dywizjon 303.pdf


Preview of PDF document dywizjon-303.pdf

Page 1 23467

Text preview


Arkady Fiedler (1894-1985) to jedna z najbardziej niezwykłych postaci polskiej literatury
reportaŜowo-podróŜniczej. JuŜ kilka pokoleń czytelników kojarzy go bezbłędnie, choć moŜe
nieco jednostronnie, z takimi ksiąŜkami jak Ryby śpiewają w Ukajali, Kanada pachnąca
Ŝywicą, Dywizjon 303, Dziękuję ci, kapitanie, Zdobywamy Amazonkę, Rio de Oro czy Piękna,
straszna Amazonia. Talent narracyjny, pisarska swada, egzotyczne tło i rzetelność obserwacji,
jakie tu demonstrował autor, zapewniły jego utworom milionową publiczność czytelniczą, nie
tylko zresztą w naszym kraju.
Tymczasem mało kto juŜ dzisiaj wie i pamięta, Ŝe Arkady Fiedler debiutował w 1918
roku jako poeta (tak, tak, kto za młodu nie był poetą…) i to nie byle gdzie, bo na łamach
poznańskiego „Zdroju”, organu ekspresjonistów polskich, cyklem wierszy Czerwone światła
ogniska. śe jako młody człowiek brał udział w powstaniu wielkopolskim (jedynym
zwycięskim powstaniu polskim), a w latach 1918-20 działał w POW, Ŝe późniejszy pisarz
studiował filozofię i nauki przyrodnicze na uniwersytetach w Poznaniu, Berlinie i Krakowie,
a ukończył Akademię Sztuk Graficznych i Księgarskich w Lipsku (1923). śe pisarzem został
właściwie przypadkowo, gdy jako uczestnik wielu wypraw podróŜniczo-turystycznych,
najpierw krajowych (Przez wiry i porohy Dniestru, 1926), a potem po świecie, nadsyłał
korespondencje dla prasy. I Ŝe tak na dobrą sprawę, jak wyznaje w swych późniejszych
wspomnieniach, początkowo waŜniejsze były owe „podróŜe i przygody” niŜ same ksiąŜki,
które dostarczały środków finansowych na kolejne wyprawy…
Wybuch drugiej wojny światowej zaskoczył znanego juŜ wtedy literata-podróŜnika na
dalekiej polinezyjskiej wyspie Tahiti, jednak udało mu się dotrzeć stamtąd do Francji, a po jej
upadku do Anglii. Tam, jako oficer Polskich Sił Zbrojnych, znalazł się wśród polskich
Ŝołnierzy; lotników i marynarzy: wsłuchiwał się w ich zwierzenia i opowieści. I tak powstały
dwie jego bodaj czy nie najpopularniejsze ksiąŜki, fabularyzowane reportaŜe literackie:
Dywizjon 303 i Dziękuję ci, kapitanie, wydane w Londynie w 1942 i w 1944, a następnie
wielokrotnie wznawiane, takŜe w kraju. Oto np., a rzecz to warta przypomnienia, Dywizjon
303, ukazujący udział lotników polskich w jednej z najdramatyczniejszych bitew II wojny
światowej — „bitwie o Anglię”, był jeszcze w czasie wojny, bo w 1942 rozprowadzany po
okupowanym przez Niemców kraju w formie odbitek fotograficznych z wydania
londyńskiego, a w 1943 ukazały się w Warszawie co najmniej trzy róŜne jego konspiracyjne
wydania w podziemnych wydawnictwach, kolejne zaś w 1944 w Kielcach, nakładem pisma
„Chrobry Szlak”. Dywizjon 303 odegrał wielką rolę, gdyŜ budził nadzieję i optymizm, wszak
ksiąŜka mówiła o zwycięskich walkach polskiego Ŝołnierza i powstrzymaniu blizkrieg’u
hitlerowskiej ofensywy. Pokazywała wydarzenia, które wpłynęły znacząco na późniejsze losy
wojennych zmagań. Sam premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill powiedział po „bitwie
o Anglię”, Ŝe „Nigdy w dziedzinie ludzkich konfliktów tak wielu nie zawdzięczało tak wiele
tak nielicznym”. A miał na myśli takŜe i polskich lotników, m.in. z Dywizjonu 303. Dywizjon
ten wszedł do bitwy w ostatniej, ale decydującej fazie i walczył przez 43 dni, od 30 sierpnia
do 11 października. Piloci dywizjonu strącili 126 niemieckich samolotów (w tym 16 trzej jego
brytyjscy członkowie). Polscy piloci osiągnęli rekord zwycięstw, a pierwszy z dywizjonów
brytyjskich miał tylko połowę sukcesów Dywizjonu 303. Inna to sprawa, Ŝe długo jeszcze po
wojnie Brytyjczycy starali się ten fakt zbagatelizować i nawet zatuszować (co mogliśmy
zobaczyć np. na filmie angielskim Bitwa o Anglię).
Dziś, po grubo ponad pięćdziesięciu latach od „bitwy o Anglię” oraz wydarzeń
związanych z udziałem polskich marynarzy i okrętów w wojnie z Niemcami o panowanie na
szlakach morskich (Dziękuję ci, kapitanie), gdy dla większości czytelników obu tych ksiąŜek
Fiedlera, są to dobrze znane z róŜnych źródeł wydarzenia juŜ ściśle historyczne, na które
patrzymy sine irae et studio, te pisane na gorąco reportaŜe wcale nie straciły na atrakcyjności
czytelniczej. Przeciwnie, bo teraz dopiero widać wyraźnie, Ŝe poza swymi walorami