Altow Obpalujuczyj rozum .pdf

File information


Original filename: Altow - Obpalujuczyj rozum.pdf
Author: Haereticus

This PDF 1.4 document has been generated by PDF-XChange Office Addin / PDF-XChange Printer 2012 (5.0 build 267) [Windows 7 Ultimate x64 (Build 7601: Service Pack 1)], and has been sent on pdf-archive.com on 15/02/2017 at 09:20, from IP address 195.128.x.x. The current document download page has been viewed 444 times.
File size: 957 KB (115 pages).
Privacy: public file


Download original PDF file


Altow - Obpalujuczyj rozum.pdf (PDF, 957 KB)


Share on social networks



Link to this file download page



Document preview


http://argo-unf.at.ua/

Chiba we ycznyj i sylnyj toj, u koho we ycz i sy a,
Jakszczo s abkych do werszyn swojich pidniaty jomu nesy a?
Rabindranat Tagor

Ja pryjichaw u ce prymor ke misteczko, otrymawszy te egramu Prokszyna. Buw
owtnia. Z moria duw cho odnyj witer, szczo hostro pach wodorostiamy.
— Doktor ywe na «Szkwali», — skazaw meni ho owa mi krady. — Ad e my sta y
mistom bez roku ty de . Robitnycze se yszcze — o szczo my take. A «Szkwa » — ce
staryj parop aw miscewoji liniji. Ta o z wikna wydno… Ni, ni, ce rybal ki szchuny.
Trochy dali, kraj myska, parop aw z wysokym dymarem. Skoro pori
na meta , win
swoje wids yw. — Ho owa nespodiwano rozsmijawsia. — Do nas jako artysty zawita y, to Andrij Illicz jich tudy ne pustyw. Pryhrozyw, szczo pidnime pirat kyj prapor i
wyjde w more…
— A kudy dywy sia radian ka w ada? — zapytaw ja.
— Radian ka w ada wrachowuje, szczo w se yszczi szcze nemaje likarni, — widkazaw ho owa. — Nu, a Prokszyn k asnyj likar. Ja b jomu ne ysze staryj parop aw — szczo
zawhodno widdaw by.
Na berezi, pidstawywszy nejaskrawomu sonciu opukli czorni dnyszcza,
y
scho i na tiu eniw czowny. Witer nakoczuwaw na halku czasti, zli chwyli. Wony tiahnuysia do czowniw i widstupa y, za yszajuczy na kaminni szczilnu szyplaczu pinu.
«Szkwa » stojaw bila staroho derewjanoho pirsu. Prokszyna ja znajszow u kajutkompaniji. Win zosered eno wystukuwaw szczo na drukar kij maszynci.
— Nu o , same wczasno, — zradiw win. — Moja widpustka zakinczuje sia, my rozpocznemo siohodni … Choczete wyprobuwaty na sobi?
kine

***
Spoczatku ce bu a zwyczajna urnalist ka ideja. Wona wynyk a piwtora roky tomu,

w Ka uzi, kudy ja pryjichaw za zawdanniam redakciji. Buw juwi ejnyj mityng bila pamjatnyka Ciö kow komu, ja zapysuwaw te, szczo howory y promowci. Ideja — u swojemu perwozdannomu wyhladi — zapysana tut-taky, u b oknoti, mi dwoma promowamy: «Pamjatnyk — broszury — suczasnyj Ciö kow kyj». Ce oznaczaje: a szczo, jakby
swoho czasu Ciö kow kyj maw sotu czastku kosztiw, wytraczenych na cej pamjatnyk i
na cej mityng?
Ja pryhadaw broszury, jaki wydawaw Ciö kow kyj. Zaraz wony bibliögraficzna ridkis ; ma o chto baczyw ci tone ki, nadrukowani na siromu paperi kny ky z poznaczkoju
«Wydannia i w asnis awtora». Ciö kow kyj wypuskaw jich krychitnymy tyra amy — za
swij rachunok. I o ja podumaw: ad e j zaraz de praciuju ludy, szczo prok adaju taki
nowi (i tomu szcze ne wyznani) szlachy w nauci! Pryjde czas, cym ludiam widdadu
na ne. A e naskilky wa ywisze dla nych otrymaty siohodni chocza b deszczyciu majbutnioho wyznannia…
Ja poczaw poszuky. Ko
ja dok adnisze rozpowim pro ce: sered we ykoji kilkosti
pro ekteriw ne tak prosto bu o widszukaty ludej, czyji ideji napysze na swojich znamenach nauka XXI stolittia. ysze czerez piwroku, ta j to ci kom wypadkowo, ja zustriw
ludynu, jaka rozrobla a szczo pryncypowo nowe. Teper u mojemu spysku dewja
prizwyszcz, «Czudowa dewjatka».
Ja wwa aw, szczo dowede sia wstupaty w bij: koho zachyszczaty, szczo probywaty. Niczoho podibnoho. Wisim czo owik, mowby zmowywszy twerdy y: «Ranuwato,
poky ne treba…» I ysze dewjatyj, Prokszyn, riszucze skazaw: «Szczo , kynemosia w bij.
Pisla doslidu».
Prokszyn — sudnowyj likar. Pry perszij zustriczi ja podumaw, szczo epigrafom (jakszczo dowede sia pysaty pro Prokszyna) mo na bude wziaty taki riadky z «Dzerka a
moriw» D ozefa Konrada: «Pospiszaju dodaty, szczo win wo odiw szcze j inszoju jakistiu,
neobchidnoju spraw niomu moriakowi, — absolutnoju upewnenistiu u sobi. Bida ysze
w tomu, szczo cijeju jakistiu win buw nadi enyj u zahroz ywomu stupeni». Take persze
wra ennia: ne te szczob newirne, a e powerchnewe. Tak, Prokszyn micno wpewnenyj u
sobi. Win luby kazaty: «Jak widomo, ja ne pomylajusia». Wsia ricz, prote, w tomu,
zwidky bere sia upewnenis .
— Zwyczajna genijalna ideja, — skazaw Prokszyn, ko y ja poprosyw pojasnyty, nad
czym win praciuje. — Wi memo durnia. Naturalnoho durnia. Spodiwajusia, wam dowody osia zustriczaty takoho durnia?.. Du e dobre. Oto , wi memo riadowoho durnia i
wwa atymemo, szczo win doriwniuje nulu na szkali rozumowoho rozwytku. Sta gradusam na tij samij szkali chaj widpowidaje rozumowyj riwe Ejnsztejna. Szka a, zwyczajno, widnosna. Mo na opuskatysia ny cze nula i pidnimatysia wyszcze sta gradusiw.
Oto , ja choczu zapytaty: jaka za cijeju szka oju «rozumowa temperatura» ludstwa? Wy
rozumijete — wsioho ludstwa. W seredniomu. Nu?
Pytannia bu o ne z ehkych, ja promowczaw.
— Budemo optymistamy, — prodow uwaw Prokszyn. — Prote i pry najmohutniszomu optymizmi wa ko nazwaty cyfru 80 czy 60. O wy, napryk ad, skilky u was gradusiw?
Ja widpowiw, szczo trydcia szis z po owynoju. Za Celsijem.
Prokszyn schwalno usmichnuwsia:
— Wykruty ysia. A zaha om, wy b ki do istyny. Za najoptymistyczniszoju ocinkoju serednia temperatura ludstwa ne wyszcza wid trydciaty szesty z po owynoju. Za
mojeju szka oju.
Tut ja skazaw, szczo na te je bezlicz serjoznych pryczyn — istorycznych i sociälnych. Za danymy UNESCO, piwtora miljardy ludej ho oduju . Czy mo na zwynuwatyty jich u tomu, szczo wony widstaju u rozumowomu rozwytku?
— Ja ne zwynuwaczuju, — neterplacze zapereczyw Prokszyn. — Ja prosto konstatuju fakty. Po-persze, «serednia rozumowa temperatura» newysoka. Po-druhe, wona

pidnimaje sia powoli. Du e powoli.
— Taki rozmowy absolutno marni, jakszczo nemaje czitkoji termino ogiji. Szczo
take rozum? Szczo oznaczaje — staty rozumniszym?
— Oce di owyj pidchid! — zradiw Prokszyn.
Rozmowa widbuwa asia w tallinnskom portu. Prokszyn pospiszaw, czasto pohladaw na hodynnyk. A e ja w e zrozumiw, szczo zahalni mirkuwannia pro «rozumowu
temperaturu» ludstwa powjazani z czymo konkretnym.
Magnitofon ja uwimknuw ne widrazu. Inodi ce mo e wse zipsuwaty: ludyna poczynaje howoryty derewjanym ho osom, zbywaje sia, ekaje i mekaje.
Striczka magnitofona
«— Dawajte domowymosia tak. Rozum za
wid bahatioch czynnykiw. A e je
szczo obowjazkowe, ho owne. Ce — znannia. Obsiah zna . Zaraz wy zapereczyte, szczo
mo na buty znajuczym durnem. Mo na. Buwaje i zworotne: ludyna nepy menna, a e
rozumna. Szczo , ce wyniatok iz prawy . A my howorymo pro wse ludstwo. Tut mo ywyj ysze statystycznyj pidchid; potribno mys yty prawy amy, a ne wyniatkamy z nych.
Oto , znannia. Ujawi sobi, szczo wsi znannia switu mo na praktyczno myttiewo
wk asty u ho owy wsich ludej. Usi znannia switu… Hotowyj zaho owok, ha?
Newih astwo — o grunt, na jakomu roste duris . Ho odne newih astwo rabiw. Syte
newih astwo miszczan. Z obne newih astwo faszystiw. I o my znyszczujemo grunt, za
jakyj cziplaje sia korinnia durosti…
Dajte, bu aska, mikrofon, ja trymatymu sam. Was cia procedura jawno widwolikaje. A ja choczu, szczob wy zrozumi y. Ot e, szczo trapy sia, jakszczo wsi znannia switu
stanu nadbanniam ko noji ludyny na Zemli?
Wsi znannia — du e newyznaczeno. Zhoden. Ska imo tak: znannia w objemi trydciaty-soroka wyszczych oswit. U riznych pojednanniach.
Pewna ricz, ludyna z takoju naczynkoju szcze ne zastrachowana wid ho odu, chworob, stra da . A e u neji bude imunitet proty nu hy, nerobstwa, pyjactwa. Znannia —
mow uran: ko y jich objem bilszyj wid krytycznoji we yczyny, poczynaje sia szczo na
kszta t anciuhowoji reakciji. Spokij, tocznisze — zastij, prosto nemo ywyj.
Piwtora miljardy ludej ho oduju … Wy wykorysta y sylnyj dokaz, ce wkarbuwa osia w pamja . A e chiba ho od ne wyk ykanyj — kine kincem — ny kym riwnem oswity?
— Pok ademo, wse nawpaky: riwe oswity za
wid dobrobutu krajiny.
— Ce scho e na zjasuwannia pytannia, czy wynyk a persza kurka z perszoho jajcia
czy, nawpaky, persze jajce bu o znesene perszoju kurkoju… U zwyczajnych umowach
oswita za
wid dobrobutu krajiny, a dobrobut — wid zna . Zaczarowane ko o. Szczob
chocz u jakij miri rozczaruwaty joho, potribni desiatky rokiw. Naszi zasoby i metody
nawczannia maju wra ajucze ma yj koeficijent korysnoji diji.
Wy rozumijete, jaka bezh uzdis ? Je znannia i je ho owy. A e nemaje efektywnych
zasobiw, szczo dozwo y b za korotkyj termin wk asty wsi znannia u wsi ho owy…
Hipnopedija? Ta wy prosto genij! Wy skromnycza y, ko y kaza y pro trydcia szis
z po owynoju gradusiw. Zaraz wy schopy y su sprawy: potribni pryncypowo nowi zasoby
nawczannia. Hipnopedija… Szczo , ce chorosza ricz. A e istotni zminy w zahalnolud kych massztabach wymahaju zasobiw, u tysiaczi raziw produktywniszych wid hipnopediji. Sylniszych, nadijniszych i, ho owne, produktywniszych. Zaczekajte do oseni…»
Uweczeri w napiwtemnij kajut-kompaniji my py y czaj z masywnych pywnych kuchliw. Ja zapytaw Prokszyna, czomu win ne prowiw prystojnoho oswit ennia. Win
znyzaw p eczyma:
— Nudno pa katysia z prowodkoju. Tut znajszowsia akumulator, joho wystaczaje
na ty de , potim mo na zariadyty w gara i. O i kuchli: widszukaw u bufeti — i harazd.
Dribnyci yttia. Dumaty treba pro insze.

Wa ko zrozumity, ko y Prokszyn howory serjozno. W usiakomu razi, nechtuwannia dribnyciamy yttia na zawa aje Prokszynu wyhladaty pidtiahnuto, nawi frantuwato. Win retelno poho enyj, kitel i sztany akuratno wyprasuwani.
— Wam tut spodobaje sia, — skazaw Prokszyn. — Znajete, ja z dytynstwa mrijaw
chocza b ty de po yty o tak — na staromu korabli. Wony dywowy ni, ci stari korabli.
Ad e stari maszyny zazwyczaj ne wyk ykaju odnych widczuttiw, chiba szczo alis . A
korabli… Ja wyris bila moria, budynok stojaw kraj nabere noji, prosto nawproty mojich
wikon buw prycza z takymy o starymy korablamy. Ja braw knyhy i jszow tudy, najczastisze na kolisnyj buksyr «Hnom». Bila wchodu na prycza bu a prybyta doszka z
napysom: «Siuda ny chody ». A e storo , szczo wiczno moroczywsia z wudkoju i chrobakamy, dywywsia na mene z ci kowytoju bajdu istiu. Ja
aw na pa ubi «Hnoma», na
hariaczych, szorstkych doszkach, czytaw, dumaw abo prosto dywywsia w more… Z odnoho boku buw port, ha as ywyj, dymnyj. Z druhoho — bulwar z oszatnymy a ejamy,
schodamy, kwitnykamy. A «Hnom», poskrypujuczy opatiamy kolis, stojaw kraj obszarpanoho prycza u, i nikomu do nioho ne bu o di a, nichto ne baczyw, jakyj win harnyj.
Win sprawdi buw harnyj. Mor ki buksyry z hrebnymy ko esamy dawno ne buduju , wy
ne sudi z czerewatych riczkowych buksyriw. U «Hnoma» buw wydow enyj korpus z
wysokym zihnutym forsztewnem, czudowa architektura nadbudow (tut usia ricz u proporcijach) i szyrokyj, nachy enyj nazad dymar… Odnoho razu woseny ja powernuwsia
zi szko y i pobaczyw, szczo «Hnoma» nemaje. Joho powe y na z am, uchytry ysia zatopyty w jakycho sta metrach wid bereha i pokynu y. Tam bu o neh yboko: maj e wsia
rubka, dymar, szczoh a za yszy ysia nad wodoju. Z bulwaru wse bu o wydno. Wtim,
nichto ne zwertaw uwahy na zatonu yj korabel, a meni choti osia rewty wid obrazy, ja
wpersze wtratyw druha… Uweczeri u mene zjawy asia odna dumka, ja zrozumiw, szczo
slid zrobyty. Czerez czotyry dni, wnoczi, pocupywszy u storo a-rybo owa ja yk, ja pidyw do «Hnoma». Ja porawsia hodyny zo dwi, wymok, wymastywsia, obder do oni, a e
pry asztuwaw u dymari widro iz za ytym mazutom drantiam ta pry adnaw zapaluwacz
z linzoju. Najbilsze moroky bu o z cym zapaluwaczem. Joho potribno bu o wstanowyty
du e toczno, szczob sonce opiwdni zapa o korobku, nabytu wid amanymy sirnykowymy ho owkamy… Dwa dni bu a pochmura pohoda, ja bojawsia, jak by moja pirotechnika ne widwo
asia. Sonce zjawy osia ysze na tretij de , u nedilu. Bulwar buw powen narodu, ja sydiw kraj moria i czekaw. Zapaluwacz spraciuwaw trochy piznisze, ja
e poczaw pobojuwatysia, szczo rozrachunky newirni. Spoczatku nad truboju pidniawsia ehkyj bi yj dymok, widtak dym staw czornym i powa yw, powa yw… Publika kynuasia dywytysia. Kartyna dywowy na: korabel pid wodoju, a e z dymaria szpary hustyj
czornyj dym. A tut szcze chwyli: nabihaju na rubku, na dymar — powna iluzija ruchu.
Spoczatku ludy szumi y, smija ysia, a potim jako stych y i dowho ne rozchody ysia…
— Prokszyn rozsmijawsia. — Ehe , kartyna bu a mohutnia! Szkoda, ja ne zdohadawsia
todi pidniaty prapor na szczohli…

***
urnalistowi czasom wa cze, ni py mennykowi. urnalist ne mo e wyhadaty heroja, ne mo e nadi yty joho za swojim ba anniam tymy czy inszymy jakostiamy. Dowody sia rozhaduwaty realnych ludej, a ce oj jak neprosto!
U ko nij sprawi je swoji ma ki chytroszczi. urnalist kyj ekspres-analiz po ehszy sia, jakszczo wy sprobujete ujawyty, kym bu a b ludyna, szczo cikawy was, w inszu
epochu — za jakycho nespodiwanych obstawyn. Ja podumky prymiriaju do Prokszyna
riznyj odiah. Kamzo a chimika? Inodi w oczach Prokszyna spa achuje dytiacze zachoennia: o zmiszajemo zaraz ce z tym, harne ko nahrijemo, i… Jak e cikawo znaty,
szczo z cioho wyjde! A e u Prokszyna nemaje zownisznioji solidnosti, organiczno w astywoji a chimikam, osob ywo suczasnym. Todi szczo take pirat ke? Sperszu ja prykydaju:

a jakszczo zakryty odne oko Prokszyna czornoju powjazkoju? Tak. Teper lulku w zuby
i… Ni, znowu niczoho ne wychody . Nu harazd, poky moje zawdannia — perewiryty
aparat Prokszyna.
Aparat dosy hromizdkyj. Centralnyj post — szczo na kszta t trioch abo czotyrioch
wywernutych nawyworit i zhromad enych odyn na odnoho te ewizoriw. ZP — zapamjatowujuczyj prystrij — szafa z magnitnymy barabanamy. Nareszti, biörezonator, scho yj
na zaboro o ycar koho szo oma. Siohodni — ysze eksperyment. A e ko
ZP i sprawdi
wmiszczatyme wsi znannia switu. Zadum Prokszyna w tomu, szczob «uk asty» w ho owu
ludyny znannia, mynajuczy proces czytannia.
Suczasni zapamjatowujuczi prystroji mo
— pry objemi w dekilka kubicznych
decymetriw — nakopyczyty informaciju w miljardy dwijkowych odyny . Szczob «wydaty» ko nu taku odynyciu, ZP dostatnio tysiacznoji czastky mikrosekundy. A oko zahajne. Szlach informaciji po zorowomu kana u powjazanyj z podwijnym peretworenniam
energiji. Swit owa energija zobra ennia peretworiuje sia sitkiwkoju oka w biöchimicznu. Widtak zdijsniuje sia szcze odyn perechid: biöchimiczna energija peretworiuje sia na e ektrycznu energiju biöstrumiw, szczo jdu zorowym nerwom u mozok.
— Ky te zapysuwaty, — poradyw Prokszyn. — Treba zrozumity. Todi ce zapamjataje sia nazaw dy. Dywi sia, jaka wychody mechanika. Wy czytajete knyhu. Pohlad
upaw na cyfru czy literu. Na sitkiwci wynyk o zobra ennia. Prote u wo okna zorowoho
nerwa jde ne same zobra ennia. U wo okna jde strum. Ko nij literi, ko nij cyfri, wzahali
ko nomu zobra enniu na sitkiwci widpowidaje swoja serija e ektrycznych impulsiw.
Sens mojeji ideji w tomu, szczob podawaty w zorowyj nerw «hotowi» strumy. Chaj ludyna
czytaje, ne dywlaczy u knyhu. Oko «roz owuje» zobra ennia du e powoli, i my pidjednujemosia do mozku bezposerednio czerez zorowyj nerw z joho sta trydcia ma miljonamy wo okon. Tiamyte? Ko ne wo okno — mow okremyj drit. Mo na westy peredaczu
zi szwydkistiu, na jaku zdatni najkraszczi ZP. Pytannia je?
Pytannia bu y, i Prokszyn pojasnyw — u zahalnych rysach — budowu swoho aparatu. A e ce w e czysta technika. Wa ywo insze. Zaraz ja wdiahnu «zaboro o», i wsi
znannia, zapysani na magnitnych barabanach ZP, protiahom dekilkoch sekund «wlizu »
meni w ho owu. Jak ne dywno, okrim cioho bezh uzdoho «wlizu », nemaje inszoho s owa
dla poznaczennia procesu perenesennia zna iz zaliznoho jaszczyka ZP do ho owy.
Striczka magnitofona
«— Dla perszoho eksperymentu szachy najzruczniszi. My prokrutymo ciu szarmanku kilka raziw, i swit otrymaje dwoch nowych grosmejsteriw. Utim, czy ne wwesty
zwannia grosmejsterissymusa?.. «Dwa grosmejsterissymusy» — czudowyj zaho owok
dla waszoho reporta u.
— Czy tilky znannia robla ludynu grosmejsterom?
— A szczo iszcze? Znannia i doswid. Choczete szykarnu cytatu z askera? U waszij urnalist kij sprawi cytaty — we yka ricz. Pos uchajte, szczo kazaw swoho czasu
asker: «Hrawciw, jakym majster mo e z uspichom dawaty ferzia napered, isnuju miljony; hrawciw, szczo perestupy y cej stupi , mo na narachuwaty, pewno, ne bilsze
czwerti miljona, a takych, jakym majster niczoho ne mo e daty napered, nawriad czy
nabere sia bilsze dwoch-trioch tysiacz… Ujawymo sobi teper, szczo jakyj majster,
ozbrojenyj znanniam swojeji sprawy, chocze nawczyty hraty w szachy jakoho ch opcia,
szczo ne znaje cijeji hry, i dowesty joho do k asu tych dwoch-trioch tysiacz hrawciw, jaki
e niczoho ne otrymuju napered. Skilky czasu znadoby sia na ce?» Nu, tut ide rozrachunok: stilky-to czasu na wywczennia endszpiliw, stilky-to — na debiuty, i tak dali.
Wsioho dwisti hodyn. «Wytratywszy dwisti hodyn, ch ope , nawi jakszczo win ne woodije szachowym ta antom, maje zrobyty taki uspichy w hri, szczo zajme misce sered
cych dwoch-trioch tysiacz». Zwerni uwahu: dwisti hodyn i majster u jakosti wczytela.
A w mojij maszyni zibrana wsia szachowa premudris switu. Informacija, widpowidna

sotniam tysiacz hodyn…»
Ja
aw u swojij temnij kajuti, prys uchajuczy do newyraznoho szumu. Ja wtomywsia za de , meni korti o spaty, a e, peresylujuczy son, ja ws uchuwawsia u cej szum.
I raptom ja zrozumiw: tak hude mor ka muszla, jakszczo pidnesty jiji do wucha. Staryj
korabel hudiw, nenacze mor ka muszla.
Ja zasnuw z dumkoju pro ridkisnyj uspich: taki dni buwaju ne czasto, a e wony
prynosia w yttia czariwni widhomony kazok.
Wranci Prokszyna ne wyjawy osia w kajut-kompaniji. Na stoli, pid termosom, ea zapyska: «Piszow do chworych. Snidajte, ne czekajte. U termosi kakao, reszta — na
stoli. Szachy — w tumboczci».
Mabu , ce smiszno, a e ja z ranku prys uchawsia, spodiwajuczy u owyty w sobi
chocz jaku zminu pisla eksperymentu. Mene bente a skorospisznis toho, szczo
widbu osia. Nadto w e szwydkop ynnym buw eksperyment.
Prokszyn natiahnuw sobi na ho owu «zaboro o» i prosydiw tak chwy yny piwtory.
Widtak nasta a moja czerha. «Zaboro o» bolacze stysnu o skroni. «Pocza y», — skomanduwaw Prokszyn, i ja pobaczyw merecht ywe matowe swit o. Oczi bu y szczilno prykryti
ny nim szczytkom «zaboro a», a e swit o ja baczyw. Mabu , ce jedyna nezwyczajna detal
eksperymentu. Swit o nejaskrawe, mjake. Take swit o ( ysze s absze) mo na pobaczyty,
jakszczo poterty zapluszczeni oczi.
— Szczo wdijesz, — skazaw Prokszyn, — ekzotyky w cij proceduri sprawdi zama o.
e same w ciomu sy a! Mi namy ka uczy, wy prodywy ysia ho owne. Ne dowe osia
peretynaty zorowyj nerw, szczob pidjednatysia do mozku. Tiamyte? Sama ideja zjawyasia u mene szcze w instytuti. Pewna ricz, u wyhladi zawdannia, ne bilsze. Rokiw szis
tomu ja znajszow i wyriszennia. Tocznisze — toj wariänt wyriszennia, jakyj wymahaw
chirurgicznoho wtruczannia. Ludyni dowe osia b na jakyj czas (a mo ywo, i nazaw dy)
staty slipoju. O wona, ekzotyka! U neobme enij kilkosti. A zaraz nemaje ekzotyky:
pidjedna ysia do zorowoho nerwa, a oczi cili…
Prokszyn z joho schylnistiu do zownisznich efektiw i sam trochy
kuje, szczo wse
tak prosto. Ko y ja skazaw jomu pro ce, win oho osyw, szczo isnuje zakon zbere ennia
solidnosti:
— W tij czy inszij miri solidnis w astywa ko nij ludyni. I wona nikudy ne mo e
poditysia. Skilky jiji widbude w zownisznij powedinci, stilky prybude u sprawach. I
nawpaky.
…Na pa ubi bu o mokro i nezatyszno. U ir awych kalu ach, szczo zdryha ysia wid
witru, p awa y scho i na rybjaczu usku szmatoczky wid uszczenoji farby. ysze zaraz
ja pobaczyw, naskilky staryj korabel.
Ja powernuwsia do kajut-kompaniji, uziaw szachy.
Dobre pamjataju: figury
y poriad z doszkoju, ja jich maszynalno perebyraw.
Potim pok aw na doszku oboch ferziw. Nawmannia. Szczo robyty dali, ja ne znaw.
Mynu o, pewno, kilka chwy yn, poky zjawy asia prosta dumka: ne mo na bez koroliw!
Znowu-taky nawmannia, ne dywlaczy , ja pok aw bi oho korola.
I raptom ja ci kom wyrazno pobaczyw, kudy slid pok asty czornoho korola.
Mo ywo, dija o samonawijuwannia. Mo ywo, wsia ricz u symetriji, jaku stworiuwa y figury, szczo w e stoja y na doszci. Ne znaju.
Ja pok aw czornoho korola i widrazu widczuw szczo znajome w roztaszuwanni
figur. Ce bu o nepryjemno: sam toho ne ba ajuczy, ja sy kuwawsia szczo pryhadaty.
Peresunuw bi oho korola. Powernuw joho na misce. Widtak peresunuw bi oho ferzia… i
nasta a jasnis . Wona pryjsz a raptowo, bez odnoji napruhy. Prosto ja teper znaw, szczo
treba pok asty szcze odnu figuru — bi oho s ona. I ja znaw, kudy pok asty s ona. Bili
maju poczaty i wyhraty, ce tako samo soboju ma osia na uwazi. Wtim, ni, ne ma osia
na uwazi, a zhaduwa osia.
Ja posunuw ferzia. Szach czornomu koro ewi. I tut-taky pobaczyw: tak ne mo na.

Szcze wczora dla mene ce buw by jedynyj oczewydnyj chid. Siohodni ja rozumiw: ni, tak
ne mo na, napadaty treba s onom.
…Ja dowho sydiw bila doszky, namahajuczy opanuwaty hariaczkowe zbud ennia,
szczo ochopy o mene.
Szczo, w asne, trapy osia?
Ja zwyk stawytysia do idej «czudowoji dewjatky», jak do czoho abstraktnoho. Ci
ideji ma y zbutysia w da ekomu majbutniomu. I raptom odna ideja zdijsny asia zaraz…
Tak, ce trapy osia zaraz. Zi mnoju.
Ja maj e ne wmiw hraty w szachy. ybo , nawi tretiorozriadnyk mih daty meni
napered ferzia. I o znena ka zjawy asia zdatnis rozumity, szczo widbuwaje sia na szachiwnyci.
Mozok — dywowy na maszyna. Treba ysze zabezpeczyty jiji wdostal palnym…
Czy ne pro ce Prokszyn kazaw naperedodni?
Striczka magnitofona
«— Jake afrykan ke p emja wyrobla o horszczyky z h yny, szczo misty a uran. Z
pokolinnia w pokolinnia lipy y horszczyky. Czerez ruky cych ludej projsz a taka kilkis
uranu, szczo energiji — jakby jiji wda osia wydi yty — wystaczy o b na e ektryfikaciju
po owyny afrykan koho kontynentu. A e p emja baczy o w h yni ysze zwyczajnu
ynu… Maj e tak my wykorystowujemo swij mozok. Na riwni lip ennia horszczykiw. A
ko y chto praciuje jak slid, my wra ajemosia: ach, dywi sia, ach, genij… Stwerd uju:
riwe , jakyj my nazywajemo genijalnym, — ce i je normalnyj riwe roboty lud koho
mozku. Ni, ja ne tak skazaw: ne je, a maje buty. Rozumijete?
— Rozumiju, szczo tut ne zrozumity. A e sumniwajusia. Wychody , szczo nemaje
pryrod enych zdibnostej… Ehe , a e jak buty z muzycznymy zdibnostiamy? Abo z matematycznymy? Peredaju sia wony po spadkowosti czy ni?
— Ni j szcze raz ni! Pryrod enych zdibnostej ne isnuje. Po spadkowosti peredaju sia ysze zadatky… Jak by wam naocznisze pojasnyty… O . Narody asia ludyna i
otryma a oszczadkny ku z pewnoju sumoju. Zadatok inodi trochy bilszyj, inodi trochy
menszyj, a e ce ysze zadatok! Widrazu poczynaju nadchodyty nowi wnesky, i u wici
pjaty-wo my rokiw perwynna suma huby sia w nowych wneskach. Dytyna, jaka ma a
spoczatku desia kopijok, mo e nabraty do wo my rokiw sto karbowanciw. A wunderkind, szczo maw u peluszkach genetycznu trojaczku, mo e do tych samych wo my rokiw
dopowzty do czerwincia. Nawi u muzyci. Napryk ad, eon jew eksperymentalno pokazaw, szczo taka zdatnis , jak zwukowysotnyj s uch, ne peredaje sia genetyczno, a wychowuje sia.
— Prypustymo. A e czomu rozumowi zdibnosti ne peredaju sia po spadkowosti?
— Ta prosto tomu, szczo wony poriwniano mo odi i organizm szcze ne nawczywsia
jich peredawaty. Wtim, tut je pikantna detal. Peredaju sia osob ywosti, jaki korysni w
boro bi za isnuwannia. A rozumowi zdibnosti — w ciomu sensi pa ycia z dwoma kinciamy. Wy czu y pro takyj twir — « ycho z rozumu»… U organizmu ne bu o osob ywych
pryczyn nawczytysia peredawaty wsilaki tam poetyczni i matematyczni zdibnosti. Tak
ot: ludy otrymuju wid narod ennia pryb yzno odnakowi mizky. Ko na ludyna narod uje sia zi zdatnistiu nabuwaty zdibnostej. I, jakszczo chto mo e staty genijem, znaczy ,
w pryncypi genijalnis dostupna wsim. Czomu wona take ridkisne jawyszcze? Z konwejera schodia awtomobili. Ko en awtomobil maje, zwisno, swoji indywidualni osob ywosti. A e jakszczo szwydkis danoho typu maszyny piwtorasta ki ometriw, to u wsich
maszyn wona pryb yzno taka. U odnijeji na pja ki ometriw bilsza, u inszoji na pja mensza, a e ce w e prypustymi widchy ennia. A z mys enniam… Maszyna, jaku my nazywajemo «mozok», wykorystowuje sia nadzwyczajno dywno. Z tysiaczi takych maszyn ysze odynyci rozwywaju projektnu szwydkis . Reszta dosy mlawo powzu … I ce wwaaje sia za normu! Wsia ricz u tim, szczo awtomobili maju bahato benzynu. A maszyna,

szczo imenuje sia «mozok», ysze zridka maje wdostal choroszoho palnoho. Ja ka u pro
znannia. Zaprawte dostatnioju kilkistiu cioho palnoho bu -jakyj mozok, i win das projektnu szwydkis . Trochy bilszu, trochy menszu — a e bila hranycznoji me i!..»
Chymerna ce sztuka — projaw ennia zna , «wk adenych» u ho owu aparatom Prokszyna. Zdaje sia, ja znajszow wda e s owo: projaw ennia. Sprawdi, ce du e scho e na
postupowe wynyknennia fotozobra ennia. Potencijno isnujucze u fotoemulsiji zobra ennia szcze prychowane, newydyme, i potriben projawnyk, szczob zrobyty joho jawnym.
Tak i z projaw enniam zna .
Jaka czastyna zna zhaduwa asia — proces dywowy nyj i czasom ne ehkyj. A
inodi ja sam pryjmaw riszennia. Tak, dobre pamjataju, szczo sam pryjszow do wysnowku: ne mo na jty ferzem. Ujawyw sobi widpowidnyj chid czornych, pobaczyw podalszyj rozwytok hry i zrozumiw, szczo treba chodyty s onom. I ysze potim, zrobywszy
cej chid, podumaw: zwisno, pozycija maje buty takoju, ce etiud Troji koho! O najkraszczyj chid czornych. Teper szach ferzem. Czornyj korol pospiszaje do swoho ferzia.
Pizno! Bili ertwuju s ona. Szach czornomu koro ewi i wyhrasz.
Ja nijak ne mih oswojitysia z dumkoju, szczo nasprawdi czomu nawczywsia. W
ho owi ne bu o odnych «szachowych dumok». I wse-taky ja szczojno wyriszyw etiud
Troji koho, pro jakyj dosi nawi ne czuw.
e czerez de , ko y znaczna czastyna szachowoji premudrosti «projawy asia», ja
zwyk do «efektu wchodu» (termino ogija Prokszyna). Teper ja «widczuwaju» swoji szachowi znannia. Wony «widczuwaju sia» tocznisi ko tak, jak i inszi znannia, oder ani
zwycznymy szlachamy.
I ysze zridka serce zawmyraje wid radisnoho zdywuwannia. Tak bu o w dytynstwi,
ko y, nawczywszy p awaty, ja wpersze zap yw da eko w more…
Prokszyn zjawywsia bez czwerti druha — mokryj, ho odnyj, wese yj — i z poroha
spytaw:
— Zitnemosia? Odnu partiju, ha? Potim obid i znowu do weczora szachy. Jak programa, hody sia?
Programa hody asia, a e, siwszy za szachowu doszku, my zabu y pro czas. Hra prochody a w strimkomu tempi. Stroho ka uczy, spoczatku my nawi ne hra y. My prosto
zhaduwa y partiji. Rozihruwawsia debiut, i du e skoro odyn z nas pryhaduwaw, szczo
podibna pozycija w e bu a pry zustriczi takych-to szachistiw na takomu-to turniri.

***
Striczka magnitofona
«…— Wy zapysujete?
— Tak. A szczo, ko y ja po ertwuju piszaka?
— Nawiszczo?
— Pok yk duszi… Strywajte, ta tak bu o w czetwertij partiji Ejwe — Boholubow!..
— Ehe . Neweningen, dwadcia wo myj rik. U cij pozyciji czorni po ertwuwa y
piszaka. O win, wasz pok yk duszi! Znannia. Wreszti-reszt ysze znannia!
— A wse-taky nawiszczo ja powynen widdawaty piszaka?
— Widkrywaju sia liniji…
— Ejwe mih oho osyty szach konem, a e zrobyw inszyj chid…
— Tak, obere niszyj. S onom.
— Szczo , perewirymo…»
Z ko noju hodynoju my hra y wse upewnenisze i samostijnisze. Pocza y czastisze
pomiczaty prorachunky, prypuszczeni kymo w ana ogicznij pozyciji. Szuka y i znachody y sylniszi prodow ennia. Hra zbahaczuwa asia dumkamy i widczuttiamy, poczyna a
prynosyty estetycznu naso odu.
Szczo ja zazwyczaj widczuwaw, hrajuczy w szachy?


Related documents


altow obpalujuczyj rozum
a i b strugacki maluk abc
awramenko nebo powne zirok
a i b strugacki ponedilok poczynajetsia w subotu
a i b strugacki piknik na uzbiczczi
a i b strugatski piknik na uzbiczczi

Link to this page


Permanent link

Use the permanent link to the download page to share your document on Facebook, Twitter, LinkedIn, or directly with a contact by e-Mail, Messenger, Whatsapp, Line..

Short link

Use the short link to share your document on Twitter or by text message (SMS)

HTML Code

Copy the following HTML code to share your document on a Website or Blog

QR Code

QR Code link to PDF file Altow - Obpalujuczyj rozum.pdf