PDF Archive

Easily share your PDF documents with your contacts, on the Web and Social Networks.

Share a file Manage my documents Convert Recover PDF Search Help Contact



bajka bez pustych.pdf


Preview of PDF document bajka-bez-pustych.pdf

Page 1 2 3 45666

Text preview


się po ziemi ogon, gadzi pysk i szczątkowe, pogniecione skrzydła, można by
pomyśleć, że ma się przed sobą sympatycznego mnicha z legendy o Robin
Hoodzie.
Mimo swego poczciwego wyglądu, stwór wzbudzał potworny lęk wśród
miejscowej populacji. Został bowiem wyposażony przez Naturę w tajną broń.
A właściwie w dwie tajne bronie*. Oto bowiem, spod okrągłego brzucha gada
wystawały dwa największe chuje, jakie kiedykolwiek widziało to lub jakiekolwiek
inne uniwersum. Twarde i lśniące jak mahoniowe nogi od stołu, oplecione
grubymi jak pytony węzłami żył, zakończone czerwonymi czapami
o ponadczasowym kształcie niemieckich hełmów. Mityczne archetypy kutasa,
przygotowane do działania zawsze i o każdej porze, zupełnie jak radziecki
pionier. Nawet w rzadkich przypadkach, gdy jeden z chujów zasypiał, drugi
zawsze czujnie sterczał do góry, zwarty i gotowy do akcji. Z tego też powodu,
smok zawsze czuł chuć. Była to podobna siła, która jego większych,
potężniejszych i bardziej królewskich kuzynów zmuszała do hurtowego pożerania
dziewic, szlachetnych rycerzy, a czasem, bo legendy też muszą skądś się brać,
odpowiednio spreparowanego gospodarczego inwentarza. Taki bajkowy
imperatyw, potężny i nie do powstrzymania, jak rozwolnienie po kefirze
i ogórkach kiszonych.
Myśli smoka o dwóch chujach orbitowały ciągle wokół jednego tematu: w co
by tu teraz wsadzić przynajmniej jednego kutasa. Nie był przy tym tak wybredny
jak jego krewni: dziewice ­ jak najbardziej (choć Bóg mu świadkiem, że smok
zdołał już zapomnieć, kiedy ostatnio dorwał jakąś dziewicę), szlachetni rycerze
­ proszę bardzo (opracował nawet innowacyjną technikę szybkiego uwalniania
ich tyłków z metalowych gaci), ale także prości kmiecie, dziewki dworskie,
okoliczne owce, dynie, a nawet, kilka dni temu, utopiona świnia, która wzdęta
zataczała powolne kółka na powierzchni Fosy. Generalnie jego zasadą było:
przejebać wszystko, co się rusza, co się kiedyś ruszało, lub po prostu to, co się
do przejebania nadaje**.
Również teraz, z obiema fujarami postawionymi na baczność, smok dawał
wyraz swojej niesamowitej jurności. Dwie łapy, każda zaciśnięta na innym chuju,
poruszały się szybko, wykonując rytmicznie posuwisto-zwrotne ruchy. Dwa
napletki metrowych kutasów wybijały dziki rytm jak obłędne, mlaszczące kastaniety.
Dwa wielkie jaja przystrajające monstrualny instrument gada i przypominające
reklamówkę z arbuzami, bujały się jak bokserski worek treningowy. Nierównym
krokiem, napędzanym odśrodkowymi ruchami własnych jąder, smok powoli
zbliżał się do brzegu Fosy.
­ Jest, skurwysyn jebany jeden. ­ Mruknął król, który w obliczu zaistniałych
faktów zupełnie zapomniał już, co to znaczy godność i majestat. ­ Pewnie

*
Z kronikarskiej uczciwości wspomnieć należy, że określenie "tajne" niezupełnie oddaje prawdę
i jest użyte w tym kontekście jedynie jako figura retoryczna.
**
Stara zasada znana jako "słonina w kaloryfer". Pod wieloma względami smok przypominał
przeciętnego nastolatka.

5