnął głowę do zimnej posadzki, miarowymi ruchami bioder zrzucał z siebie miano niesrającego, jedno
włożenie po drugim.

25

Hadrian
Mijał trzeci dzień i Hadrian stawał się coraz lepszy w robieniu pizzy. Zza zabarykadowanych drzwi rozległo
się mocne stukanie. Ktoś go szukał. Wyprostował się i zajrzał w dziurę za swoimi plecami. Nikogo nie było.
Wyciągnął nóż i podszedł kilka kroków w kierunku z którego dochodziły dziwne odgłosy. Rozpierając ostrzem
deski, ujrzał Hadrian znajomą twarz swojego przełożonego. Za nim stało kilku mężczyzn oddziału Beta. Był
uratowany.
Po zakończeniu hospitalizacji Hadrian otworzył pierwszą pizzerię w Zonie. Na podstawie jego historii powstała
również książka "Pizza i dziwki".

26

/thc/-anon
W tym samym momencie, kiedy na zewnątrz miała miejsce zawierucha rewolucji, w piwnicy jednej z aptek
nieznany z imienia /thc/-anon przewracał się właśnie na drugi bok; twarz miał całą czerwoną, a oczy niemalże
wyskakiwały z orbit. Obrazu dopełniała zaśliniona broda i spazmatyczne ruchy dolnej części jego ciała.
- Witaj, kim jesteś? - zapytał anona głos dobiegający jakby z samego jądra Ziemi.
- Je... je... jestem ano...nonem.
- Tak? A co to znaczy?
- Że... że jestem spierdolony.
- A czemu jesteś spierdolony, anonie - tym razem głos zdawał się być piskliwszy i dochodził jak gdyby od strony
sufitu.
- Jestem spierdolony bo... bo lurkuję i ćpie.
- A czemu lurkujesz i ćpiesz, anonie?
- Żeby zapomnieć.
- O czym zapomnieć?
- O tym - odparł anon - że jestem spierdolony.
Nagle zajaśniało mu przed oczami, następnie wszystko ogarnęła ciemność.
W kącie obok jakaś postać wyrzygała się na podłogę.
- Srogie grzyby kurwo, srogie grzyby.
Ową postacią okazała się być jedna spośród wizażystek, której miłość do brudnych strzykawek przewyższała
nienawiść do rasy anonów na tyle, że zdecydowała się brać czynny udział we wszystkich precendensach
mających miejsce w aptecznej piwnicy przy ulicy Hoffmana.
Następnego dnia, obudziwszy się i tym samym odkrywszy istnienie wielce niepożądanego tworu zwanego
świadomością własnej porażki (czyli, mówiąc prościej, świadomością w ogóle), poczęła gorączkowo grzebać po
kieszenach, szukając jednej z torebek wypełnionych białym proszkiem. Ku swemu zaskoczeniu i zdenerwowaniu,
okazało się, że kieszenie są puste.
- Te, anon, wstawaj, daj mi jakieś białe proszki - powiedziała szturchając nogą swojego kompana. Kompan
nie odpowiedział. Nie mając pewności czy jest to oznaka śmierci czy też jeszcze-nie-śmierci, wizażystka
przeszukała potencjalnego denata, nie znajdując jednak niczego co dałoby się wstrzyknąć lub wciągnąć nosem.
Zrezygowana podeszła do okna i wyjrzała na zewnątrz. Widać grzyby musiały wciąż działać, ponieważ wizażystka
wszędzie dookoła widziała zwłoki półnagich zakrwawionych kobiet. Anon obudził się, zakaszlał, wydusił z siebie
ochrypniętym głosem
- A maryja zawsze kurwa - i z pewnością poszedłby spać dalej, gdyby nie to, że ktoś zaczął dość mocno dobijać
się do drzwi.

27

/
Jak dotąd opowiadałem wam tylko o perypetiach anonów, a pomijałem losy poszczególnych dziewczyn. Oto
historia jednej z nich:
Agata od kilku lat była przykuta do wózka inwalidzkiego. Ukojenie znalazła na forum wizażystek. Potraktowały
ją jak siostrę. Pomogły jej wyjść z depresji, pomogły jej przezwyciężyć kalectwo. Zawdzięczała im wiele i czuła,
że musi się odwdzięczyć. Gdy anony, wzorując się na swoich dziadkach czerwonogwardzistach rozpoczęły
przymusową seksualną rewolucję, ta wiedziała, że musi działać. Jakimś cudem udało jej się uniknąć gwałtu,
prawdopodobnie na skutek kredytu karmicznego, jaki zaciągnęła u Boga biorąc udział w wypadku autobusu
jadącego na pielgrzymkę do Jasnej Góry. Za chwilę dowiecie się jak ten kredyt przyszło jej spłacić.
Przez tydzień siedziała zamknięta w chłodni Burger Kinga, będąc na wysokobiałkowej diecie złożonej z
zamrożonych cheeseburgerów oraz kostek lodu na popitkę aż wreszcie obmyślała plan ratunku, a także zemsty.
Postanowiła, że obwiąże się petardami typu achtung i wyjedzie na ulicę, kusząc anonów swym ciałem, a gdy
ci podejdą wystarczająco blisko- wysadzi się zabierając zgraję spierdolin przed oblicze Pana. Nie przewidziała
jednak, że nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby ruchać kaleki, gdy pod ręką ma dziesiątki pięknych dziewczyn
posiadających obie nogi.
Gdy wyjechała na autostradę anony tylko zwróciły jej uwagę, że nie jest ona przeznaczona dla pojazdów
nieposiadających napędu silnikowego. Jeden z nich wpadł na pomysł by zapoznać ją z nieszczęsnym
samobieżnym, któremu jak dotąd nie udało się nikogo zgwałcić. Gdy jednak ten dowiedział się co planują jego
kumple wpadł w nieopisaną furię i krzycząc "nie będę ruchał samobieżnej" rozpoczął istną walkę kalekich
gladiatorów. Dziewczyna zapominała o całym swoim planie i rzuciła się do bitwy. Zanim jednak doszło do
czegokolwiek, petardy wybuchły urywając jej obie ręce. Widząc to anon stomik odpieczętował swoją sakiewkę
skarbów i wylał całą zawartość na twarz kobiety-dżdżownicy.
Co się z nią dzieje? Kto wie? Ktoś wie? Nikt się nie zgłasza. Pewnie dalej tam leży z gównem na mordzie.

28

Sebasmiliard
Światło delikatnie muskało zakurzone mozaiki przedstawiające zwycięstwo św. Williama Herringtona
nad przeklętym revenantem Lukasa Rajzera, a smród zwierzęcych wnętrzności ułożonych w święte
znaki „xD” „[cool]” i „[cześć]”, wypełniał świątynię dziwną aurą spokoju. Figury św. FUCK YOU – jak zwykle
przedstawionego w skórzanej uprzęży z ćwiekami – oraz półboga Fekalia – ach ta cudowna pomarańczowa
czapka i czarne okularki – zdawały się z ciekawością przyglądać osobom podążającymi za kapłanem. Dla nich,
obcych w tej cudnej społeczności, okazały chram był okazem tzw. „Bluźnierczej architektury” – określenia
Lovecrafta mocno – i wywoływał u nich obrzydzenie, ciekawość i zażenowanie połączone z konsternacją.
- Czyli mówicie że pochodzicie zza muru? – głos Sebasmiliarda, głównego kapłana Victorii Se_ras, bogini
przemiany człowieka, drgał z rozbawienia – Ale proszę nie opowiadajcie mi bajeczek. Nawet najstarsze starocioty
wiedzą, że za murem nie ma nic wartościowego. Miasta i wioski szlag trafił. Za mur odchodzą ci którzy odeszli w
czwartą gęstość i tam żyją w swoich rajach, zbudowanych w nieeuklidesowych przestrzeniach.
- Czwarta gęstość? – zapytał mężczyzna idący za nim.
- To wasza filozofia i pojmowanie metafizyki są tak słabe? Ciężko znaleźć tak zacofane osiedle. Chyba że na
samym dnie – zasępił się starzec, po czym jego oczy zalśniły świętym zapałem. – W religii fałszywego boga
ofiary zwali to „łaską ducha świętego”. Oczywiście to prosty – co nie znaczy łatwy – proces oświecenia umysłu
i w efekcie wstąpienia na wyższy poziom egzystencji, na którym sfera materii ustępuje sferze ducha tak silnie, iż
byty świeżo „wyniesione” są bardzo skonfundowane, gdyż świat duchów ma wymiary które nie są proste i przez
to wyrzuca je daleka za mur, na pustkowia. Tam ich przemiana może trwać – rozumiesz ten koncept?
- Tak jakby – odpowiedział mężczyzna, głaszcząc się po łysinie, co dawało jasną oznakę, iż nie zrozumiał wiele.
Sebasmiliard jednak uznał, że nie ma czasu tłumaczyć mu zagadnień filozoficznych. Kiedy nagle na granicy jego
czaszki, w miejscu gdzie styka się z pierwszym kręgiem poczuł znajome ukłucie. Ukłucie ciekawości. Ciekawości
wywołanej zajściem, mającym miejsce:
- Wybacz moje pytanie, o Chory Skurwysynu, ale dlaczego twoja kukiełka jest krnąbrna względem ciebie? – po
tych słowach odwrócił wzrok w kierunku niskiej szatynki, towarzyszki przybysza.
Marek nie miał żadnej sensownej odpowiedzi. Katarzyna pierwszego dnia pobytu zmyła mu głowę za to, iż
pozwala na to by tubylcy byli względem niej chamscy. Widać informacje rozchodzą się szybko w tym mieście,
otoczonym murem obronnym strasznie kontrastującym względem zabudowań wewnętrznych, Nie mógł
powiedzieć, że pani major to jego przełożona, gdyż każdy tubylec pomiatany przez kobietę był automatycznie
klasyfikowany jako swoisty untermensch. Kurwa, według danych z archiwów ten cały wykwit na środku
pustkowia, był na początku miejscem zsyłki dla tych których dawne rządy nie akceptowały jako równe reszcie
mas czyli właśnie podludzi. Nikt nie wie jakim cudem przetrwali wojny nanotechnologiczne, które zniszczyły
nie tylko dużą część środowiska naturalnego, ale i gospodarki dawnych potęg. Natywni mieszkańcy wytworzyli
tu dziwną kulturę, która według wcześniejszych raportów - i badań antropologicznych na ich podstawie -,
cechowała największą dyskryminacją kobiet w historii. Wtem Marka olśniło.
- Bo co się będę przejmować tym co do mnie szczeka ta plaża – użył usłyszanego określenia - I tak nie jest jakoś
specjalnie przydatna, abym się nią przejmował. – wyśpiewał wręcz Marek, patrząc jak jego przełożona robiła się
fioletowa na twarzy z furii, ale po dokładnym instruktażu nie śmiała się odezwać, „w myśl zasady jeśli wchodzisz
między wrony, musisz krakać jak i one”.
- Słuszne i roztropne to słowa. Sam Król Bogów, Klejnot Nilu traktował tą płeć tak jak się traktować powinno. Nic
nie wniosły do rozwoju k’Ara poza wypluwaniem kolejnych larw w celu przedłużania gatunku. – Sebasmiliard

29

ignorując minę pani oficer. spokojnie kontynuował wzdłuż nawy, feerię kolorów jaką tworzyło na podłodze
światło z witraża, z wizerunkiem Majnkrawda, boga architektów architektów i kopaczy w otoczeniu jego wielu
apostołów apostołów m.in. Julianismusa, Buddy i Saue.
Zbliżali się do wielkiego pomnika potężnie umięśnionego mężczyzny z dwoma zegarkami.
- Tędy, jest tam miejsce gdzie mogę wam streścić co wiem - Kapłan Córy Alucarda skręcił w lewo w kierunku
nawy bocznej. Minęli wolnym krokiem cenobitę Malkava i jego anorektyczną długowłosą blond-kukłę Trollie.
Szmata i jej pan zajmowali się właśnie odtwarzaniu jednego z niewielu egzemplarzy książki „Pizza i dziwki”
z pierwszego wydania, będącym nieocenionym źródłem historycznym, mówiącym o czasach Rewolucji
Stulejarskiej, kiedy k’Ara nazywano jeszcze Zoną o formowaniu się Pierwszego Ładu Chanów.

Mil-anon

Mil-anon widząc uciekającą grupkę. Wbił szybko zakrwawiony bagnet w maskę stojącego obok samochodu i
zdjął z pleców łuk. Zaczął strzelać do losowych sylwetek. Przy przedostatniej strzale cięciwa nie wytrzymała
i pękła, smagając go po przedramieniu. Na szczęście miał ochraniacze ale i tak zaklął, tracąc główna broń
miotającą. Ruszył w kierunku jęczących ofiar, których strzały nie zabiły. W sumie dobił pięciu anonków i jedną
wizażankę. Dwie inne zostały zabite od razu strzałami. Nie miał już łuku. Szedł dalej z bagnetem w jednej ręce i
toporkiem w drugiej, tym samym, który przyniósł ze sobą zabity kuc.
Nagle poczuł uderzenie o pancerz przedni. Potem drugie w naramiennik. Zlokalizował strzelca. Był to mały kuc w
okularach, który walił do niego z procy kulkami od łożyska, z dystansu około 20 metrów.
- Pierdolony bohater - warknął Mil-anon, po czym ruszył w stronę kuca. Kuc zdołał wystrzelić jeszcze dwukrotnie
do atakującego go psychopaty. Jednak widok pędzącego nań człowieka w policyjnej zbroi z maczetą albo czymś
podobnym w jednej ręce i toporem w drugiej, sprawił że trafiał jedynie dalej w kamizelkę, zamiast ugodzić Milanona w głowę, który przy dystansie 5 metrów, zamachnął się i wyrzucił w kierunku procarza toporek. Kuc
osunął się na ziemię ze styliskiem sterczącym z klatki piersiowej. Mil-anon chciał odzyskać broń, jednak nie mógł
jej wyszarpać z ciała zabitego. Po kolejnym szarpnięciu stylisko się złamało i Anon stracił kolejne narzędzie ze
swojego arsenału.
- I co kurwa mam teraz z tym zrobić? - ryknął - w dupę sobie wsadzić?!
W istocie, pierwszy dzień z życia świeżo upieczonego socjopatycznego mordercy, zaczął się dosyć pechowo.

30

Mirek
Przód i tył, przód i tył, w końcu w drugą dziurkę. W ust loszki wyrwał się krótki krzyk. "Analna dziewica" pomyślał teraz już srający rak Mirek. Nacisk zwieraczy powodował u niego ból penisa, ale podniecało go to tylko
bardziej. Zaczął poruszać się szybciej. Kędzierzawa wizażanka szlochała i jęczała, w rowkach między kafelkami
pojawiały się strumyczki łez.
Skończył w jej odbycie, wstał i sięgnął po strzępy sukienki. Otarł nimi knagę.
Jęki z korytarza ucichły, słychać było tylko przerywany oddech ciemnowłosej i jego lekką zadyszkę. Otarcie
penisa nie wystarczało, podszedł do kranu - oczywiście, wody nie było.
Loszka niezgrabnie próbowała podnieść się z posadzki. Ten widok na nowo wpompował krew w przyrodzenie
anonka.
- A może ty wyczyścisz, co?
Rzucił przyciskając jej twarz do krocza. Zacisnęła oczy i usta, a on przesuwał drągiem po wargach, policzkach,
oczodołach, w końcu chwycił za podbródek ofiary, schylił się do niej i cmoknął w ucho szepcząc:
- No zrób to dla mnie, no weź... Prooooszę...
Zatrzęsła się ze strachu, lub obrzydzenia... Zirytowany Mirek trzasnął ją w twarz, aż upadła z powrotem na
posadzkę.
- Wystaw język kochanie.
Pokręciła głową. Pociągnięcie za włosy podniosło ją znów do pozycji siedzącej.
- Wystaw język.
Mocniejsze szarpnięcie sprawiło, że część jej ślicznych loków poddała się i została wyrwana. Anon przystawił jej
nóż do gardła.
Wystawiła język.
Anon delikatnie wsadził jej mosznę do ust, kładąc przy tym knagę na jej twarzy.
- Liż i patrz na mnie.
Posłusznie wykonała polecenie. Tego się nie spodziewał, tak samo, jak fali przyjemności, jaką z nim wywołała
stymulacja jąder. Nowa fala właśnie wciskała się do już i tak pełnego penisa. Wyciągnął mosznę i zapakował
knagę w usta wizażystki. Zabulgotała, ale wystarczyło zmarszczenie brwi, by zaczęła pracować językiem. Mirek
odchylił głowę do tyłu, z przyjemności aż rozchylił usta... Nagle poczuł, jak oplatają go czyjeś ręce, a w odbyt
wciska się twardy obiekt. To był Łukasz, nazywany też Ryshem jego /fa/ współlokator zapinający go od tyłu.
- Ty skurwysynu, zostaw mnie, słyszysz?
Rysh zaśmiał się szyderczo, a tymczasem drugi pedał, Krystian chwycił anonka za głowę i pociągnął, zginając
biedaka w pół.

31

- Co wam odjebało wy kurwy macedońskie, puśćcie mnie!
Rajzer coraz brutalniej demolował jego jelito grube. Krystian wyciągnął fiuta wolną ręką, odgiął głowę Mirka, tak,
by ten patrzył na niego z dołu, po czym sięgnął do twarzy.
- MOGŁEM SIĘ DOMYŚLIĆ ZAPŁACISZ MI ZBRODNIARZU WVSFSFSFGDG...
Trzydziestocentymetrowy konar Wojtyły skutecznie zagłuszył złorzeczenia ananiasza. Czując, że zaraz się udusi,
Mirek zdążył tylko odmówić w myślach krótką modlitwę
- Boge ty kurwo niebieska nie szanuje ciebie ani skurwysyna syna twojego Jeszui z matki Maryi wiecznie karyny
ani Ducha Świętego gwałciciela i świętego twojego wysłannika pedofila Jana Pedała, niech bogini Eris przyjmie
mnie z godnością człowieka, amen
W końcu jednak brak tlenu zrobił swoje i zapadła ciemność.

Sebasmiliard
- Sebasmiliardzie! – Wysoki głos Malkava był równie przyjemny, jak wciskanie sobie zardzewiałego pilnika w
cewkę moczową. Był tak zajęty konserwowaniem książki, iż nawet nie podniósł wzroku. – Inkwizytor Lucjan prosi
cię o twoją obecność, podczas, hm, „uzyskiwania informacji” od człowieka, znalezionego bardzo nisko w głębi.
- Jak głęboko?
- ok. 130 poziomów w dół, ojcze Sebasmiliardzie – Wtrąciła Trollie.
- Dziękuję, moje dziecko – Sebasmiliard obrócił swe żółte tęczówki ku pani major
– Świeć dalej przykładem, bo coraz ciężej o kukiełkę która jest w stanie przydać się i być przy tym pokorną.
Malkavie, masz moje gratulacje. – zwrócił się do młodzieńca w białej szacie z czerwonym wizerunkiem Lisa
Rugbysty
– Idealny wybór na źródło twoich larw.
Malkav nie odpowiedział nic, jedynie uśmiechnął się i odwrócił wzrok ku Marii „Trollie” Troille. Kiedy jego
wzrok mijał powiększone piersi będące przed ciążą jedynie dwoma lekko wypukłymi sutkami na płaskiej klatce
piersiowej i doszedł do już widocznie uwypuklonego brzucha, uśmiech się poszerzał. Co dziwne w sposób, który
można określić jako ciepły i pełen troski, co wywołało niejaką konsternację u Marka i pani major, bo któż mógłby
się spodziewać uczuć wyższych u ludzi żyjących - i co gorsza tworzących - tak obrzydliwą kulturę w której drugi
człowiek był jedynie instrumentem tego który mógł go zdominować.
- Dziękuję, Maria jest wartościową istotą i bardzo dobrze koi moje złe nastroje. – Wzrok uśmiechniętej pary
spotkał się, po czym ku zaskoczeniu wszystkich wszystkich, w tym Sebasmiliarda, Malkav spuścił wzrok i
oblał się lekkim rumieńcem. – Ojcze, chyba goście się niecierpliwią. – ponaglił zebranych, po czym powrócił do
konserwacji, a jego mimika przyjęła chłodny wyraz.
Kapłan pożegnał błogosławionego przez Liseła cenobitę i prowadził dalej parę w wojskowych mundurach
połączonych sił polsko-ukraińskich. Zbliżyli się do wielkiego fresku. Wykonany wielkim kunsztem malunek
na tynku, emanował groteskową aurą, szczególnie w obliczu historii metamorfozy ze spierdolenia w potężną
machinę ekonomiczno-społeczno-technologiczno-industrialną jaką stało się k’Ara, znane także jako szczyt
Kurahenu.
- Od czego zacząć? – Sebasmiliard zapytał rozluźnionym tonem, przypominającym raczej wesołość nowocioty,
niż, częściej oczekiwane po kimś o jego statusie, powagę i chłód.

32

- Może od początku, starcze – Rzuciła pani major. To był błąd, bo każdy mieszkaniec warstwy powierzchniowej
- i była duża szansa, że obywatel warstw od 1 do 5 - wiedział, iż Główny Kapłan Victorii Se_ras jest przeczulony
na punkcie swojego wieku, wielokrotnie wydłużonego drogimi kuracjami biotechnologicznymi, z których słynęła
warstwa 4, zwana Praxis. Silny plaskuń w ryj wywołał dość szybką utratę grafiki i dźwięku u Katarzyny Szymczak,
majora polsko-ukraińskiej Armii Odnowienia.

Mil-anon
Nadszedł świt. Mil-anon siedział na masce samochodu wpatrując się w chodnik. Na ulicy leżały ciała zabitych,
porozrzucane pomiędzy różnymi przedmiotami porzuconymi przez wizażowo-anonową tłuszczę.
- Wszyscy uciekli, spierdolili całą imprezę - mruczał pod nosem. spojrzał na zabitego kilka godzin temu kuca
procarza. Jego oczy były otwarte, a twarz miała spokojny wyraz, jakby odszedł pogodzony ze swoim losem.
Milanonowi wydało się to kurewsko nienaturalne. Pomacał się po twarzy i z obrzydzeniem spojrzał na czarną
maź, która została na palcach. Wstał w końcu, rozejrzał się dookoła i wybrał kierunek, w którym się udał. Włamał
się do opuszczonego sklepu i znalazł toaletę, w której się umył.
- O kurwa - powiedział sam do siebie i pochylony nad umywalką, spojrzał w lustro - nieźle mi wczoraj
odpierdoliło.
Zaczął kalkulować i oceniać swoje położenie. Wszyscy go widzieli, ale w tej zbroi ruskiego antyterrorysty, z
czarną gębą. Było ciemno, wszyscy spanikowali i raczej mało kto by go teraz rozpoznał, gdyby się przebrał.
No właśnie. Zrzucił elementy opancerzenia, ale nadal miał na sobie zakrwawioną od akcji w kamienicy, bluzę w
militarnym kamuflażu USMC. Zdjął ją także i został w koszulce i spodniach. Ze swojego ekwipunku zostawił sobie
noże i pałkę teleskopową, oraz bagnet, który umył i zamocował sobie z tyłu na plecach, rękojeścią w dół. Całość
przykrył znaleziony, granatowy sweter marynarski - na zewnątrz było tylko kilkanaście stopni, a on nie należał do
specjalnie zahartowanych na zimno. Resztę sprzętu schował w jednym miejscu razem z opancerzeniem, koszulą.
Odświeżony i odmieniony wyszedł ze sklepu, który swoją zawartością, raczej nikogo by nie skusił w obecnym
położeniu - sprzedawano w nim artykuły dla wędkarzy. Zabrał sobie jednak z niego szpulę z żyłką - zawsze może
się przydać.

33

Jan Paweł
Karol spuścił się w końcu w gardło Mirka i delikatnie wyciągnął stuleję z jego martwych warg. Ryshu skończył
dawno, potem już tylko obserwował, strugając pinokia na blacie kuchennym. Największy Polak przeciągnął się,
po czym cmoknął swojego syna i zarazem kochanka w usta. Łukasz uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Co z nią zrobimy papo? - Skinął na wizażystkę skuloną w kącie.
Papaj klęknął przy niej z dobrodusznym uśmiechem, przytulił i odpiął łańcuch.
- Nie możesz nikomu powiedzieć o tym, co tu zaszło, moje dziecko.
- A-a-ależ... P-p-przecież Ojciec nie żyje... - wymamrotała zszokowana.
Nemezis wszystkich anonów troskliwie okrył ją swoim kardiganem.
- Chodź ze mną - pomógł jej wstać. - Widzisz, córko, czasami w dążeniu do dobrego, sługa boży musi posłużyć
się podstępem. Ci młodzi ludzie, których tutaj widzisz, to rak na zdrowej tkance świata, dobrze o tym wiesz.
Dlatego musisz obiecać mi, że nikt nie dowie się o tym, co tu się wydarzyło, obiecujesz?
- Obiecuję.
- Cudownie kochanie, wspaniale - Papież uśmiechnął się szeroko na widok noża wychodzącego z piersi
wizażanki. - Łukasiu, czy ty zawsze musisz być taki niecierpliwy?
- Przecież mnie znasz, papo - zaśmiał się Rajzer.
- Wiesz, to nawet dobrze, kotku. W końcu mamy zadanie. Musimy...
- Zniszczyć kurahen? - oczy Rysha błyszczały z podniecenia.
- Zniszczyć kurahen - potwierdził Jan Paweł.
Widok martwej plaży sprawił, że w papieżu znów odezwały się pierwotne instynkty. "O Szatanie, gdyby tylko ta
szmata była trochę młodsza!" pomyślał. Zawsze pozostawał mu jeszcze Rajzer, w tej chwili próbujący zetrzeć
jej pięknymi, kręconymi włosami krew z porzuconych wcześniej rurek. Papaj westchnął, po czym popchnął
syna na szafkę. Łukasz zrozumiał co jest grane i lubieżnie oblizał wargi. Podniósł nogi i owinął je wokół tułowia
Ojca Świętego, by ten miał swobodny dostęp do jego anusa. Papież wszedł w niego agresywnie, bolcował przez
niecałe cztery minuty i pozwolił sobie się spuścić. Czas naglił.
W korytarzu minął zaszlachtowane zwłoki Mateusza i jego blondyneczki. Po tym, jak Rajziu zmiażdżył im
tchawice, mógł się z nimi pobawić nie alarmując kochającej się w kuchni pary. Ślady krwi na ścianach i
powiązane w kokardki jgówno wprawiały go w melancholijny nastrój, tak bardzo kojarzyły się z chłodnymi,
przytulnymi lochami Watykanu. Już niedługo do nich wróci. Już niedługo...

34

* [anon od sandmana]
Z koszmaru wyrwało mnie poczucie wszechogarniającego strachu i nienawiści. Zdyszany i spocony siedziałem
przez chwilę nago na sofie zajętego przeze mnie mieszkania. Rozejrzałem się po pokoju. W porządku, lochy
uwiązane na swoich miejscach. Poranny twardziel nie dawał mi spokoju, skorzystałem więc z najbliższej
wizażystki. Kiedy zaspokoiłem swoje zwierzęce chucie, przypomniało mi się o potrzebach ducha.
Na stoliku przed telewizorem pełno było pustych opakowań po lekach, również po tym słynnym aczodinie (TM),
jednak brakowało chociażby odrobiny właściwej substancji psychoaktywnej. Tylko jebana piramida pustych
opakowań, niczym miniaturowa świątynia zakłamania.
W poszukiwaniu biletu powrotnego do właściwej gęstości zawędrowałem do kuchni. Znajomy anon smażył coś
na patelni, różowo-fioletowy głośny zapach unosił się nad nią. Facet był karaluchem, ale nie zdziwiło mnie to
wcale. W cwiortej genszczości fenomeny ludzi często zastępowane są przez ich właściwsze, symboliczne formy.
Spytałem go, czy ma coś na ból głowy. Odpowiedział ciepłym, owocowym, jakże niepasującym do aparycji
głosem, żebym się ogarnął z ćpaniem i może coś zjadł. W brzuchu burczało mi z głodu, ale pedalski kolor
zapachu jego żarcia odbierał mi apetyt, więc grzecznie podziękowałem i zapewniłem, ze zjem coś na mieście.
Owinąłem się leżącym w przedpokoju szlafrokiem, założyłem płaszcz z wieszaka i ruszyłem na obchód po odbitej
ostatnio z rąk wizazu dzielnicy.

35

Fumier

Bohater ubrany w czarną koszulkę i niezmieniane od paru dni cottonworldy, bezpiecznie i w cieple siedział przed
komputerem i lurkował anonimowe forum obrazkowe. Raz po raz odświeżał przeglądane strony robiąc sobie
przerwy na fap, chińskie bajki i koreańskie dramy. W pewnym momencie usłyszał dziwny szum i poczuł chłód,
wizja jego beztroskich chwil zaczęła się rozmywać, a protagonista obudził się w szarej rzeczywistości.
- No tak, zostałem tu porzucony jak jakiś odpadek - Pomyślał. W tym momencie do jego pokoju wszedł inny anon
- Fumier - Bo takie imię przybrał nasz bohater po tym jak został odtrącony przez społeczeństwo i rodzinę, imię to
z francuskiego oznaczało "Człowiek bez żadnej wartości". Zapewne myślał, że dzięki temu będzie wydawał się
fajniejszy.
- Myślisz, że mamy już wszystko czego potrzebujemy?
- Nie, musimy zdobyć jeszcze bandaże, hemoglobinę i trochę psychotropów.
- Wybiorę się po nie zanim zajdzie słońce.
Nasz protagonista ubrany był w czarną bluzę z kapturem, czarną koszulkę na której widniała postać z chińskiej
bajki, przetarte jeansy i wychodzone trampki. Miał szarą torbę na ramie w której trzymał podręczne rzeczy i duży
plecak który zapełniony był ubraniami.
Fumier zdążył się dobrze zaopatrzyć, gdyż w nocy Rewolucji Stulejarskiej, zamiast ponieść się huci i kiedy inni
zajęli się gwałceniem wizażystek on postanowił poszukać schronienia i zaopatrzenia.
Zanim jednak wyruszył w poszukiwanie azylu, poszukał swojego przyjaciela, anona którego znał z poza forum,
Bartosza. Niestety Bartosz również musiał porzucić imię gdyż oboje obawiali się, że inni napotkani ludzie mogą
mieć ochotę wyjebania mu w ryja i razem przeszukiwali obcy im teren.

Wyjątek ze świętej księgi "Plaan Jest Prosty"
(...)I rzekł Klejnot Nilu, Testo, Pomarańczowy Władca tysiąca rolexów "ty polska kuhrwo złodziejska piehdolona, ja twój
Pan, Żyd twój każę wziąc ci ich i wznieść Mur" a polski pies, ten-który-spożywa-solec-jak-bath'on patron szmat, wielki
ciemiężyciel, wygryw i śmiesheek uląkł się gniewu Teso i groźby Sztumu. Zbudował tedy z palonego na słońcu łajna
wielbłądziego, plastali, gum turbo i grafenu Mur dookoła. Umieścił ich za murem i odszedł zadowolony bo nie zostawił w
murzę choćby szczeliny najmniejszej a podczas gdy Boski odwrócił swój wzrok wrzucił jeszcze śmiesheek za Mur kurwy
jadowite, węże podłe ze swego plugwawego państwa. Dumny był śmiesheek, że chytry niczym liseł podszedł boski plan
Testa. Lecz Klejnot Nilu tylko uśmiechnął się w swojej mądrości i bogatztwie widząc jak bardzo zaślepiony był śmiesheek

36

i jak cieasna była jego głowa. Wtedy to też rozpoczął się wielki sztorm, niebiesia zaświeciły jasnością tysiąca słońc a
na królestwo śmieeshka zstąpił z Otchłani sam Cenzopapa- Złoty Człowiek rozrywając odbyty dzieci śmieeshka swym
straszliwym pastorałem.(...)

* [anon od sandmana]
Niczym cień sunąłem pustą ulicą. Z daleka pozdrawiały mnie anony, wyprowadzające wizażanki na
prowizorycznych smyczach. Głowa mi pękała. Głośny, ostry blask słońca ranił oczy i uszy. Na granicy
dwóch Gunszczosci życie jest cierpieniem. Zebrałem się w sobie i spróbowałem zdefiniować rzeczywistość
dookoła. Drzewa zamigotały, widziałem zawirowania ich aur, szare bloki drgały i ociekały tłustymi śladami
zamieszkującego je przed paroma miesiącami sebowstwa.
Przerwałem trans. Od mojego pierwszego przejścia minął raptem tydzień, na tym poziomie nie potrafiłem jeszcze
radzić sobie bez wspomagaczy oferowanych przez alchemików z /thc/. Przede wszystkim przeszkadzało mi
towarzyszące od przebudzenia obrzydliwe uczucie.
Negatywna aura anonimusów nie była dla mnie niczym nowym. Ta desperacja, seksualne napięcie i mizoginia
pachniały ostro, niczym musztarda, albo cebula, połyskiwały nad ich głowami delikatnie, jednak miały w sobie
coś… szlachetnego. Taką trudną do opisania dumę i piękno męskiej dzikiej inteligencji. Coś takiego musiały
mieć w sobie starożytne greckie uczty, na które mędrcy przyprowadzali swych młodych kochanków.
To uczucie było inne. Pachniało krwią i spermą, kałem i łzami, winem i chlebem. Niczym wielka chmura unosiło
się nad miastem. Skupiłem się na nim. Umykało mi, wciąż niezdefiniowane, coś przychodziło mi na myśl, ale co,
czyja to obecność, tego demona, potwora, zbrodniarza? Towarzyszyła mu inna, mniejsza, uniżona… Locha? Nie.
Czuć rozbawienie, filgrarność, a przecież wizażystki nie mają poczucia humoru. Śmieszek, tak, atencyjna kurwa.
Na poły płaszcza zaczęła kapać krew. Otarłem nos wierzchem dłoni. Aczodin. Potrzebuję aczodinu.

37

Boro Casso
Patrząc przez okno swojego więzienia na ostatnim piętrze dawnego centrum handlowego, Boro Casso rozmyślał
nad wydarzeniami ostatnich miesięcy. Rok temu miał wszystko - pracował w firmie informatycznej, pisał
wymarzoną grę komputerową, nawet zaczął spotykać się z dziewczynami. Gdy do jego mieszkania wkroczył
oddział ABW miał już ułożone życie.
Lądowanie w Zonie było dla niego bolesne. Szybko rozpoznany jako kreator Bamboleo, poddany ostracyzmowi
i zamknięty w opuszczonym sklepie odzieżowym, był persona non grata nawet dla dwóch spierdolin, które
pilnowały go codziennie. Gdyby nie to, że raz na jakiś czas odwiedzali go znajomi z /c/, pewnie już dawno
rzuciłby się na tą szarą, smutną ulicę pod oknem. W oddali majaczył Mur.
- Masz gościa kutasiarzu - powiedział suchoklates od forsowania Puchałke, jego strażnik - Mówi, że z /x/.
Zaskoczony odwrócił się na pięcie by spojrzeć w twarz najstarszemu z anonów. Chociaż lepszym określeniem
byłoby "najstarszej z anonek".
- Ba-baba Wanga?! - w zdziwieniu otworzył usta
- Słuchaj mnie uważnie młodzieńcze, zostało mi niewiele czasu - zaczęła powoli wróżbitka - Mam dla ciebie
informacje, które pozwolą ci opuścić to smutne jak chuj więzienie, a jednocześnie zostać bohaterem dla tych
wszystkich anonów, którzy na bohatera czekają. Gotowyś?
Boro Casso bez zastanowienia pokiwał głową.
- Dobrze, ale w zamian za to musisz mi coś obiecać - dodała seniorka
- Co takiego Babciu?
- Nigdy, ale to nigdy nie zgwałcisz kobiety w Zonie.
Boro zasępił się. Chciał opuścić zonę właśnie po to żeby gwałcić. Walenie pod widoczne z okna uliczne seksy
to nie to samo, a świat po drugiej stronie był pewnie jeszcze smutniejszy w kontakcie, niż w obserwacji. Mimo
wszystko zawsze mógł mieć nadzieję, że jakąś wizażystkę po prostu poderwie. Poza tym Baba Wanga zdechnie
wkrótce...
- Ok, zgadzam się und potwierdzam! - dziarsko zakrzyknął Boro - To teraz powiedz mi co mam robić i co możesz
mi dać.
Baba Wanga uśmiechnęła się pod wąsem i z rękawu wyciągnęła zrolowaną kartkę papieru A2.
- Trzymaj, to mapa geologiczna terenów pod miastem. Z niej dowiesz się zarówno gdzie są złoża surowców, w
tym węgla, jak i tego, że samo miasto znajduje się kilkadziesiąt metrów nad wielkim kompleksem jaskiniowym.
Tam anony będą się osiedlać.
- W jaskiniach - odparł zaszokowany programista patrząc na mapę - Ale po co, jest tyle mieszkań...
- Jaskinie uratują was przed śmiercią w trakcie Wojny Która Nastąpi - przerwała mu Wanga - Poza tym, za
kilkaset lat będzie tu ponad dwa miliony mieszkańców, a Zona się nie rozrośnie.

38

- Ale tak w gołych jaskiniach...?
- Jeżeli uważasz, że to za mało, w tym miejscu - wskazała palcem punkt na mapie - Znajduje się wielkie
składowisko kontenerów. Z nich zbudujecie zalążek podziemnego królestwa Anonów.

/tech/
Wejście autoryzowane. Dzielnica Południowa, warstwa -4. Dział badań i rozwoju technologicznego /tech/ wita.
Cichy syntetyczny acz przyjemny głosik odezwał się z głośniczka znajdującego się na środku dużej żeliwnej
śluzy a postać z hińskiej bajki zawtórowała mu z wdziękiem dygając na niewielkim ekranie powyżej. Coś
zasyczało i hydrauliczne podnośniki uniosły śluzę ukazując oczom długi korytarz oświetlony jedynie kilkoma
świetlówkami. Ściany choć ledwo dostrzegalne z pod plątaniny kabli, rur i światłowodów również i tuatj były
przyozdobione w dziwaczne malunki. Tu jednak motywy malowideł były inne, dominował motyw czarnowłosego
mężczyzny w zestawieniu ze słowem 'roladka', były też schematy obwodów elektronicznych, długie linie kodu
w ezoterycznych językach, wzory dziwacznych cząsteczek chemicznych i szczegółowe ilustracje anatomiczne
dziwacznych istot. Tu i ówdzie między kablami błyskały zielone i niebieskie diody a krajobraz uzupełniał wyraźny,
miarowy szum maszynerii przybierający na sile gdy szło się w głąb korytarza. Na końcu znajdowała się kolejna
śluza, która gdy tylko uniosła się w górę odsłoniła widok zupełnie innego świata.
Jeśli olbrzymie podziemne fabryki przetwórczo-produkcyjne na niższych poziomach można by porównać do
mechanicznych trzewi technologicznej potęgi k'Ara, to /tech/ musiało by być mózgiem. A pomyśleć, że zaczęło
się tak trywialnie. Po rewolucji stulejarskiej kiedy zaczynało brakować dóbr i żywności wydawało się, że (wtedy
jeszcze) Zona stanie się zbiorową mogiłą dumnej rasy Anonów. Lecz wtedy też powstały pierwsze prymitywne
jeszcze bioreaktory fermentujące fekalia na polimery z których drukarki 3d mogły produkować narzędzia, ubrania
i części. Założono hodowle hydroponiczne wszelakiej roślinności, a bio i med Anony przystąpiły do pierwszych
eksperymentów nad nowymi gatunkami. Za niedługo został wymyślony pierwszy szczep drożdży proteinowych,
które obecnie są standardową, pełnowartościową karmą dla kukiełek. Kuce natomiast wykucowały pełną
automatyzacje wszystkich procesów, dzięki czemu produkty w k'Ara nie wymagają wysiłku chudych rąk Anonów.
Projekt WAIFU okazał się strzałem w dziesiątkę kiedy tylko pierwsza powołana w ramach niego sztuczna
inteligencja opuściła wirtualną kołyskę i zawitała na przepastnych przestrzeniach dyskowych k'Ara.

39

Boro Casso

Boro Casso opadł na fotel który zrobił z walających się po obiekcie par dżinsów. Baba Wanga powoli podreptała
w jego kierunku, stanęła z jego lewej strony i kontynuowała.
- Miast ponad powierzchnią będzie piękną metropolią, jak Damaszek z Asasyna. A ty będziesz bohaterem na
pomnikach.
- Ale jak ja ich przekonam? Przecież na ulicach tego smutnego Karagradu rządzi anarchia. Nie posłuchają się
mnie!
- Dlatego zdradzę ci teraz drugi sekret...

***

Od kiedy Boro Casso wskazał narodowcom ukryty skład broni pod byłym komisariatem minęło kilkanaście
godzin. Anarchiści mimo dzielnej postawy, nie mogąc oprzeć się militarnej i taktycznej przewadze nazioli tracili
po kolei każdą kamienicę. Jeden z budynków wybuchł - to bohaterski pedoni wysadził się granatem, zabierając
ze sobą dwóch byłych subskrybentów poznańskiego ONRu. Na nic to się jednak zdało, gdyż z końcem dnia
stulejarska swastyka wisiała na większości budynków w mieście. Boro Casso triumfował.
Będąc jednym z bohaterów wojny domowej, został Boro wybrany na pierwszego Dożywotniego Prezydenta
Nowej Republiki. Twardą ręką wprowadził zmiany, które ukształtowały późniejsze prawodawstwo oraz tradycję
tego niewielkiego terytorialnie, ale wielkiego duchem i gwałtem państwa.
Nie zrealizował tylko jednej obietnicy.
Baba Wanga marzyła o przyszłości, w której Anon i Wizażystka szli ramię w ramię i traktowali się nawzajem
jak ludzie ludzi. Prezydent miał dać przykład wszystkim swoim poddanym. Gdy prorokini umarła, Boro ogłosił
tydzień łowczy. Codziennie gwałcił po kilkadziesiąt wizażystek, włącznie z małymi dziewczynkami które urodziły
się już w Zonie. Przypieczętowało to tragiczny los kobiet, wrzuconych do jednego gara z Anonami.

40

Sebasmiliard

- Mówisz, że te „warstwy” zostały odkryte sto metrów w głąb ziemi? Nie wykonaliście ich sami?
- Według archiwów, tak było. Zresztą w momencie ich odkrycia, Anony nie miały możliwości, aby wykuć coś
takiego w litym bazalcie tak wiele poziomów w dół. Co ciekawe, nasze geologoanony stwierdzili, iż ta skała
musiała tu zostać przytaszczona. Nie mogła powstać tu naturalnie. Zresztą dziwi nas brak jakichkolwiek śladów
obróbki chemicznej, bądź użycia ciężkiego sprzętu.
„Głowa. Tępy ból. Ciekawe, kogo boli głowa? A no tak: mnie” – myśl mknęła przez neurony pani major.
- To nie do pomyślenia – twarz Marka była pełna niedowierzania, jak słowa małej dziewczynki skierowane do
pedofila. Tak jak nieme błaganie Kaśki, by ból z czaszki ustąpił.
- Już przed odkryciem megastruktury, miewaliśmy problemy z Czwartą Gęstością. A to revenant Lukasa Rajzera i
jego fałszywy Papież Polak ulepiony z jego niechęci, a to masowe niestabilności.
- Revenant?
- Chcesz wiedzieć, co to jest? Zdarzyło się to już 15 razy. Osoby martwe wracają w „ulepszonych” formach. Jeśli
myślisz, że ktoś jest bezdusznym bydlęciem, bez rozumu i godności człowieka, to jest tylko łagodnym barankiem
w obliczu samowskrzeszeńca. –
- Czekaj, czekaj. Ktoś wstał z martwych? Ty chory! – Marek użył zasłyszanego wcześniej określenia.
- Chciałbym trollować – Zasępił się żółtooki kapłan. – Skurwiele łamią prawa fizyki. Czekaj, nie! Oni
podświadomie sięgają do prawideł natury, których my nie jesteśmy w stanie zgłębić.
- Chyba śmiesz żartować. Oczekujesz, że naprawdę w to uwierzę? – Skwitował to niepewnym uśmiechem.
„To jest ciekawe” pomyślała major Szymczak i podpełzła do rozmawiających. Sebasmiliard podał zdjęcia
wykonane polaroidem, porucznikowi. Oczy marka zrobiły się wielkie jak odbyt na otwarciu. Na zdjęciach widać
było chłopca podnoszącego głaz na jednej dłoni.
- A po otwarciu poziomów zjawiska się nasiliły. Jednakże dzięki technologicznemu zrozumieniu Czwartej
gęstości i przy pomocy Króla Boga Boro Casso udało nam się zlikwidować zagrożenie Revenantów.
- W jaki sposób?
- Nie uwierzysz. Najbardziej sztampowe rozwiązanie. Srebro. Boro Casso po zwycięstwie nad rebelią miał
fantazję wykonać sobie broń i amunicję ze srebra. W obliczu zagrożenia ze strony Łukasza Przywróconego,
dopiero On przy mocy 4 gęstości przeistoczony w Awatar Billy’ego, mógł położyć kres jego bluźnierczej
egzystencji. Dopiero wiele lat później w kompleksie Praxis w 4 warstwie odkryto, że srebro może być
nadprzewodnikiem spekulatywnych cząsteczek Rolewskiego. Czyli, raniąc istotę 4G, robisz zwarcie. Jako, że
w przeciwieństwie do zwykłego układu elektrycznego, byt takowy jest chodzącym konglomeratem przepływów
mocy, to każde takie uderzenie to wyrok śmierci. Ale to tylko teoria, nie mamy możliwości, aby ją sprawdzić. W
każdym razie dziwadła boją się srebra jak dzieci papieża.

41

- Interesujące.

- Ale wiedz że anomalie 4G nie są tylko negatywnym zjawiskiem. Zdawały się wybuchy euforii po których
efektywność pracy Anonów wzrastała siedmiokrotnie. Nasze hydroponiczne rośliny produkowały 3 razy większy
plon niż powinny. Średnie IQ wzrasta o – Sebasmiliard spojrzał do notatnika. - średnio 0,3 punktu procentowego
w ciągu dekady. Przystosowaliśmy się. Prowadziliśmy staranne archiwa i walczyliśmy z ciemnotą. – Zasępił
się – Ale potem na falach radiowych usłyszeliśmy wieści o konflikcie. Że wymknął się spod kontroli. Nanity
połączone w sieć uzyskały świadomość. Nawet my ściśle kontrolujemy nasze AI. Wiemy jakie to zagrożenie.
Nasi przodkowie nie mieli innego wyjścia jak zastosować się do planu Wangi, który zakładał exodus do świeżo
odkrytego kurahenu. Wtedy pomieściliśmy się ledwo do 4 warstwy. Aż ciężko uwierzyć, że sięgamy aż do 90
poziomu, dzięki zaawansowanej wentylacji. Cokolwiek działo się na górze, my przetrwaliśmy. – Sebasmiliard
zatrzymał się – Chciałem cię zapytać o waszą wiedzę na ten temat, ale widzę, że jesteś znużony. Jeśli chcecie
przenocować to mamy parę pokojów z terminalami z dostępem do Super Encyklopedii Kurwo, co pozwoli ci
zaspokoić głód wiedzy, a mi trochę oszczędzi to stare gardło. – zaśmiał się skrzekliwie – Życzę dobrej nocy.
Marek, nie był tak zmęczony i przejęty od dnia jego promocji na porucznika. Był w stanie tylko niezdarnie
podziękować. Zabrał ze sobą jak dotąd uważnie słuchającą Katarzynę i ruszyli za służącą do przeznaczonego dla
niego pokoju.

42


Related documents


wiza
milan kundera niezno na lekko bytu
fantastyczny turek
rozdzia 6 starbucks
nr 1
4


Related keywords