Margozin 2013(10) Kwiecień.pdf


Preview of PDF document margozin-2013-10-kwiecie.pdf

Page 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Text preview


Numer 10

Bo choć Roan wydaje się niepozorny,
a wręcz dość prostolinijny, drzemie w nim
ogromny potencjał. Jest bardzo empatyczny
i ciepły. Mieszkańcy krainy Margonem
uważają go za spryciarza, który nielegalnie
prowadzi arenę dla zabijaków. Jednak nikt
nie połakomił się, by dowiedzieć się,
dlaczego Roan prowadzi właśnie takie
życie...
Roan żył w skrajnej nędzy. Jego matka
„ciężko” pracowała w Domu Schadzek
w Eder, a ojciec był tak samo charakterny
i mściwy jak Endriu, więc szybko pożegnał
się z życiem.
Roan miał ciężkie, dość smutne i samotne
dzieciństwo.
Wcześnie
opuścił
dom,
brakowało mu pieniędzy na jedzenie,
prowadził tułaczy tryb życia.
Jednak miał pewien talent o którym nie
wszyscy wiedzieli. Bardzo dobrze się bił.
W swojej technice walki wykorzystywał
inteligencję i spryt. Żaden pijaczyna, czy
napotkany na drodze zbójnik nie równał się
z nim w walce. Któregoś dnia, kiedy szedł
przez Eder, świadkiem jego walki z żeb­
rakiem był pewien żołnierz. Pochwalił Roana
i zaproponował mu doskonalenie umieję­
tności, widział w nim duży potencjał.
Po mizernym wyglądzie Roana domyślił się,
że nie będzie miał finansów na opłatę
edukacji, dlatego umówili się, że Roan
będzie w ramach rekompensaty sprzątał
w wojskowej stajni.
Uradowany młodzieniec zgodził się bez
większego namysłu, oczarowany elegancją
napotkanego żołnierza. Pomyślał, że za parę
lat będzie wyglądał tak samo dostojnie jak
on. I tak Roan wylądował w Nithal. Ćwiczył
długo pod okiem Aleksandra Wendera –
legendarnego
nauczyciela
Akademii
Wojskowej.
Jednak co charakterystyczne jest dla ludzi –
wolnych ptaków, przyszedł czas, w którym
Roan stał się tak pewny siebie (dzięki
ponadprzeciętnym wynikom w Akademii), że
postanowił swoje umiejętności przekazać
innym i opuścił Nithal.
Wkrótce przeniósł się do Ithan i założył tę

Kwiecień 2013

potajemną arenę, której rozgłos przynosiły
zwłaszcza krwawe walki, na które lud patrzył
z tą swoją chorą fascynacją.
Roan wpadł w szał, zarabiał na walkach
setki tysięcy, zaczął rekompensować sobie
pieniędzmi swoje przykre dzieciństwo.
Nałogowo kupował przedmioty, których już
nie potrzebował.
Jak to w życiu zwykle bywa, musi się stać
tragedia, by człowiekowi spadły bielma
z oczu. I tak było też w przypadku Roana.
Podczas jednej, bardzo długiej i ciężkiej
walki – jeden z zawodników wykonał zbyt
szeroki zamach i ugodził mieczem małego
chłopca, który stał w tłumie widzów. Dziecko
było w stanie krytycznym. Zrozpaczona
wieśniaczka – matka nieszczęśliwca uciekła
razem ze spanikowanym i rozszalałym lu­
dem. I już nie wróciła.
Na arenie został Roan z zakrwawionym
chłopcem na kolanach. Jego myśli były
przepełnione rozgoryczeniem i poczuciem
winy tak bardzo, że ściągnął nieświadomie
telepatycznie matkę Makatary, która przez
kolejne tygodnie pomagała Roanowi zaj­
mować się porzuconym chłopcem.
To wydarzenie diametralnie zmieniło Roana.
Zrozumiał, że pieniądze nie grają żadnej roli,
jeśli w grę wchodzi ludzkie życie. Przestał
pobierać opłaty za wstęp na arenę i otworzył
sklep ze sprzętem dla nowicjuszy w świecie
rycerzy.
Opiekował się chłopcem, skupił się na jego
wychowaniu.
Dziś ten chłopiec nie jest już dzieckiem, lecz
postawnym mężczyzną. I nie opuścił swo­
jego opiekuna, który okazał mu więcej
miłości niż rodzeni rodzice. Roan przekazał
chłopcu to, czego sam nie otrzymał i to
właśnie bycie „rodzicem” otworzyło jego
serce na ludzi.
Jak słusznie się domyślasz, Drogi Czy­
telniku, wychowankiem Roana jest właśnie
Mistrz Gladiarotów.
Epona

7